Ach śpij kochanie, czyli jak spacyfikować niemowlaka.

3519 Odczytano 12 komentarzy

Nic nie trwa wiecznie, bynajmniej nie, jeśli chodzi o dzieci.

Cieszysz się, że Twój 3-miesięczniak przesypia całe noce? Ciesz się, za kolejne trzy, będzie budził się co pół godziny. Cieszysz się, że Twoja dwu i pół latka wszystko je? Słusznie. Za rok będzie żywiła się energią z kosmosu. Cieszysz się, że Twoje dziecko chodzi w wieku 10 miesięcy? Fajnie, za pół roku będzie kazało nosić się na rękach 24 na dobę.

I tak dalej, i tak dalej…

Dzisiaj, usypiając Nadię, z rozrzewnieniem wspominałam czas, kiedy spała 16 godzin na dobę a uśpienie jej zajmowało w porywach pięć minut i polegało na odłożeniu dziecka do łóżeczka. Dzisiaj do pełnej regeneracji i podładowania baterii wystarczy jej 15 (słownie: piętnaście) minut. Pieszczotliwie zwane „kupa time”. Czasami pół godziny. wtedy jest kupa i kawa. Zanim włożę ją do łóżeczka, muszę już wyciągać a młode zachowuje się, jakby pochłonęło butlę nitro.

Do tego, usypianie nie ogranicza się niestety do odłożenia do łóżeczka. Analizując sposoby usypiania #2 i Hanisławy, zrobiłam dla Was zestawienie naszych metod pacyfikacji.

1. Na paszkę.

Kiedy rodzi się pierwsza córka, naiwnie wierzysz, że będzie córusią mamusi. „Siedzisz” z nią przez pierwszy rok życia w domu, bawisz, gotujesz, zabierasz na spacery, do wesołego miasteczka, czyli generalnie spędzasz 24 godziny na dobę. A ona i tak finalnie wybierze tatę, który pozwala jej dłubać w nosie i obcinać włosy lalce Barbie za trzy stówy. Kiedy na USG lekarz zaskakuje Cię informacją, że kolejne, wyczekiwane dziecko będzie TEŻ płci żeńskiej, pierwsze co przychodzi Ci na myśl to „kolejna córusia tatusia”. Życie pięknie weryfikuje Twoje oczekiwania i po pewnym czasie nie wiesz czy się cieszyć czy nie, gdy okazuje się, że #2 przykleja się do Ciebie niczym rzep i ojciec może istnieć przez jedyne pięć minut dziennie. I tak, większość usypiania „spada” na Ciebie.

Łapiesz przytulankę w objęcia, kneblujesz smoczkiem i zajeżdżasz po raz enty „Kotki dwa”. Młode się kręci, rzuca trzydzieści razy smoczkiem, by finalnie ulokować nos pod Twoją pachą i zrezygnować z Twoich objęć na rzecz Morfeusza.

2. Niemy film.

Metoda trochę drastyczna i wykorzystywana przeze mnie w ostateczności. Znacie to? Dziecko jest tak zmęczone, że mogłoby zasnąć na stojąco ale dla zasady po prostu nie śpi. Ryczy, wyrywa się, siąpi z nosa gilem ale nie zaśnie. Nie bo nie. Lulasz, odkładasz a ono jak na autopilocie po trzech sekundach jest na nogach i a piać od nowa. To jest śmieszne przez pierwsze dwadzieścia minut a później zaczyna Cię prześladować wizja zimnego bronka w szklaneczce na stole, który już niekoniecznie jest taki zimny. Po czterdziestu minutach bierze Cię zwyczajnie kurwica.

Wychodzisz z pokoju i słyszysz, że to to podkręca decybele. Wracasz, lulasz, odkładasz, wychodzisz, jeb na nogach, decybele. Coraz bardziej zwlekasz z pójściem do delikwenta z nadzieją, że się gościu odrobinę zmęczy płaczem, własnym zmęczeniem i „uj wie o co mi chodzi”. Za każdym razem zwlekasz w myśl zasady „Jak trochę popłacze to nic mu się nie stanie”. W końcu nadchodzi moment, kiedy masz wrażenie, że minęła cała wieczność* i wracasz do płaczącego onego, który w nagrodę za Twoje pielgrzymki w końcu zasypia.

3. Na samuraja.

Lecisz z gimnastyką po sypialni. Nie posądzałabyś siebie o takie zdolności gimnastyczne, czyli jak na przykład wyciągnąć stopą smoczek spod łóżka, nie ruszając przy tym odpływającego, przyklejonego do Ciebie dziecka. Później trzeba tylko odłożyć dziecko do łóżeczka. I tutaj zaczyna się zabawa. Czasami proces odkładania trwa dłużej niż samo usypianie. Nadkę wystarczy „wrzucić” do łóżeczka, za to Hanka była w tym temacie hardkorem. Każde zbliżenie się do miejsca przeznaczenia na odległość bliższą niż dwa metry było powodem do wszczęcia alarmu i poinformowania sąsiadów, że wyrodna matka chce się pozbyć dziecka. I tak bujałam się z nią nad tym łóżeczkiem przez bite dwadzieścia minut, zniżając poziom o kilka milimetrów na minutę. Przy wzroście żyrafy to trwało i trwało. Zaraz potem kuśtykałam na rehabilitację bo kręgosłup szybko przestał lubić takie wygibajce.

4. Na gapę.

Nie ważne jak uśpisz. I tak zawsze w coś pierdolniesz wychodząc z pokoju, lub wleziesz w coś grającego. Rezultat znacie.

5. Na kulturystę.

Hanka to był dorodny okaz, wyhodowany na własnej paszy. Nie wiem skąd moje piersiątka przypominające małego chłopca wyprodukowały tyle mleka ale młoda przez pierwszy rok życia przypominała małego Buddę. Do tego, przez pewien czas, zasypiała tylko kiedy… robiliśmy przysiady. Gdyby istniała możliwość wytworzenia mięśni na kościach, dzisiaj wyglądałabym jak maratończyk.

6. Na trzy.

Dosłownie na trzy. Włączałam kołysankę i dreptałam z Hanisławą na trzy do taktu muzyki. Do tej pory mam awersję do tańczenia w parach na trzy. Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, kurwa trzy…

7. Na żeglarza.

Moja ulubiona metoda usypiania, praktykowana do dziś. Wciskasz się w łoże 140/70, obok trzy i pół latka. Głaskasz, nucisz, odpowiadasz na trzydzieści pytań, czytasz, zaprowadzasz do toalety siedemnaście razy, dajesz pić, jeść, w mordę i beztrosko odpływasz o godzinie dwudziestej, razem z ofiarą.

Uwaga.

Podczas tego wpisu nie ucierpiały żadne dzieci. Za to sąsiedzi nadal odwracają głowę, gdy nas widzą na ulicy.

W najnowszym odcinku telenoweli zmierzymy się z problemem „Jak odłożyć dziecko w trzech krokach”.

* Wieczność – w rozumieniu matki płacz dziecka, trwający do pięciu sekund.

12 Komentarzy/e
  • Kinga

    Odpowiedz

    Jesteś najlepsza nie ma takiego drugiego bloga jak twój napisany dosadnie tak jak jest a do tego z ogromna dawka poczucia humoru. Uwielbiam czytać twoje wpisy 😍😍😍. Pozdrowienia dla ciebie i wachty 😊

  • Ilona

    Odpowiedz

    Trzeba było jakiś tydzień temu napisać ten post to bym nie była w takim szoku, że dziecko mi spało od 20 do 4 a teraz wstaje już o 24 i ani myśli zasnąć bez mamy przy boku , czyli po setnym wstawania kapituluje i biorę do wyrka 🙈🙉🙊 i tylko wspominam piękne czasy 😒 super post

  • Magda

    Odpowiedz

    Najbardziej spodobało mi się :
    „4. Na gapę.

    Nie ważne jak uśpisz. I tak zawsze w coś pierdolniesz wychodząc z pokoju, lub wleziesz w coś grającego. Rezultat znacie.”

    Haha 😂😂

    Mam półroczną córeczkę, której usypianie ostatnio to koszmar…

  • Paulina

    Odpowiedz

    O ile lepiej człowiekowi wiedząc, że inni mają to samo…. 😀

  • Anka

    Odpowiedz

    Przerabiałam pierwsze 4 przez 11 miesięcy, w końcu się wkur…zyłam i wstawiłam łóżeczko do sypialni( wiem, powinnam od razu, ale tak ładnie spał przez 6 miesięcy )Teraz idę z nim do pokoju,kładę się na swoje łóżko,On do łóżeczka, odwracam się plecami i 10 minut,a słyszę upragnione, głębokie posapywanie.I tak śpi do 4.Chyba,że zęby idą,to co godz pobudka, ale w razie co jestem na wyciągnięcie ręki

  • Magda

    Odpowiedz

    Płacze 😂😂 swieta prawda najlepsze ze juz przerobiłam ze 4 sposoby przy 8miesieczniaku ciekawe ile jeszcze 😊😊💪

  • Renewarte

    Odpowiedz

    EE tam, jak była córa młodsza nie było problemu, problem zrobił się teraz… „MAMA, pić, siku, kupa, jeść, bajka, bajka w telewizji, nie jednak nie bajka, jednak czytamy, nie sama poczytam…”

  • Peg

    Odpowiedz

    Poczytaj o pokazywanie swoich dzieci na blogu i na insta – kobieta klasa sama w sobiehttp://www.nishka.pl/dlaczego-nie-publikuje-na-blogu-zdjec-moich-dzieci/

    • matka-nie-idealna

      Szanuję Nishkę ale mam własne zdanie na ten temat 😉

  • Mama Migotka

    Odpowiedz

    O boże rozwaliłaś mnie na łopatki!
    Zrobiło mi się o wiele lepiej, bo sama nie jestem!

  • Karolina

    Odpowiedz

    Czytajac to poplakalam sie ze smiechu , na paszke i niemy film to moje koniki 😂
    Pozdrawiam 🙂

  • edi

    Odpowiedz

    To się przeraziłam… mój synek właśnie jest na etapie -śpi od 21 do 4. O ja naiwna! Myślałam że tak już będzie a tu „straszycie” ze ta przyjemność może się za chwilę skończyć. Hmm może i lepiej być uświadomionym niż doznać szoku.

Skomentuj