Znacie Pana Tatę? O nim słów kilka…

644 Odczytano 0 Komentarzy

Znowu piździ jak na dworcu w Kieleckim… Hanisława od rana czyniła przygotowania, na imieniny do Dziadka Z. się wybierała. Spacer oczywiście odpuszczony, nie chciałyśmy ryzykować pozwu sąsiadów za obtłuczone samochody, z resztą już widzę jak buda od gondoli zamienia się z żagiel i lecę jak kitesurfer po osiedlu. Jakby była prawdziwa zima, decha na nogi i sporty wyczynowe z Hanisławą byśmy uprawiały.

Standardowo Haniutek wstała o 7, kopiąc mnie soczyście po żebrach. Gdybym mogła, zapewne obróciłabym się do niej tyłkiem, ale nawet delikatny ruch groził posmarowaniem ziemi pośladkami. Pan Tata zmył się po cichu do salonu, jakieś formuły 4.0. oglądał, przez drzwi słyszałam tylko „bziuuuum”, a gdy zatoczyłam pętlę po mieszkaniu idąc do wu-ce i zerknęłam co u niego, zapatrzony był w ekran laptopa, śledząc ścigające się samochodziki. Gdyby przez przypadek wybuchnął pożar w kuchni, albo włączyłyby się syreny alarmowe, zwiastujące rychłe tornado, tak często występujące w naszym kraju, zapewne by nawet nie zauważył. Gdy małż ogląda F1, żeby zwrócić jego uwagę, trzeba rzucić jakimś przedmiotem, kapeć jest w tej kwestii idealny. Często, gdy jest sezon na wyścigi, gromadzę przy sobie swoje i jego kapcie, które po wydarzeniu porozrzucane są po całym pokoju. Niestety podczas meczy kapcie są za słabą bronią i tutaj lepiej zapewnić sobie rozrywkę na całe 90 minut, a do życia wraca tylko podczas przerwy. Często, gdy wpadają do nas znajomi „na mecz”, PT jest jedynym osobnikiem, który komentuje, krzyczy, używa niecenzuralnych słów (jejuuu, on używa niecenzuralnych słów?) i równie dobrze mógłby zastąpić wszystkich Szpakowskich, Szaranowiczów i innych Zimochów. Zdecydowanie jest w tym najlepszy i kanały sportowe spokojnie mogłyby zaoszczędzić zatrudniając jednego Pana Tatę, zamiast dwóch komentatorów, bo małż widzi wszystko, łącznie z tym, czego nie widzi Pan Sędzia.
Z resztą PT ma wiele sportowych zainteresowań i z zaangażowaniem ogląda nawet turniej warcabów czy boule, które są dla mnie najdurniejszym sportem świata. Z resztą, jak można nazwać sportem szorowanie lodu szczotami przed sunącym kamieniem? Chociaż z drugiej strony fajnie mieć takiego zawodnika za męża, dajesz mu mopa albo miotłę i wpuszczasz do stołowego „potrenuj sobie kochanie”.
Broniąc godności małża mojego, muszę stwierdzić, że na oglądaniu TV się nie kończy. Pan Tata zawstydziłby poziomem swojej kondycji nie jednego, bo w tygodniu są tylko dwa dni, gdzie nic nie ćwiczy. W poniedziałki gra w piłkę nożną, w czwartki- basen, piątki kosz lub noga, weekend- znowu łupie do bramki a i czasem we wtorki biega z bandą spoconych facetów po boisku do kosza. Jakby tego było mało, idzie jeszcze później na basen. No i w zimie oczywiście narty a latem góry i gdy jedziemy nad jezioro, pływa z jednego brzegu jeziora na drugi. Jakbym przeznaczała tyle na sen, co on na sport, byłabym najbardziej wyspaną mamuśką na świecie.

Zaglądając do salonu stwierdziłam, że jestem na boso i moje „cześć” obije się echem od wkrótce pomalowanych na nowy kolor ścian. Wróciłam grzecznie do sypialni, Hanisława ćwiczyła kick boxing na łóżku, więc złapałam ją pod pachę i ryzykując gniew małża, cichaczem podrzuciłam na matę edukacyjną do salonu, a sama znowu zakopałam się pod kołdrą i udawałam, że mnie nie ma. Wynegocjowałam w ten sposób dodatkową godzinę snu.

W porze obiadowej odpierdzieliłyśmy Haniutka w sukienkę, tulipan w dłoń i na imieniny. Zanim dziadek został obdarowany tulipanem, Hanisława na wpół go zeżarła, a gdy wręczała go Dziadkowi Z. (ta, wręczała. Sam musiał jej wyrwać, bo puścić nie chciała), to za tulipankiem pociągnął się glutek ze śliny. Fajne w obiadach u dziadków jest to, że wszyscy chcą się bawić z dziecięciem i zawsze mówią „jedz, ja z nią się pobawię a zjem później”. Dwa razy się mnie pytać nie trzeba, z przyjemnością jem, celebrując każdy CIEPŁY kęs. Oczywiście tematem przewodnim obiadu był mecz Liverpool- Manchester United, także trzeba było Panu Tacie łokciem w żebra stukać, żeby pobudzać rękę z widelcem.

I po niedzieli…

0 Komentarzy/e

Skomentuj