Przestań się mazać.

2652 Odczytano 3 komentarze

W tym całym moim wkurwianiu się i macierzyńskiej frustracji mam jedną zasadę – nigdy nie odmawiać miłości dzieciom. Chociażbym nie wiem jak była wściekła, chociażbym w dłoniach dzierżyła narzędzie do odstrzelenia dzieci, w moich ramionach zawsze jest miejsce i czas dla nich.

I nie ukrywam, że czasami mi się nie chce i nie mam ochoty bo właśnie rozbiłam o ścianę ostatnią sztukę rodzinnej porcelany. Czasami problemy tych młodszych doświadczeniem wydają mi się błahe, niewarte całego tego zamieszania. Ale razem z zainstalowaniem się Hanki na świecie, wgrał mi się program „szacunek”. Szacunek do drugiego życia i do uczuć. Oczywiście, że bywają momenty, w których przewracam oczami, łapiąc pod pachę siedemnaście kilo dramatu, łez i smarków. A później spoglądam w oczy, ocieram z policzków sól i przypominam, że jestem obok. I nigdzie się nie wybieram do momentu, w którym przestanie mnie potrzebować.


Nie dalej jak tydzień temu, zajęcia pozaprzedszkolne mojego dziecka. Hanka dzielnie machała nogami na parkiecie a pod salą zbierała się starsza grupa oczekujących na swoją kolej przyszłych tancerek.

Za każdym razem kiedy przebywam w towarzystwie dzieci, w ilości większej niż cztery sztuki, w myślach kłaniam się w pas każdemu nauczycielowi. Praca w warunkach szkodliwych zdecydowanie.

Dziewczynki w wieku 7+, przyodziane w stroje made in bazar, mocno przepłacone ale wymagane przez prowadzącego, bawią się, biegają i kłócą między sobą. Nagle do mamy siedzącej obok mnie podeszła zapłakana dziewczynka.

– Dlaczego płaczesz?

– Bo one nie chcą się ze mną bawić.

– No i co z tego? Usiądź tutaj i poczekaj na zajęcia. – Dziewczynka odwraca się tyłem i łkając cofa w kierunku mamy, żeby usiąść jej na kolanach. – Co ty robisz? Siadaj na ławce i przestań ryczeć! Co znowu się stało?

– No bo one nie chcą się ze mną bawić –  dziewczynka zaczyna coraz bardziej płakać. Przytulisz mnie?

– Dziecko! Usiądź obok i przestań się mazać! Musisz im pokazać, że jesteś silna i nie przejmujesz się wrednymi gówniarami. No i co z tego, ze nie chcą się z tobą bawić? Po prostu siadaj i przestań ryczeć.

Znacie mnie. Poziom mojej agresji rósł wprost proporcjonalnie do tonu i głośności wypowiedzi matki. Kobieta dała dziecku wyraźnie do zrozumienia, że nie przytuli jej a córka powinna usiąść obok i przestać dramatyzować. Tego było już dla mnie za wiele.

Fakt – dziewczynki nie zachowywały się dobrze i doprowadzonych do łez koleżanek było więcej. Gorszy był jednak stosunek matki do uczuć dziecka. Pomijam fakt, że nazywanie innego człowieka, zwłaszcza dziecka „wredną gówniarą” jest mocno nie na miejscu i uczy jedynie braku szacunku. Sam kolokwializm był mocno przesadzony i nieadekwatny do sytuacji a wredną gówniarą mogłaby nazwać co najwyżej mnie, jeśli rzuciłabym jej wiązankę, którą wyrecytowałam w myślach. Niestety mam zasadę, że nigdy nie zwracam uwagi rodzicowi (w tym przypadku głównie Grześkowi) przy dziecku więc zwyczajnie odpuściłam.

Dla mnie nagorsze w tym przypadku było bagatelizowanie uczuć dziecka i odmowa wsparcia. Nie nastąpiła żadna rozmowa, matka nie starała się zrozumieć przyczyny tego, że inne dzieci nie chcą się bawić z jej córką. Nawet o to nie zapytała.

Musimy zdać sobie sprawę, że dzieci przeżywają konfliktowe sytuacje zupełnie inaczej niż dorośli. Po drugie, rodzic który bagatelizuje uczucia dziecka pokazuje, że mu najzwyczajniej w świecie nie zależy. I to odbije się NA PEWNO w przyszłości. Skoro mama ma w dupie moje uczucia to po co mam z nią rozmawiać? I w reszcie po trzecie, dziecko nie wie, jak radzić sobie w takich sytuacjach. Nie rozumie dlaczego rówieśnicy nie chcą się z nim bawić. Naszym zadaniem jest nauczenie ich radzenia sobie z konfliktami, identyfikacji z uczuciami innych i podejmowania rozmowy. Jeśli my nie identyfikujemy się z dzieckiem i nie staramy się zrozumieć jego uczuć, chcąc by było jedynie „silne” zapominamy o tym, że nawet największy twardziel ma serce a niemożność podzielenia się z innymi swoimi problemami i słabościami powoduje, że zamykamy się w sobie.

Tego mi brakuje w dorosłych. Empatii.

Traktowanie dzieci tak jak równych sobie, podczas kiedy dorosłymi nie są i nie rozumieją pewnych kwestii jest złe. Powiedzieć „Przestań się przejmować i musisz im pokazać, ze jesteś silna” możemy powiedzieć koleżance w pracy. Dziecko nie musi być silne. Dziecko musi być dzieckiem. To my musimy byc silni. Na tyle by być jego wsparciem.

3 Komentarzy/e
  • Algusia

    Odpowiedz

    Coraz częściej ten problem jest widoczny.
    Nie możemy oczekiwać od naszych dzieci więcej niż od siebie,a bardzo często to nasze dzieci sa dla nas dorosłych wzorem…
    Twój blog utwierdza w przekobaniu że istnieją jeszcze NORMALNI ludzie 😉

  • Ann.

    Odpowiedz

    Niestety ostatnio często jestem świadkiem takich sytuacji. A najbardziej wscieklam się gdy (w poczekalni u lekarza) dziecko płakało że się boi, że chce wyjść a szanowna Pani mamusia stwierdziła tylko że „nic ci na to nie poradzę” po czym jeszcze miała czelność skrytykować mnie (tłumacząca synkowi że obiecuję że nie będzie bolało, że cały czas będę przy nim ) że wychowuje mazgaja.

  • Dorota

    Odpowiedz

    Ale przykra sytuacja! Szkoda tej dziewczynki… Szkoda, że przed zostaniem rodzicem nie trzeba przejść jakiegoś testu lub szkolenia…

Skomentuj