Zakończyłam toksyczny związek i nie potrafię sobie z tym poradzić. – Wasze historie.

1734 Odczytano 6 komentarzy
Marta* napisała do mnie kilka dni temu z prośbą o wrzucenie anonimowego postu na grupę Matki Nieidealne (klik). W poście prosiła o wsparcie bo zakończyła swój kilkuletni związek i nie wiedziała jak sobie z tym faktem poradzić. Związek, który jak się okazało, był toksyczny i w pewnym momencie rozum wygrał z sercem. Zapytałam, czy ma ochotę wygadać się na blogu. Miała.

Cześć Natalko.

To już ponad tydzień jak skończyłam swój związek. Nadal czuję się jak gówno. Jakby umarł mi ktoś bliski. Nigdy nie sądziłam, że żałoba po rozstaniu może być tak silna. I nadal nie wiem, jak sobie ulżyć i co sprawi, że przestanę cierpieć.

Tomka (nazwijmy go tak na potrzeby tej historii) poznałam na drugim roku studiów przez wspólnych znajomych, na urodzinach kolegi. Dwa lata starszy, miał roczne dziecko ale nie był z jego matką. Praktycznie od samego początku byliśmy nierozłączni. On odprowadził mnie po imprezie do pokoju w akademiku i gadaliśmy do samego rana. Następnego dnia, kiedy obudziłam się koło południa, w reklamówce na klamce znalazłam bułki, 2KC, czekoladę (podczas rozmowy powiedziałam mu, że mam świra na punkcie konkretnej czekolady), Mirindę (którą piję zawsze na kaca) i jeszcze kilka rzeczy). Ujął mnie tym okropnie. Zakochałam się strasznie, strasznie i jeszcze raz strasznie.

Przy Tomku czułam się jak królewna. Ale miał bardzo ciężki charakter. Szybko się obrażał, jeśli coś nie szło po jego myśli to potrafił być bardzo niemiły. Nie daj Boże nie odzywałam się przez kilka godzin bo odsypiałam imprezę lub później pracę (pracowałam jako barmanka), „karał” mnie tym, że sam przestawał się odzywać na resztę dnia. Dla niego odseparowałam się od koleżanek bo po prostu ich nie potrzebowałam. Byliśmy my i to mi wystarczało.

Te pięć lat związku dało mi solidnie w kość. Skończyłam studia i wróciłam do rodzinnej miejscowości bo ojciec pomógł mi w dostaniu całkiem fajnej pracy. Widywaliśmy się w każdy piątek po pracy aż do niedzieli, pomimo 80km odległości. On został w Poznaniu, przy synku. Ja cały czas szukałam pracy obok niego ale nie chciałam łapać się byle czego. Tak jak pisałam – Przy Tomku czułam się fantastycznie. Dbał o mnie, robił niespodzianki, był czuły, we wszystkim pomagał. Ja też byłam zakochana po uszy. Zawsze wtulona, zawsze zapatrzona. A kiedy byliśmy osobno, coś mu odbijało. Wykańczał mnie psychicznie. Czasami rzucał, że mam tylko jego, że bez niego jestem nikim, że nie mam nawet do kogoś iść. Bałam się mu powiedzieć, że jego słowa mnie ranią bo zawsze uważał, że ma prawo mówić co myśli a kiedy próbowałam się bronić, zaczynał atakować i się obrażać. Wolałam przemilczeć niektóre sprawy, niż miałby się nie odzywać przez kilka dni albo zrezygnować z przyjazdu. Kiedy ja chciałam coś wyjaśnić, on mówił, że nie ma ochoty mnie widzieć czy rozmawiać. Nie ważne czyja była wina, zawsze przepraszałam ja. Ja wyciągałam rękę na zgodę. Żeby tylko do mnie wrócił. Strasznie bałam się kiedy groził, że mnie zostawi. Czasami to robił ale za kilka dni wracał i przepraszał. Potrafił krzyczeć na mnie przy swoim dziecku. Bywał bardzo zazdrosny, jeśli już udało mi się wyjść z jakąś koleżanką na kawę. Nawet jeśli był środek tygodnia i nie mieliśmy w planie spotkania. Więc odmawiałam tych spotkań. Bywało, że mnie śledził, miał pretensje o to, że na zdjęciu w internecie jestem uśmiechnięta a przecież się pokłóciliśmy. Albo, że odebrałam w pracy telefon w wesołym tonie. Po drugiej stronie odzywał się głos „Widzę, jak bardzo cierpisz. Chyba doskonale ci pasuje to, że się pokłóciliśmy? Ja tu cierpię a Ty jesteś wesoła”.

Te akcje wyciągały ze mnie całą energię. Po każdej z kłótni leżałam na kanapie i nie byłam w stanie się podnieść. Byłam wyprana emocjonalnie, psychicznie i fizycznie. Bolała mnie głowa a mięśnie spinały się. Nie twierdzę, że jestem bez winy. Jestem pyskata i uparta. Chodzi bardziej o samopoczucie w kryzysowych momentach.

Któregoś razu on znowu rzucił, że odchodzi. Pokłóciliśmy się o to, że ja nie mogłam przyjechać do niego w weekend bo mój tato miał urodziny. On też nie mógł przyjechać, siedział z chorym dzieckiem. I wtedy coś we mnie pękło. Jego brak zrozumienia i moje wieczne tłumaczenie się przelały szalę goryczy. Stwierdziłam, że bardzo go kocham ale już nigdy, nigdy, nigdy do niego nie wrócę. On zapewne czekał aż odezwę się pierwsza – jak zwykle. Ale ja milczę. Ciepię ale milczę. Przez pierwsze kilka dni się nie odzywał. Później zobaczyłam go w Poznaniu na mieście (pojechałam z siostrą na zakupy). Nogi się pode mną ugięły a ja wpadłam w histerię. Nie widział mnie. Nie podeszłam. Następnego dnia w końcu napisał. Zapytał jak się czuję i czy czegoś potrzebuję. „Jak to czego gamoniu? Ciebie kurwa! Żebyś się ogarnął i przestał mnie ranić!” – pomyślałam. Ale nie odpisałam na wiadomość. Napisał kolejny raz na Facebooku. Usunęłam konto, żeby nie odpisywać. Chociaż dziesięć (tysięcy) razy podnoszę telefon w ciągu dnia, żeby zobaczyć czy napisał. Zablokowałam go na IG. Dzwonił ale nie odebrałam.

Wiem, że powinnam to skończyć bo nigdy nie będę szczęśliwa. Ale tęsknię niesamowicie i wciąż szukam sposobu żeby ból zniknął. Mam zamiar zapisać się na siłownię, wyjechać gdzieś na weekend ale póki co nie mam siły ruszyć ręką. Siostra sugeruje psychologa. A ja w tym momencie walczę ze sobą, żeby nie napisać do niego, że go kocham. Nie chcę do niego wracać. Już nie.

*Skoro anonimowy to imię bohaterki zostało zmienione.

6 Komentarzy/e
  • jolka

    Odpowiedz

    Psycholog nie jest złym pomysłem. Ja sobie poradziłam udzielając się towarzysko, dużo rozmawiając o tym z innymi ludźmi i przede wszystkim dając szansę sobie na zakochanie się w kimś innym, ale to kwestia też charakteru kobiety. Trzymam gorąco kciuki żebyś się już na zawsze uwolniła od tego toksycznego związku. Zrobiłaś DLA SIEBIE OGROMNY KROK! On się nie zmieni więc nie wracaj!

  • Ola

    Odpowiedz

    Koniecznie poczytaj o psychofagach!

  • Monika

    Odpowiedz

    Masz mądra siostrę…

    Czasem potrzeba kogoś zupełnie neutralnego, kto pokaże Tobie że można inaczej i można znow szczesliwie zyc bez tej drugiej osoby.

    Terapia to świetna sprawa, mi bardzo pomogła więc serdecznie Tobie polecam. Pomaga uporać się z trudną decyzją jak i przeżyć emocjonalnie stratę…

    Bądź silna i dzielna.

    Powodzenia ?

  • Monika

    Odpowiedz

    Witam. Nie wierzę ale ten artykuł jest jakbym opowiadała o swoim związku.

  • Alex89

    Odpowiedz

    Jakbym o sobie czytala…. Milion razy obiecalam sobie ze to koniec, ze sie nie odezwe, nie wybaczę, nie wroce… a jednak… milosc jest silniejsza… chociaz skurwiel tak zniszczyl mi psychike ze dochodzi do mysli samobojczych…. bylo juz kilka prob…jedyne co mnie trzymie przy zyciu to moja trojka dzieci w tym jedno jego…

  • Anna

    Odpowiedz

    Toksyczny związek wymaga terapii. Jeśli nie masz siły odejsc i udźwignąć rozstanie to skorzystaj z psychoterapii. Ja z mojego toksycznego związku po 6 latach wyszlam sama i kolejne 5 lat dochodzilam do siebie. Byc moze z psychoterapią poszloby szybciej. Dzis jestem w szczęśliwym zwiazku ze spanialym mężczyzną, ktory ciagnie mnie w gore a nie w dol. Ale trzeba zaryzykowac i odejsc.

Skomentuj