Parentingass czyli Jackass po matkowemu.

1868 Odczytano 4 komentarze

Pamiętam życiową rewolucję, kiedy z Muminków punkt 19, dwa zera, awansowałam na MTV dla nastolatków. MTV prawie dwadzieścia lat temu było telewizją na poziomie. Bez wszystkich programów, zacierających honor telewizji, mianującej się tytułem muzycznej. Bez tatuaży robionych na złość „przyjacielowi” i długich nóg zakończonych cyckami, wyłaniających się z wód turkusowego oceanu. Telewizja z powodzeniem zastępowała mi radio, ćpałam gitarowe koncerty a każde szarpnięcie struny w formie unplugged wywoływało u mnie coś, co mając lat trzydzieści, nazwę orgazmem.

Piękne to były czasy, kiedy Spice Girls  pytały z kineskopu czy „you wannabe my lover…” a Britney Spears w niegrzecznym mundurku obijała się o szkolne szafki. Później mój gust muzyczny skończył z psychotropami i Britney w towarzystwie Spajsetek cieszyły oko jakiegoś bezdomnego, szukającego podpałki w osiedlowych śmietnikach. Do tej pory oczami wyobraźni widzę tatę, mówiącego do mamy „O kurwa, musimy się napić” na hasło, że mój dziecięcy gust muzyczny leży w trzech workach na śmieci, przy zielonym trzepaku.

Jedynym programem rozrywkowym jaki pamiętam z tamtych czasów jest Jackass. Do tej pory zastanawiam się, czy PT wciśnie się do okna życia, kiedy płacze przy filmikach w Internecie, gdzie panowie nadziewają swoje jądra na ramę od roweru, łamią wszystkie kończyny przechodząc przez płot sąsiadów lub przebijają mosznę tapicerem. Zawsze ale to zawsze spływa obfitą łzą i pomiędzy jednym rechotem a drugim histerycznym śmiechem woła mnie, żebym zobaczyła „kolesia, który właśnie wkomponował się w ścianę, razem z wózkiem sklepowym”. Ja to w ogóle miękka klucha jestem i gdy drugiemu człowiekowi dzieje się krzywda, przytuliłabym i tego od moszny i od obitych jąderek do matczynej piersi ojojając, że durny ale podmucham to nie będzie bolało.

Rola matki pozwoliła mi zrozumieć, że Jackass to wcale nie taka odległa rzeczywistość. Są w moim życiu rzeczy, które niekoniecznie chcę robić ale niby przypadkiem wpieprzam się w ścianę, spadam z dachu do dziecięcego basenu czy robię salto na rowerze wodnym. Oczywiście to wszystko w dużej przenośni ale… Czego nie robi się dla dzieci?

Trampolina.

Trampolina to zdradziecka suka. Niby wszystko fajnie, dzieci mają fun. A później wołają do zabawy Ciebie. Wchodzisz niepewnie do środka, odbijasz się nieśmiało kilka razy bo jesteś przekonana, że to nie dla Ciebie a po trzech godzinach sąsiedzi patrzą na Ciebie jak na pacjenta szpitala psychiatrycznego, wypuszczonego na przepustkę. Dzieci zaczynają przebąkiwać coś na wzór „Czy my też możemy pobawić się mamo?” a Ty kręcisz salta i zaaferowana robotą popuszczasz małą czarną bez cukru bo szkoda Ci czasu na toaletę.

Klocki lego.

Każdy rodzic zna problem. Niby kupuje bo rozwijają kreatywność dziecka, fajna wymówka przed żoną na ten nowy zestaw ze Star Warsów a i bachor będzie siedział cicho do następnych urodzin. A później za karę wjebuje się całym czterdzieści sześć w małą popierdółkę obok stołu. Kto wlazł śródstopiem w Lego ten wie, że w piekle w ramach pokuty każą chodzić po klockach.

Usypianie dziecka.

Ja w ogóle nie wiem, czy temat trzeba tłumaczyć. Każdego wieczoru odbywamy Jackassa piętro- parter bo:

1. Piciu
2. Siku
3. Piciu
4. Jestem głodna
5. Przeczytaj mi bajkę
6. Muszę coś powiedzieć tatusiowi
7. Znowu muszę coś powiedzieć tatusiowi
8. Przynieś mi kucyka…
9. …A teraz misia
10. Piciu
.
.
.
87. Mogę spać z wami?

Zjeżdżalnia na placu zabaw.

Ja generalnie nie mam problemu z tym tematem bo jak się gdzieś blokuję to wzdłuż, nie wszerz. Z moją figurą wykałaczki, gdzie pępkiem dotykam lędźwi a w chowanego zawsze wygrywam, wystarczy że wezmę do ręki kij od miotły, generalnie wszędzie się wcisnę, wszędzie wlezę. Kiedyś pamiętam, że do zjeżdżalni, takiej wiecie – co widzisz śmierć w oczach na zakrętach, wlazł też tatuś z dwulatką. A że tatuś słusznej budowy, schabowymi nie gardził, to się w rurze zablokował. Nie wiem co było dalej bo próbowałam spacyfikować #2. Być może przepchnęły go wibracje mojego śmiechu.

Bieg z przeszkodami.

Chociaż ja bardziej przypisałabym to do zawodów typu Iron Man a nie Jackass. Zwłaszcza jeśli masz dziecko w wieku „dopiero zacząłem chodzić i nie omieszkam z tego nie skorzystać”. Goniłaś kiedyś dziecko po placu zabaw albo parku? Ja tak. I musiałam ścierać z pleców psią kupę. Na szczęście nie ze swoich.

Rozszerzanie diety niemowlakowi.

O paaaanie. Pamiętam, że przy Nadii na początku chciałam być taka modna i poszłam w BLW. Pięć minut później stwierdziłam, że prędzej strzelę sobie w łeb niż codziennie będę robiła remont generalny domu, bo moje dziecko woli jeść z podłogi, ścian i deski sedesowej niż z talerza.

Choroby.

Choroby to prawdziwy hardcore. Możesz na przykład dostać w oko nieumiejętnie podanym syropem lub najeść się gili, wyciągając je z nosa aspiratorem.

Rozszerzanie diety vol. 2.

Mam tu na myśli dziesięciogroszówki leżące bezpańsko na podłodze, podeszwy gumofilców ojca, który codziennie rano przerzuca w chlewie świńskie produkty uboczne i przedwczorajszą kanapkę, która jakimś cudem zawędrowała pod wersalkę.

Karuzele.

Najpierw próbujesz włożyć dupę na tego różowego konika, co to kręci się imponująco w kółko a później trzymasz się kurczowo plastikowej grzywy bo okazuje się, że skubaniec jeździ też góra – dół. Oooo… Albo łabędzie. Naciskasz guziczek, tudzież pedał, żeby sprawić dziecku trochę przyjemności i wznieść się w górę a później ściągają się z podejrzeniem zawału.
Kiedyś kręciły mnie wszelkiej maści karuzele. Teraz przed zabawą w wesołym miasteczku spisuję testament.

A Wy co dorzucilibyście do tej listy?

4 Komentarzy/e
  • Małgorzata

    Odpowiedz

    Teleportacja jeszcze… Pod nogi najlepiej, żeby matka wkomponowała się w szafki lub podłogę nie uszkadzając #3…

  • Made by Goch

    Odpowiedz

    Ja bym dorzucila dwa lata bez przespanej nocy. Niedługo wory pod oczami zaczną obijac mi się o kolana. Żaden organizm na ziemi, nie funkcjonuje tak koncertowo 24 H na dobę jak mama ☺

  • Justyna

    Odpowiedz

    Ja dorzucę kolację….. mamusiu zjem płatki…. albo parówke albo jednak chlebek z dżemem zeby na koniec stwierdzić że banan wystarczy.

  • Sylwia

    Odpowiedz

    Nie wiem, co to za program, ale wyraźnie brakuje mi tutaj porodu…

Skomentuj