GB Pockit. Najmniejsza spacerówka na świecie.

7453 Odczytano 4 komentarze

Moja mama zawsze powtarzała, że życzy mi takiego dziecka, jakim ja byłam. Patrząc na to z perspektywy czasu, dziwię się, że kobieta nie zaliczyła jednocześnie podcięcia żył i skoku na główkę dla pewności. Dziecko marki Natalia było w stanie wykończyć świętego. Zbyt mądre, zbyt wredne i zbyt uparte. To nie wróżyło nic dobrego. Na szczęście w porę, czyli jakieś dwadzieścia lat później, opamiętałam się. Zaraz potem wyprowadziłam się z domu. Teraz ofiarą jest PT.

Hanka to rezolutna, inteligentna dziewczynka. Żywcem wpisana w słynną rosyjską Maszę i matkę, która dwadzieścia pięć lat temu myślała, że ma na imię „cholera jasna”. Powiadają, że sowa sokoła nie urodzi, stąd też młode coraz bardziej wpisuje się we mnie charakterem, powiedzonkami i zachowaniem. Bywają dni, że huk mojej głowy opadającej na poduszkę płoszy sarny w pobliskim lesie. Bywają dni, że łapiąc w locie jęzor, odpalam turbodoładowanie i gonię tą moją Maszę, która od pewnego czasu skutecznie trenuje „wdupiemiejstwo”.

Sytuacja sprzed kilku dni uświadomiła mi, że łatwo z Hanką nie będzie zwłaszcza, że popełniłam psychiczne i fizyczne faux pas i postanowiłam jej zrobić miesięczne wagary od żłobka.

Kilka dni temu odebrałam młode od dziadków. Wychodzimy z bloku w składzie ja, Nadia w foteliku, dwie torby wielkości dorodnego słonia i Hanka. Jakiś czas temu opracowałyśmy system czerwone-zielone, po tym jak młode wyrwało mi kilka razy sprintem nie-wiadomo-gdzie. Idziemy, czerwone- stój, zielone-machaj nogami, jęzor na brodzie, nadgarstki po betonie, jest wesoło. Jedna ulica, młode trzyma mnie dzielnie za rękę z dwoma torbami sprawiając, że wyglądałam jak Krzywa Wieża w Pizie. Stajemy przy samochodzie, wrzucam młodsze młode do środka, kątem oka widzę rosnące różki na głowie Hanki. Nagle starszak zrobił mik-mik, zaboksował nogami po betonie i tyle ją widziałam. Tak jak jest gapą i potrafi stać a za chwilę nie stać i zbiera gnaty z podłogi, tak teraz dostała jakichś super mocy i machała tymi nogami jak Usain Bolt. Drę się, że czerwone. Drę się, że stop. Drę się, że o „cholera jasna” ulica. W końcu stwierdziłam, że z tego mojego darcia można co najwyżej ukręcić ból gardła, rzuciłam co miałam na ziemię i odpaliłam turbo doładowanie. Coś tam zakaszlało bo po ciąży kondycja jak u 70- latki goniącej za autobusem i biegnę. Złapałam metr przed jadącym po wyrzuty sumienia do końca życia kierowcą czerwonego potwora. Ciśnienie trzysta, ulga rozsmarowała mnie po chodniku.

I wtedy stwierdziłam, że albo znajdę sposób na ogarnięcie macierzyńskiego sajgonu w składzie ja plus dwa pisklęta albo nie wychodzę z nimi do osiemnastego roku życia. Wrzuciłam Hankę na plecy w Tulę, #2 do gondoli i… umarłam. Kręgosłup złożył donos za znęcanie się fizyczne, pół godzinny spacer odpokutowywałam dwa dni. Czułam się jak przeczołgana odcinkiem lędźwiowym po ściernisku. Postanowiłam odwrócić rolę, wrzucić Hasztu do chusty a Hanisławę do spacerówki. Idealne rozwiązanie na spacerach i placach zabaw. Nadię mam zawsze przy sobie i nie muszę jej porzucać w pogoni za Hanką a wózek… Wózek mam w torebce.

Jakiś czas temu nadarzyła się nam okazja przetestowania najmniejszej spacerówki na świecie- GB Pockit. Wózek ultralekki, o wadze 4,3 kilograma. Idealne rozwiązanie dla chustujących mam, których starsze dziecko jest już chodzące ale kondycyjnie wciąż pada po dwóch godzinach na placu zabaw. O ile Hanka wszędzie dojdzie praktycznie sama, o tyle trochę gorzej jest z powrotem do domu/samochodu. Złożony GB Pockit ze swoimi wymiarami 30x18x35cm dosłownie mieści się w torebce czy reklamówce.

Nie oszukujmy się, GB Pockit nie jest wózkiem wielofunkcyjnym. Nie znajdziemy tutaj rozwiązań ze standardowych spacerówek, takich jak chociażby rozkładane oparcie (stąd też dziecko musi być stabilnie siedzące), budka przeciwsłoneczna czy pałąk zabezpieczający. Jego największą zaletą jest waga i wymiary, dzięki czemu bez problemu mieści się w zapchanym gondolą czy torbami bagażniku. Idealnie nadaje się na szybkie zakupy, wyjazdy czy nawet jako bagaż podręczny w samolocie lub pociągu. Jeśli macie dwójkę dzieci w odstępie rok- dwa lata, z czego jedno jest gondolowe, to idealne rozwiązanie na rodzinne spacery. Pockit zmieści się do każdego bagażnika a w gondoli można włożyć go do kosza na zakupy.

_DSC0167 _DSC0179 _DSC0190 _DSC0206 _DSC0210 _DSC0217 _DSC0225 _DSC0236 _DSC0272 _DSC0291 _DSC0298

Torba – GOSHICO

4 Komentarzy/e
  • Joanna

    Odpowiedz

    Uśmiałam się jak głupia czytając to jak opisałaś jak masz z Hanisławą ? swoją drogą szybko kondycję złapiesz ? a wózek ostatnie zdjęcie w torebce zrobił na mnie ogromne wrażenie. Super rozwiązanie dla mam tak jak opisałaś, które mają pierwsze młodsze trochę podrośnięte i drugie ledwo wystające nawet z chusty.

  • Kinia

    Odpowiedz

    Oby jak najszybciej z Tego wyrosla bo Cie na kardiologie wysle !

  • Julka

    Odpowiedz

    Ooo tak, Masza to również drugie imię mojej Zuzy… z resztą Zuza to chyba nie imię a stan umysłu, już kilka osób po jej zachowaniu pytało czy tak ma na imię xD

  • Linda

    Odpowiedz

    Jaka malutka spacerowka :O W miescie na pewno dziala bez zarzutu, ale w lasach i na plazy to juz pewnie gorzej 🙁 Poki co my mamy wozek 2w1 vicco z adamexu i w funkcji spacerowki dobrze sie spisuje, ale dziecko jest coraz wieksze i juz rozgladam sie za czyms nowym 😀

Skomentuj