Cała prawda o matkach. Co myślę o macierzyństwie?

1346 Odczytano 0 Komentarzy

Weekend w składzie pomniejszonym o pana domu wywołał u mnie syndrom porzucenia drugiej pary rąk do pracy. Zanim otworzyłam oczy, chciałam je zamknąć tak bardzo, jak bardzo byłam zła na Grześka, że zostawił mnie z dwójką szkodników. Ale jemu też się czasami coś od życia należy, nawet jeśli to tylko dwudniowe wyoutowanie z roli męża i ojca. Spakował więc skoro świt, kilka butelek uciech cielesnych i duchowych, coś na kaca, w razie wu i czyste majtki. Włożył swoje jestestwo do samochodu, na miejsce pasażera oczywiście, bo tylko tam można popijać i pojechał. 

Dziwne, że dopiero w takich momentach człowiek najbardziej docenia jak potrzebuje kogoś do korelacji rodzicielskiej. A przynajmniej tak było jeszcze w momencie, kiedy Nadia nie ukierunkowała swojego światopoglądu na moje kolana i nie postanowiła być dzieckiem z gatunku kurwamacek. Piękne jest macierzyństwo, pięknie jest czuć się potrzebnym lub raczej najpotrzebniejszym do nalania soku, do opieprzenia rogu stołu że miał czelność nadziać się na głowę bezbronnego dziecka ale umówmy się – sranie w duecie nie jest fajne. Byłoby jeszcze do przejścia gdyby nie fakt, że mojej srajparze towarzyszą konwulsje, morze łez i kurczowe trzymanie mnie za kolana. Bo przecież ja mogę WPAŚĆ do toalety i moja osoba a wraz z nimi moje dające niezwykłe bezpieczeństwo kolana znikną.

Ach. No i przytulać się nie mogę do męża i Hanki. Bo szkodnik atakuje z zaskoczenia, wbijając się zębami w bezbronną, wczepioną we mnie ofiarę.

Piękne to macierzyństwo. Tylko czasami trochę dusi. W kolanach.

Po tym weekendzie, pełnym dzieci, jajecznicy, bajek i tulenia. Pełnym łez – tych dziecięcych oczywiście, złości – i tu już role są podzielone, zmęczenia i frustracji. Pełnym miłości, spokoju i poczucia bezpieczeństwa stwierdzam, że w wielu kwestiach mogę zastąpiona ale nie w tej jednej, najważniejszej.

Staję czasami przed lustrem i zastanawiam się, skąd w tym wątłym ciele, ważącym dużo mniej niż norma, znajduje się tyle energii i życiowej siły. Tyle woli walki, samozaparcia i ambicji?

Skąd siła, by każdego ranka wstawać po nieprzespanej nocy i odwozić dzieci do przedszkola?

Skąd ambicja, by pomimo macierzyństwa, które jest rolą najtrudniejszą jaką przyszło i grać, rozwijać się i zdobywać marzenia?

Skąd zaparcie by nie rzucić wszystkiego w pizdu i być na garnuszku męża lub przy biurku w korporacji i dostawać co miesiąc na konto?

Skąd odwaga by nieustannie wychodzić ze swojej strefy komfortu i próbować, próbować, próbować?

Skąd nadzieja, że jutro będzie lepiej niż dzisiaj?

Skąd energia by po całym dniu pracy, zachodzenia w głowę jak być lepszą i wydajniejszą ogarnąć dom? A później obiad? Z dziećmi u boku?

Skąd moc by powalona chorobą nie poddawać się i ogarniać wszystko ze zdwojoną siłą?

 

Piorę, sprzątam, myję. Ubieram, rozbieram, szoruję zęby, usypiam. Trzymam za rękę tych co potrzebują, stawiając dwie najmniejsze na piedestale człowieczeństwa. Naklejam plastry, ocieram łzy, tulę. Mierzę gorączkę, wycieram gile, martwię się. Jeżdżę do lekarza, podaję leki, pamiętam o wszystkim. Tłumaczę, wyjaśniam, dyscyplinuję. Robię zakupy, opłaty. Organizuję, przygotowuję, pamiętam, planuję. Wspieram, pomagam, jestem gdy ktoś mnie potrzebuje. Rozmawiam, doradzam, piszę. Prowadzę bloga, własną firmę, dom. Kombinuję. Rozwijam się. Mam marzenia. Dążę do bycia lepszą.

Jestem mamą.

Jestem bohaterką. A Ty?


Koszulka: A krój z tym
Las: państwowy

0 Komentarzy/e

Skomentuj