Kobieto!

2521 Odczytano 3 komentarze

Największe refleksje nachodzą mnie zawsze w kiblu i na rzęsach. Leżę z gałkami wbitymi w powieki, stylistka skubie fretki, doczepia gąsienice a ja odpływam w odmętach synaps i wielkich odkryć równie wielkiego umysłu. Uczeni nazwali kiedyś to snem. Płynę sobie gdzieś w bezkresach przemyśleń, prawie lewituję. Mięśnie się rozluźniają a ja karcę się w myślach „tylko nie zacznij kurwa chrapać”.

– Dzieci teraz są bardziej rozpuszczone niż wtedy gdy ja byłam dzieckiem – odezwał się głos zza mojej głowy. – Za dużo mają i w dupach im się poprzewracało. Kiedyś mieliśmy nic albo mało i szanowaliśmy rodziców. – Sen odpłynął, schlastany po twarzy delikatnym głosem stylistki.

– Oj tak. – Rozkleiłam usta. Odchrząknęłam resztki Morfeusza w ustach i kontynuowałam. – A zwłaszcza dziewczynki. Dziewczynki są najgorsze. Potrafią być naprawdę okrutne.

A później te dziewczynki wyrastają na kobiety. I sieją zniszczenie, zwłaszcza tym biednym facetom.

1. Foch.

Ona wraca do domu, zajechana jak koń po westernie. Zalega znacząca cisza albo dwuznaczne „chyba sobie, kurwa, kpisz”. On spogląda w prawo, spogląda w lewo. Przecież poprzedniego wieczoru wrócił przed 22, pomimo iż zapowiadał się o 23. Był w stanie sobie zdjąć buty, nawet skarpetki. Fakt, nie wie w którym miejscu teraz się znajdują ale skarpetki mają to do siebie, że lubią porzucać swoich prawych partnerów. Ona oznajmia Ci, że śpisz na kanapie a on zastanawia się dlaczego, skoro nic nie zrobił. Prania nie zrobił, zmywarki nie włączył. Skarpet nie zostawił na widoku. Nic nie zrobił. O coś tam prosiła ale jego umysł potrafi skupić się tylko na jednej czynności a właśnie przegrywał 2:1 w Fifę.

2. Jeszcze pięć minut.

Ja zupełnie nie wiem, skąd irytacja u mojego męża, kiedy idę się szykować na dwie godziny przed planowanym wyjściem. Przecież to logiczne, że jak już wejdę pod ten prysznic, to trzeba zrzucić futro. A jak już jedzie się tak tą maszynką w górę nogi to i pipcię można przy okazji zahaczyć, brzuch i ręce. Wąsa też wypadałoby się pozbyć bo nigdy nie wiesz, czy miłość Twojego życia jest aktualnie przy Tobie, czy może zza baru spojrzy na Ciebie jakiś Dejwid i zostaniesz jego Wiktorią.

Jak już zmyjesz wszystkie maski z włosów i twarzy, trzeba ją naciągnąć chemicznie, wszystkim co ma w sobie formułę przeciwzmarszczkową. On się wścieka a Ty tłumaczysz, że kiedy kładł szpachlę w stołowym, robił to przez trzy dni a nie piętnaście minut tak jak Ty. Do tego puder, rozświetlacz, chuje muje, dzikie węże i możesz przystąpić do tuszowania rzęs. Jakby Ci dał na te fretki raz w miesiącu, czas skróciłby się o 10 minut każdego dnia. Kiedy skończysz z licem, przydałoby się nakremować podrażnione nogi i wysuszyć włosy. Później „tylko” prostowanie albo kręcenie odrobina lakieru i możesz iść wybierać szmaty na balet.

3. Torebka.

Nie ważne czy wielkości pudełka zapałek, czy 30- litrowa walizka. Każda torebka ma w środku czarną dziurę i zmieszczą się w niej pieluchy, człapaki na zmianę, telefon, portfel, smoczek, pojemnik na mleko na okres tygodnia czasu, czajnik elektryczny i uchodźca z Afryki. Jeśli kiedykolwiek nastąpi katastrofa zmuszająca nas do natychmiastowej ewakuacji, wystarczy, że złapię za torebkę i przeżyję trzy miesiące w buszu.

4. Szpilki.

Totalnie niezrozumiały jest dla mnie zachwyt butami, które wprawiają moje stopy w stan agonii. Ja rozumiem, że facetom może się to podobać ale z całym szacunkiem, po trzech godzinach na imprezie, mogę zabijać obcasami bo mój stan irytacji i bólu wynosi grubo ponad normę. Zazwyczaj po paru godzinach powinnam zmieniać szpilki na drugą parę, co najmniej trzy rozmiary większą. I nie pomaga fakt, że mam najwygodniejsze buty na świecie, kupione za obie nerki i wątrobę. Kobietom, które noszą je na codzień powinni przyznawać order za męczennictwo. Albo za głupotę. No, chyba że straciły już czucie od kostek w dół.

5. Zmiany wyglądu.

Po drugiej ciąży poszłam do fryzjera, odgruzować się po kilku miesiącach fryzjerskiej niesubordynacji. Na ponad cztery godziny przykleiłam dupę do fotela, farbując, odnawiając, odświeżając swój look. Wróciłam do domu i gdyby nie fakt, że mąż zaczął po mnie wysyłać psy gończe, TOPR i śmigłowiec ratunkowy, nie zauważyłby, że cokolwiek się u mnie zmieniło.

Raz tylko zauważył, kiedy zafarbowałam włosy na różowo. Najpierw udawał, że nie widzi, że nic go to nie obchodzi. Odwracał się tyłem, kiedy podstawiałam mu łeb prosto pod nos. Ale oko niespokojnie mu drgało i centrowało w moją stronę, przecierał nerwowo brwi, szeptał coś pod nosem po to, by po piętnastu minutach zapytać: „Yyyy… Czy ciebie pojebało?”. I złapał się wymownie za usta, tak jakby popełnił największe fopa na świecie a ta myśl niechcący mu się wyrwała spomiędzy zębów.

6. Foch po raz drugi.

Nie wiem dlaczego przez miliony lat mężczyźni jeszcze nie wymyślili sposobu na to, jak czytać w ludzkich myślach. Najczęściej używanym zwrotem przy kłótniach jest „domyśl się”, nawet jeśli jest wypowiadane werbalnie.

Nie daj Boziu ktoś nam podpadnie to ma prze-je-ba-ne na całej linii. Bywamy wredne, złośliwe, pamiętliwe i z łatwością manipulujemy ofiarami. To oczywiste – każda chciałaby, żeby wyszło na „jej”. Każda z nas chce być nieomylna a kompromis w związku wygląda mniej więcej tak:

– Moja kobieta chciała psa a ja nie chciałem.
– I co?
– Doszliśmy do kompromisu, od tygodnia mamy psa.

7. Odchudzanie.

Wiecznie nam coś w samych sobie nie pasuje. A to brzuch, a to nogi a to nos, a to kolor włosów. Ciągle coś zmieniamy, polepszamy, upiększamy. Ciągle się odchudzamy, chcemy przytyć, powiększyć piersi, usunąć zmarszczki, wypełnić usta. A mężczyźni? Może niekoniecznie mają w dupie swój wygląd ale na pewno nie mają problemów z taką samoakceptacją siebie.

Śmiechy śmiechami ale życie bez nas – naczelnych zołz społeczeństwa byłoby nudne, nie sądzicie?

3 Komentarzy/e
  • Alicja

    Odpowiedz

    Po prostu mistrzostwo. Kazdy a raczej kazda z nas ma w sobie zołze, ktora potrafi sie sfochowac hehe w 3 sek ‚:) jestes Najlepsza!!

  • dorota

    Odpowiedz

    Oczywiście! Taka już nasza natura

  • Kasia

    Odpowiedz

    Sama prawda 😛 nic dodać nic ująć 🙂

Skomentuj