Zdradziły mnie dwie najważniejsze osoby w moim życiu.

2665 Odczytano 14 komentarzy

Wpis został opublikowany na prośbę autorki.

Trafiłam na Twojego bloga, kiedy jeszcze Hania była malutka. Od pięciu lat widzę, jak dorasta z moim synkiem. Jesteś dla mnie pocieszeniem w trudnych chwilach. Często śmieję się z Tobą, płaczę. Kibicowałam Ci z zakładaniem A krój z tym.

A dzisiaj piszę do Ciebie, bo nie wiem, co mam zrobić ze swoim życiem. Jeśli możesz, wrzuć to na bloga, może pojawią się inne osoby, które będą wiedziały, jak sobie poradzić z tym dramatem.


Karola poznałam jeszcze na studiach. Byłam wtedy w związku, on też. Zaiskrzyło podczas wspólnego wyjścia do kina, ze znajomymi. Zakochałam się tak, że świata nie widziałam poza tym Gamoniem. Szybko wprowadziłam go do swojej rodziny. Moi rodzice pokochali go tak mocno jak ja. Moi znajomi również. Na magisterce zamieszkaliśmy razem u moich rodziców. Mieszkam w Warszawie, on rodzinę ma daleko. Tak było ekonomiczniej. Po studiach wynajęliśmy sami mieszkanie, później kupiliśmy własne. Zaręczyny były przepiękne. Zabrał mnie na weekend do Barcelony. Siedzieliśmy w knajpce, piliśmy wino. Wyszedł na chwilę do toalety, a jak wrócił, po chwili do naszego stolika podszedł zespół dziadziusiów, grających na gitarach, trąbkach etc. Jak się wtedy okazało, on zobaczył ich na ulicy i poprosił, żeby zagrali przy stoliku dwa utwory. Nawet nie znał ich repertuaru 🙂 


Ślub pomagała mi urządzić przyjaciółka. Byłyśmy blisko od liceum. Razem studiowałyśmy, spędzałyśmy każdego Sylwestra. Ona jeździła do mnie na święta, ja do niej. W tym czasie poznałyśmy swoich mężów. Monika niekoniecznie lubiła mojego chłopaka, kilka razy prosiła żebym zastanowiła się, czy chcę wychodzić za niego za mąż. Wydawało mi się, że to z troski. Monika miała wtedy faceta, byli zaręczeni. Z resztą, byłam zakochana w mężu przez te wszystkie lata. Mam wrażenie, że z dnia na dzień kochałam go mocniej. 


Niecały rok po ślubie urodził się syn (nazwijmy go Kajtek). Ten, który jest w wieku Hani. Wszystko było pięknie. Poszłam na macierzyński, mąż zarabiał dobrze jako informatyk. Nawet założyłam swojego bloga (pod wpływem twojej działalności :P), który miał się całkiem nieźle. Jeździliśmy na wakacje za granicę, w zimie narty itp. Kiedyś spotkałam Cię podczas majowego weekendu w Zakopanem, na Krupówkach. Ale możesz nie pamiętać, bo byłaś nieco speszona 🙂 


W każdym razie, ostatnio Kajtek sporo nam chorował. Podjęliśmy decyzję, że zawiozę go do teściów na tydzień, może trochę dłużej. Mieszkają na Mazurach, więc ta okolica byłaby idealna na wyzdrowienie. Mąż miał sporo pracy, miał siedzieć w firmie i programować. Ja miałam zostać tam przez weekend, w poniedziałek wrócić do domu. Uwielbiam moich teściów, to cudowni ludzie. Często jeździliśmy tam na kilka dni. W sobotę dostałam wiadomość, że stan mojego taty pogorszył się (od lat choruje, choroba przewlekła) i mama zawiozła go do szpitala. Niewiele myśląc, wsiadłam w samochód i ruszyłam w drogę powrotną. Po drodze pomyślałam, że wpadnę do męża do pracy, bo nie wzięłam kluczy do domu. Zorientowałam się już po drodze do teściów, ale szczerze mówiąc, nie chciało mi się wracać do domu. W domu chciałam się odświeżyć i polecieć do taty do szpitala.


Mąż często zostawał w pracy, żeby w spokoju popisać programy.  To wymagało totalnego skupienia, co przy Kajtku jest niestety nierealne. Mógł pracować w domu, miał świetnego szefa, ale w zupełności rozumiałam jego potrzebę. Nie zdarzało się to często, aczkolwiek raz – dwa razy w miesiącu siedział w firmie w sobotę czy niedzielę. Nie dzwoniłam wtedy do niego, żeby nie zawracać głowy. Wiedziałam, że im szybciej skończy, tym szybciej będzie w domu. 


Ten moment pamiętam jak dziś. Podjechałam pod budynek firmy. Parking był pusty, pod wejściem zaparkowany był tylko samochód męża. Zabrałam od teściów resztki makaronu, bo założyłam, że jeśli on siedzi w pracy od rana, to ma niewiele czasu żeby coś przekąsić. Weszłam do jego biura i wtedy moje życie się skończyło. Zobaczyłam ich razem. Jego i moją przyjaciółkę. Sytuacja była dosyć jednoznaczna, zwłaszcza patrząc na jego opuszczone w dół spodnie. Poczułam, jakby ktoś mi wywrócił flaki na drugą stronę i zrobił z nich worek treningowy. Poczułam, że mnie mdli. Odłożyłam makaron na szafkę przy drzwiach i wyszłam. „Przyjaciółka” wybiegła za mną. Wsiadłam do samochodu i przysięgam, że wtedy pomyślałam, że ją za przeproszeniem pierdolnę tym gratem. Ale przez kawałek szmaty nie warto iść do więzienia. Zapytałam od kiedy to trwa. Wiedziałam, że on się nie przyzna, liczyłam na to, że przyjaciółka zdradzi mi chociaż część szczegółów. Nie wiedziałam w sumie, czy chcę wiedzieć. Powiedziała, że w sumie od dawna się w nim podkochiwała, a sam romans trwa do kilku lat. Jak to mówiła, czułam że wykręca moje serce, a później depcze je. 


Przychodziła do nas do domu, ja do niej. Nasze dzieci nocowały u siebie, nasi mężowie się przyjaźnili. Wiedziałam, że jej małżeństwo przechodzi kryzys, ale podobno zaczęli z tego wychodzić. Chwilę później przyszedł mój mąż. Przyniósł jej kurtkę, kazał iść do domu. Powiedział tylko, że przeprasza. Że mnie kocha. Najgorsze jest to, że to nie było jednorazowe, nie było wynikiem błędu po pijaku. To trwało LATAMI. 


Dzisiaj mija kilka tygodni od tych wydarzeń. Dałam mu do podpisania papiery rozwodowe, jednak on zapowiada, że będzie walczył. Kocham go całym sercem ale zostałam potwornie zraniona przez to co zrobił. Ex przyjaciółce kazałam przyznać się mężowi, inaczej ja to zrobię i wszystko opowiem. Dzwonił do mnie po wszystkim, rozmawialiśmy długo. On też nic nie wiedział, widać ze bardzo cierpi. On nie chce się rozwodzić, jednak podobno przyjaciółka już go nie kocha. Kocha mojego męża. Mąż zerwał z nią kontakt. Podobno, bo moje zaufanie jest w tym momencie na minusie. Prosi, żebyśmy poszli na terapię. A ja chcę się rozwieść, a za chwilę nie chcę.


Boże, Natalka ja nie wiem co mam zrobić. Trzymam się w pionie dla Kajtusia. Przez pierwszy tydzień byłam na L4, teraz siedzę u rodziców z dzieckiem. On codziennie przyjeżdża. Moja mama wspiera mnie bardzo, jednak stara się wspierać też swojego zięcia. Nie potrafię na niego spojrzeć, jednak tak bardzo chciałabym dać mu się przytulić. Poszłam na terapię, on prosi by zacząć terapię dla par…


Pomocy.. 

*Pamiętaj, że najlepszą zapłatą dla autora jest Twoja reakcja, która bez wątpienia da mi kopa do dalszej pracy <3
*Będę wdzięczna, jeśli dasz mi o tym znać tutaj na blogu lub na Facebooku (
klik), łapką w górę, komentarzem lub udostępnieniem postu.
*Możesz odwiedzić nasz profil na Instagramie 
(klik).

Photo by Katie Treadway on Unsplash

14 Komentarzy/e
  • Justyna

    Odpowiedz

    zaryzykuj bycie razem. wiecej juz nie mozesz stracic. rozwod nie zajac, nie ucieknie, ale niech bedzie ostatecznoscia.

  • X

    Odpowiedz

    Bardzo bardzo Ci wspolczuje ale nie szukaj rozwiazania wsrod obcych ludzi, ma wyjsc od Ciebie bo to Twoja rodzina I Twoje zycie!

    Jesli ty kochasz i on tez to….

    W dzisiejszych czasach Tak trudno o milosc..
    Ludzie podejmuja decyzje o rozwodzie I juz nigdy nie trafiaja na nia.

  • Kasia

    Odpowiedz

    Jesteś wspaniała matka! Dasz radę! Zawalcz o siebie! Wy już nie istnieje. Ale zawsze możecie być dobrymi kumplami i wspólnie wychowywać młodego! Trzymaj się!

  • Kiedyś znów zaświeci słońce

    Odpowiedz

    Nie wiem który to już raz pisze i usuwam komentarz przed opublikowaniem…. brak słów… im więcej dajemy niektórym, tym więcej nam zabierają….
    Jesteś bardzo odważna skoro to wszystko tu przedstawiła. Twojej wartości nie może wyznaczać nikt poza Tobą, a Ty jesteś wspaniała kobieta która może wszystko! Mozes z otworzyć serce i uczyć sie żyć z nim na nowo, albo przetrwać te starsze chwilę i zacząć

  • Kiedyś znów zaświeci słońce C. D.

    Odpowiedz

    żyć od początku. Chociaż teraz nie wyobrażasz sobie ani jednego, ani drugiego. Dlatego czas jest kluczowy bo pozwoli Ci nabrać dystansu. Ale pamiętaj że TY jesteś PANIĄ swego życia. Czas pokaże czy mu naprawdę zależy czy nie, czy zasługuje na to żebyś podjęła próbę wybaczenia mu… Ale Twoje szczęście musi być w Twoim sercu. Dasz radę wytrwać! Walcz o SIEBIE. A o Ciebie, o Was niech walczy on.

  • C.d.

    Odpowiedz

    żyć od początku. Chociaż teraz nie wyobrażasz sobie ani jednego, ani drugiego. Dlatego czas jest kluczowy bo pozwoli Ci nabrać dystansu. Ale pamiętaj że TY jesteś PANIĄ swego życia. Czas pokaże czy mu naprawdę zależy czy nie, czy zasługuje na to żebyś podjęła próbę wybaczenia mu… Ale Twoje szczęście musi być w Twoim sercu. Dasz radę wytrwać! Walcz o SIEBIE. A o Ciebie, o Was niech walczy on.

  • Aga

    Odpowiedz

    żyć od początku. Chociaż teraz nie wyobrażasz sobie ani jednego, ani drugiego. Dlatego czas jest kluczowy bo pozwoli Ci nabrać dystansu. Ale pamiętaj że TY jesteś PANIĄ swego życia. Czas pokaże czy mu naprawdę zależy czy nie, czy zasługuje na to żebyś podjęła próbę wybaczenia mu… Ale Twoje szczęście musi być w Twoim sercu. Dasz radę wytrwać! Walcz o SIEBIE. A o Ciebie, o Was niech walczy on.

  • Aga C.d.

    Odpowiedz

    żyć od początku. Chociaż teraz nie wyobrażasz sobie ani jednego, ani drugiego. Dlatego czas jest kluczowy bo pozwoli Ci nabrać dystansu. Ale pamiętaj że TY jesteś PANIĄ swego życia. Czas pokaże czy mu naprawdę zależy czy nie, czy zasługuje na to żebyś podjęła próbę wybaczenia mu… Ale Twoje szczęście musi być w Twoim sercu. Dasz radę wytrwać! Walcz o SIEBIE. A o Ciebie, o Was niech walczy on.

  • Dorota

    Odpowiedz

    Rozumiem Cię doskonale…
    Jeśli to byłoby jednorazowe, można zastanawiać się.nad przebaczeniem i ratowaniem rodziny dla dziecka.
    Ale jeśli trwało to latami, przez lata Cię upokarzał i oszukiwał. Odejdź. Bądź silna i dasz radę i będziesz jeszcze szczęśliwa ❣️

  • Ania

    Odpowiedz

    Ty masz odpowiedź w sobie. Daj sobie szansę ja usłyszeć.To bardzo ciężka sytuacja, ale kiedyś wyniknie z niej cała gama dobrych rzeczy, zobaczysz.Przytulam mocno, życzę ci wiary i siły i wspieram myślami.Jestes bardzo dzielna.

  • Aneta

    Odpowiedz

    Nigdy nie wybaczylabym zdrady latami…… Nigdy. Przecież to okazuje sie calkiem inny czlowiek niz nam sie wydawalo.

  • Cziken

    Odpowiedz

    Jeśli do swojego męża czujesz po tym wszystkim coś więcej, niż chęć kopnięcia go w zad – to zasługujesz na to, co cię spotkało. Kochasz go całym sercem? To śmiało, wróć do niego. Powiem ci w sekrecie: twoja przyjaciółka nie była jedyną. I nie będzie ostatnia. I gdy sobie pomyślę, ilu porządnych facetów zlałaś, żeby być z tym obwiesiem… Idź, daj się dalej oszukiwać i pomiatać!

  • Hanna

    Odpowiedz

    Trudna sytuacja ale nie zawodzi tylko Pan Bóg. ŁATWO ZNISZCZYĆ RODZINE I SWOJE SZCZEŚCIE ale sztuka JĄ URATOWAĆ. Teź kiedyś myslałam o rozwodzie ale odwiódł mnie od tej mysli WSPANIAŁY KAPŁAN jestem mu ogromnie wdzięczna. Obecnie mamy juź dorosłe dzieci i wnuki. Dzieci nie cierpiały z powodu rozwodu rodziców a my sie na starosć wspieramy i jest nam lźej źyć. NIEDOPUŚĆ DO ROZWODU

  • Hanna

    Odpowiedz

    C.d. Sa wspaniałe warsztaty katolickie dla małżeństw w kryzysie korzystalam z tego wspaniała sprawa. Zaproscie do współpracy Pana Boga i dacie radę. Dlatego dzisiaj jest tyle rozwodow bo nie ma współpracy z Bogiem i to nie dlatego źe sa źli ludzie ale dlatego źe nie współpracują z Panem Bogiem. Przecieź jest w Piśmie Św. napisane NIC BEZE MNIE UCZYNIĆ NIE MOŹECIE. I tu jest siła.

Skomentuj