Jak nauczyłam faceta pomagać w domu?

1477 Odczytano 2 komentarze


Krzyczymy, że chcemy równouprawnienia.

W płacach, w życiu zawodowym. Chcemy, żeby mechanik patrzył na nas, jak na osobę równą dryblasowi w Beemce obok. Chcemy być szanowane, podziwiane i doceniane. Bo nie ukrywajmy, dziś kobieta zarządzająca wielką informatyczną firmą, grająca w piłkę nożną, lub mająca komis samochodowy, nie jest traktowana poważnie. A kiedy ktoś wymusi na nas pierwszeństwo samochodem, syczymy pod nosem „No tak, baba!”.

Taka myśl zakołatała mi w głowie w momencie, kiedy weszłam na forum motocyklowe, w poszukiwaniu motocykla mniejszego gabarytowo, niż mamy teraz. Zakotłowała, a później z hukiem jebnęła o posadzkę, kiedy przeczytałam, że kobiety powinny siedzieć w kuchni, ewentualnie na Vespie (taki landrynkowy skuter), a nie na kanapie motocykla. Moja dupa na kanapie motocykla czuje się świetnie, gorzej w kuchni. W podjęciu próby ratowania mojej kobiecej godności, kupiliśmy Thermomix, ale od trzech lat gotuję w nim tylko kurz. Za to świetnie czuję się z wkrętarką w dłoni i wałkiem do malowania ścian.

Od setek lat próbujemy stawiać między sobą a mężczyznami znak równości. Tylko teraz pytanie, czy aby na pewno jest to znak równości?

Uwaga, to parzy.

Piątek, 7.30 rano. Grzesiek pakuje dzieciaki do samochodu i wiezie do przedszkola, bo dzień wcześniej powiedziałam, że potrzebuję się wyspać. Chwilę wcześniej wciskał im na tyłki różowe legginsy i czesał kitki. Wraca do domu, wyciąga żelazko i prasuje mikro sukienki. Ja łypię na niego jednym okiem a zdjęcie faceta przy desce do prasowania wrzucam do sieci.

I wtedy zaczyna się coś nieoczekiwanego.

„Gdzie można kupić takiego faceta?”

„Pewnie nieźle na niego nakrzyczałaś, żeby wziął się do roboty. Ha, ha”

„Boże, co ty robisz temu biednemu facetowi?”

„Mój nigdy sam nic nie wyprasował”

„Też bym chciała, żeby mój mąż pomagał mi w domu”.

Laski, kurwa, zwariowały. Przysięgam, 7 na 10 wiadomości była o treści, że zazdrościcie, że jak nauczyłam faceta prasować i że mąż taki a taki, z całą pewnością zjarałby dom po zetknięciu z żelazkiem.

Tylko problem w tym… Problem w tym, że Grzesiek nie pomaga mi w domu – w ogóle. Może raz na jakiś czas, kiedy poproszę go o umycie podłogi, bo któraś z dziewczynek przykleiła się, albo z dużym powodzeniem można zorganizować u nas w salonie zawody żużlowe.

Grzesiek natomiast, robi w domu wszystko to, co przeciętny facet powinien robić. Pierze, gotuje, myje okna, prasuje i czyści kible. Nie żebym ja tego nie robiła, chociaż są rzeczy, których nie dotykam, jak na przykład prasowanie i wynoszenie śmieci. U nas w domu panuje partnerstwo i równość. W równym stopniu zajmujemy się domem i dziećmi. I nie ma wymówek, że właśnie wrócił z trasy i pada na pysk. Ja też padam, po całym dniu przed komputerem. O ile porządki da się odłożyć na później a na obiad można zamówić pizzę, o tyle dzieci nie da się już wyłączyć i położyć na półce, kiedy jest się zmęczonym lub zniechęconym. Niestety, wielu mężczyzn ceduje opiekę nad dziećmi na swoje żony.

Jak go tego nauczyłam?

Nie musiałam. Nauczyła go tego mama.

Poza tym, tak jak kiedyś miałam świra na punkcie porządku w domu, tak w pewnym momencie po prostu wyluzowałam. Stwierdziłam, że nie ma sensu spinać się o rzeczy, których nie przeskoczę. Grzesiek doskonale wie, że jeśli nie zrobi czegoś sam, to to nie będzie zrobione. Załóżmy, kiedy wracałam z pracy a on miał dzień wolny, dzwoniłam czy zrobił może obiad. Jeśli obiadu nie było, to zatrzymywałam się w Maku a on musiał radzić sobie sam 😛

Wiele kobiet wyręcza swoich partnerów w wychowywaniu dzieci i zajmowaniu się domem. To my ich do tego przyzwyczajamy, zamiast od początku dzielić obowiązki. Bo wolimy zrobić coś po swojemu, poprawiamy po innych. I przede wszystkim – wyręczamy swoje dzieci. Bo szybciej, łatwiej, dokładniej.

To co z tym równouprawnieniem?

No właśnie. Chcemy być równe mężczyznom, a nie pozwalamy być im równym sobie. A przecież tak jak my potrafimy być lepszymi kierowcami, tak oni mogą lepiej prasować.

Moja mama zwykła powiadać:

„Ja daję mojemu Zbyszkowi wolną rękę. W domu może robić co chce. Okna może umyć, obiad ugotować. A i śniadanie do łóżka przyniesie. „


Więcej fajnych treści znajdziesz na moim Facebooku (klik) oraz na Instagramie (klik). Tam też relacjonuję na bieżąco co u nas. Jeśli spodobał Ci się ten wpis, będę wdzięczna, jeśli dasz mi o tym znać albo puścisz go dalej w świat <3

2 Komentarzy/e
  • szafka na zabawki

    Odpowiedz

    zgadzam się całkowicie, często same jesteśmy sobie winne, że mężczyzna nam nie pomaga w obowiązkach

  • Baby Tula

    Odpowiedz

    Świetny wpis 🙂 Współpraca w domowych obowiązkach z pewnością pomaga. Masz super podejście!

Skomentuj