Nasze wielkie greckie wakacje.

2415 Odczytano 7 komentarzy

Wróciliśmy. Opaleni południowym słońcem, wygrzani do najmniejszej chrząstki, z pięknymi wspomnieniami. Trochę przepici olinkluziwem. Szczęśliwi świadomością, że macki meduzy opieki społecznej nie sięgają tak daleko. Ja z zapaleniem płuc a reszta równie zasmarkana i zakaszlana jak ja.

Grecja marzyła mi się od zawsze. Białe domy z niebieskimi dachami, wąskie uliczki starych miast, lazurowe morze i zapach gajów oliwnych. Do końca nie było wiadomo, czy w tym roku polecimy na wakacje. Ceny biur podróży powalają, dzieci chorują, praca ostrzy kły. Było masę tańszych kierunków. Ale Grecja…

Do końca też nie byłam pewna, czy Kerkyra jest dobrym kierunkiem naszej wyprawy. Nie było w niej praktycznie nic Greckiego. Nie było białych domów, niebieskich dachów ani suchego, parzącego stopy piasku. Było za to mnóstwo zieleni, drzewa oliwne, porastające ponad połowę wyspy, góry, morze… Nie tak sobie wyobrażałam nasze wielkie greckie wakacje. I dobrze. Nastawiona raczej sceptycznie niż pozytywnie, pokochałam tą wyspę.

Pierwsza myśl po przylocie na Korfu? Że śmierdzi. Chwilę zajęło mi zapoznanie się i polubienie zapachu mieszanki ziół, drzew, krzewów i wszechobecnych oliwek. A wszystko to palone greckim słońcem. Pierwsza myśl po powrocie do Polski? Że brakuje mi tego smrodu. Brakuje mi zapachu ziół w korfiańskich alejkach, urwistych klifów, krzewów rysujących się głęboką blizną na policzku Nadii i jaszczurek biegających po pokoju hotelu, w którym się zatrzymaliśmy.

Górzyste Korfu to najbardziej zielona z greckich wysp, druga pod względem wielkości wśród wysp jońskich. Położona kilka kilometrów od brzegów Albanii, nad kryształowymi wodami Morza Jońskiego.

W praktyce, Korfu (Kerkyra) jest trudną wyspą. 25 kilometrów od lotniska do hotelu pokonywaliśmy ponad godzinę czasu. Aby dojechać z jednego końca wyspy na drugi (75km), droga zajmie 3,5h. Od początku rezydenci poinformowali nas, że nie warto wypożyczać auta i zwiedzać jej samopas, ponieważ wrócimy bez lusterek lub jakiejś części podwozia. Dziś już wiem, że był to jedynie chwyt marketingowy w celu namówienia na wykupienie wycieczek. Wypożyczenie samochodu było jedną z najlepszych decyzji podczas tych wakacji. Poznaliśmy Korfu nieuczęszczane przez turystów. Stare miasteczka, wąskie górzyste uliczki, którymi jechaliśmy praktycznie ocierając się lusterkami o ściany domów. Malownicze przepaście, dosłownie kilka centymetrów od brzegu opony. I widoki, widoki, widoki.

Paleokastritsa to miejscowość położona na północy wyspy. Nad miejscowością góruje klasztor Panagia Theotoku a u jej stóp rozpościerają się przepiękne plaże. Jeśli wypożyczymy łódkę (10 euro za osobę), krzykliwi Grecy obwiozą nas po skalnych grotach.

Na szczycie Paleokastritsy znajduje się restauracja Golden Fox. Wśród polaków słynie głównie z tego, że gotował w niej Makłowicz i… Z resztą zobaczcie sami. Kto by nie chciał zjeść obiadu na tarasie z takim widokiem?

Canal d’Amour/Sidari

Sidari słynie z przepięknego klifowego wybrzeża. Wybraliśmy się tam w jedyny chłodniejszy dzień (25 stopni i wiatr) naszego urlopu. Klify wyrzeźbione przez wodę i wiatr a na nich leżaki pełne turystów. W naszym przypadku wietrzna pogoda wykurzyła wszystkich plażowiczów a wzburzone morze zalało wszystkie plaże. Pływanie wokół kanału, wpływanie do jaskiń a także skakanie z klifów jest dozwolone. Kiedyś tam wrócę. I skoczę.

Pantokrator/Droga 25 serpentyn i Ano Korakiana

W drodze powrotnej z Kerkyry – stolicy Korfu, pochwaliłam się, że jestem świetna w czytaniu map. Oczywiście w tym samym momencie się zgubiliśmy. I bardzo dobrze. Naszym celem był Pantokrator, czyli najwyższa góra Korfu. Po drodze, przez zupełny przypadek pojechaliśmy przez Ano Korakiana, malutką korfiańską wieś, do której prowadzi droga 25 serpentyn. Tutaj PT miał zabawę a ja… yyy… spociłam się trochę. Trochę też krzyczałam ze strachu. Droga szerokości auta, zakręty, strome podjazdy. Jeśli naprzeciwko siebie spotkały się dwa samochody, jedno z nich cofało do momentu aż będzie możliwość przejazdu. Droga prowadziła na Pantokrator, ze szczytu którego widać całe Korfu, morze oraz wybrzeże Albanii.

No i sama Kerkyra – największe miasto na Korfu. Mnogość uliczek, zapachów, kolorów. Lotnisko, położone 3km od stolicy, jedno z najbardziej niebezpiecznych na świecie. Po pierwsze dlatego, że pas startowy jest krótszy niż standardowy i praktycznie w całości położony jest… na morzu. Przy każdym starcie i lądowaniu wstrzymywany jest ruch na pobliskiej drodze. Tuż za pasem położona jest grobla, z której można obserwować starowanie i lądowanie samolotów, które przelatują kilkadziesiąt metrów nad naszymi głowami.

Korfu. Lub po tamtejszemu Kerkyra. Chciałabym powiedzieć, że tam wrócę. Ale na świecie jest wiele równie pięknych miejsc, które na mnie czekają.

Polecam,

Natalia Rogalska.

 

7 Komentarzy/e
  • Ola

    Odpowiedz

    Polecam Maderę, wyspa jest magiczna, a i lądowanie też podnosi poziom adrenaliny we krwi, lotnisko jest położone na osuszonej części morza, przez co wiatr robi z samolotu papierową awionetkę😉

  • Aga

    Odpowiedz

    Piękne miejsce ❤️szkoda, że ja tak bardzo się boję latać 🙁

  • Ania

    Odpowiedz

    Pięknie tam!!!! Zazdroszczę, w Grecji jeszcze nie byłam, może kiedyś też będę miała szczęście oglądać takie widoki. Super!

  • Clauditte

    Odpowiedz

    Piękne zdjęcia. Zakochać się można.

  • Sylwia

    Odpowiedz

    Pokochałam ten „smrodek” ziół i oliwek od pierwszej chwili:) i całe 2 tyg chodziłam non stop głodna bo kojarzył mi się wyłącznie z pyszną sałatką. Grecja love <3 i wyluzowani, uśmiechnięci ludzie! I wszędzie można palić!

  • Mona

    Odpowiedz

    Piękna ta Wasza Grecja 🙂 Może w przyszłym roku też się wybierzemy na Korfu. Skoro tam tak ładnie pachnie 😉

  • Piccolino

    Odpowiedz

    Piękne zdjęcia. Pewnie się kiedyś tam wybiorę. Polecam także Kretę z wysp greckich i Santorini na krótki wypad.

Skomentuj