Dlaczego nie oglądałam Mundialu i co robiłam porzucona przez męża.

451 Odczytano 7 komentarzy

Alleluja !

Mąż mój odkuje tyłek z kanapy a w lodówce zmieści się coś więcej niż jajka i trzy sześciopaki Warki a oglądalność TVP spadnie.

Skończył się mundial, święto każdego faceta. Przez ponad miesiąc o 18 wieczorem traciłam małża a Hanisława ojca na kilka godzin. W pewnym momencie przestałam ogarniać, kto z kim, kto komu i kto kogo. Ot taka babska, piłkarska ignorancja.
Na prawdę się starałam. Siadałam obok, pstrykałam wieczkiem Warki, oceniałam kolor koszulek i dopasowanie kolorystyczne korków, po czym… zaczynałam liczyć plamy na ścianie. Albo z ogromną zawziętością segregowałam skarpetki, które od tygodnia wyschły już trzy razy, a które nie mogły doprosić się parowania. Albo z zafascynowana oglądałam życie muchy na firance. No nie ogarniam fascynacji piłką nożną.
Baba.

Zupełnie nie kręci mnie zgraja przystojnych milionerów z kaloryferami, przyodzianych w podkolanówki, latająca przez dobre 90 minut (przy dobrych wiatrach) za piłką.
Zupełnie.
Doskonale opanowałam trzymanie kopary, gdzie jej miejsce. Męża mam, co się będę za innymi przystojniakami oglądać? Dyspensę jedynie na Beckhama zrobiłam bo moje ślinianki niestety jeszcze nie ogarniają faktu zamążpójścia. Gdy go widzę zachowuję się jak pies Pluto na kwasie, ale dzielnie nad tym pracuję. Odpalam od czasu do czasu jego fotki, w szczególności w sesjach dla H&M i pracuję nad silną wolą.
Niestety Becksa w tym roku na murawie nie było a na trybunach pokazywali go tak rzadko, że oglądanie Mundialu dla mnie straciło jakikolwiek sens.

Tak więc gdy PT przyrasta do kanapy wiem, że tego wieczoru nie przysłużymy się prokreacji, nie będzie romantycznego siedzenia na dwóch końcach kanapy i mojego rytmicznego podskakiwania w rytmie „gooooooooooool!” lub „spalony qwa!”, ani nawet losowania, kto robi żarcie. Moja pozycja jest z góry przegrana, Pan Tata przełącza funkcjonowanie na etap meczu i albo grzecznie odmaszeruję do kuchni pieścić kanapki masłkiem, albo skoro świt zapieją nam żołądki.
Gdy już zjemy, albo i nie, zakładam moją szpanerską opaskę na ramię, wbijam swoje 38-ki w rolki i czeszę okoliczne szosy. Czeszę to zdecydowanie dobre słowo, zazwyczaj robię to japą albo kolanami. Tyłkiem też się zdarza. W sporcie, jak się okazało, cipcia ze mnie niesamowita, z aktywności fizycznych najbardziej nadaję się do szorowania kibla. Najlepsze, co mi wychodzi to godzinka leżenia trupem w wannie po jeździe. Kondycja: poziom 0, Hanka mnie przegania na czworaka o pół długości pokoju. Smark ma chyba torpedę zainstalowaną w odwłoku i czujnik ‚matka nie pacza’. Sadzam ją na środku pokoju, żeby mieć pewność, że usiedzi 3 sekundy w czasie, gdy będę szukała różowej skarpetki, odwracam się do szuflady a młokos już gryzie kapcie w przedpokoju. Albo macha mi stojąc na pudełku z zabawkami. Albo włącza syrenę alarmową ‚właśnie przyrąbałam twarzoczaszką w szafę’. Kiedyś chciałam mieć szczeniaczka no to mam. 2w1.

Jeżdżę więc na tych moich rolkach z promocji, lanszę się z mp3 na ramieniu i oczojebnej żółtej kurtce do biegania i te pe, co mi kiedyś Pan Tata zakupił z nadzieją, że odkorzenię się od telewizorni i na starość nie będę świeciła pomarańczową skórką na plaży, ale ledwo ciągnę nogami przez 5-6 kilometrów. Przechodnie mają niezły ubaw widząc zwłoki na rolkach, z resztą zupełnie nie dziwię się im po tym, co zobaczyłam w lustrze, po jednym z powrotów. Jeśli wyglądam tak komicznie, jak się czuję, zdecydowanie powinnam zrobić miejsce rolkom w piwnicy. Aż dziw mnie bierze, że nie wezwali jeszcze pogotowia cóż, polska znieczulica. Na początku dziwnie mnie bolały łapy po jeździe, dopiero później ogarnęłam, że paralityczne machanie ramionami nie uchroni mnie od przeżucia piachu.

Dobra wiadomość jest taka, że jeżdżę późnym wieczorem, żeby nie siać zagrożenia na ścieżkach rowerowych i chodnikach. Druga to ta, że wciąż się nie poddaję licząc na to, że za kilka tygodni  będę miała pupę jak J.Lo i złupię pośladkami niejednego orzecha.

7 Komentarzy/e
  • ~madzia

    Odpowiedz

    Uśmiałam się do łez. Czytając wpis miałam wrażenie że czytam o sobie samej tylk0 że mam synka. Świetny blog

  • ~Emilcia88

    Odpowiedz

    Uśmiałam się na całego z tego tekstu o szczeniaczku hahahah. Co o ćwiczeń trzymam kciuki i życzę wytrwałości!!

  • ~Marta

    Odpowiedz

    My jeździmy na rolkach we troje, mąż który to pojedzie na czymkolwiek co w ręce wpadnie, synek w specjalnie w tym celu zakupionym wózku no i ja na doczepkę. Na doczepkę bo uwieszona wózka jadę. Daje mi to złudne poczucie posiadania równowagi.

  • ~gussx33

    Odpowiedz

    za to ja cały mundial przed tv, przy mężu a często i bez niego zanim z pracy wrócił, czekam na następne mistrzostwa, te emocje w sam raz dla mnie 😉 dzieci też kibicują synek (11mcy) póki co tylko patrzy, za to córcia (2,5l.) wie kto to Messi i że gra w Balcelonie 😉

    • Matka-Nie-Idealna

      Kiedyś i ja śledziłam mecze piłki nożnej. Ale odkąd Polska coraz bardziej się pogrąża w tym sporcie, odpuściłam !

  • ~Ewelina

    Odpowiedz

    To prawda, blog masz świetny. Trafiłam na niego przez przypadek, dzięki onetowi 🙂 Uśmiałam się setnie. Ja też mam jak koleżanka wyżej synka, tyle że on ma dopiero 5 miesięcy i jeszcze na raczkowanie muszę poczekać, ale dobrze wiedzieć czego się spodziewać. A Hania śliczna.
    Pozdrawiam 🙂

    • Matka-Nie-Idealna

      Nie czekaj ! Ciesz się ‚wolnością’ 🙂

Skomentuj