Nie oceniaj.

514 Odczytano 3 komentarze

My- Polaczki jesteśmy narodem, który słynie z oceniania, krytykowania i narzekania. Tak , tak właśnie myślę.

Naszą chorobą narodową jest tzw. „ból dupy”. Czym on się objawia? Ano wszystkim, poczynając od „Co słychać?” – „Aaa.. Bywało lepiej” (w wersji bardziej urozmaiconej występuje przedstawienie historii choroby, prześciganie się w „kto ma gorzej” niedługo zostanie naszym sportem narodowym, naszym paliwem jest empatia innych osób, kochamy umartwianie się), po hejtowanie wszystkiego i wszędzie nie znając podstawowych zasad funkcjonowania w społeczeństwie. Ale nie o hejtowaniu będzie mowa, prowadzenie bloga nauczyło mnie dystansu do wyssanych z centrum zada komentarzy ludzi, którzy ból dupy mają na nieuleczalnym poziomie i tylko psychiatryk im pomoże w złagodzeniu cierpienia.

Ostatnio przejechałam się na mojej pewności siebie, dzisiaj sama policzkuję się po rumieńcach, dałam przysłowiowo dupy. Oceniłam kogoś po pozorach i to na tyle mi bliskie osoby, że sam fakt wypowiadania się na jakiś temat bez jego znajomości srogo mnie pokarał. Fakt jest taki, że flaszki powinnam stawiać co miesiąc a i tak nie jest pewne, czy zostanie mi wybaczone. O kogo chodzi i w jakim temacie wypowiadać się nie będę, zapewne ta osoba wie. I’m so sorry, przez kolano mnie i w dupę.

Wiele osób, które wchodzi na bloga, które obserwują pana Edka pod monopolowym z jabolem pod pachą, które przeczytają artykuł w mądrych Faktach czy innych Super Expresach, lubi wyciągać wnioski, sprawować osądy. Prawda jest taka, że taka osoba, po 3 minutach spędzonych na blogu i przeczytaniu kilku epitetów, które akurat zostały wplecione w post ocenia mnie jako złą matkę. Nie widząc moich relacji ze smarkatą, spędzając z nami wirtualnie 3 minuty swojego życia. Prawda jest taka, że jabol pod pachą pana Edka może mieć drugie dno i być może pan Edek nie ciągnie z gwinta bo lubi, tylko kiedyś gdzieś na życiowej drodze wywinął orła i poszedł złą drogą. Prawdopodobnie jest chory. A może ma depresję po utracie żony? Codziennie, w drodze do pracy mijamy Panią Jadzię i w naszej głowie a czasami i na języku kreuje się określenie „Ale spasiona. Zaniedbała się kobieta”. Tyle, że pani Jadzia może być chora. Albo w pędzie dnia codziennego, przy trójce dzieci i dwóch etatach nie ma czasu o siebie zadbać.

Prawda jest taka, że boli nas, gdy komuś się dobrze powodzi. Widzimy piękne zdjęcia na blogu u makoweczki.pl i jedziemy z koksem. Że ociekają słodyczą i kasa wystaje im ze skarpetek. Tyle, że oni na tą kasę ciężko tyrają, nikt za darmo im nie dał. A i pewnie naczelni krytykanci czynią ich bardziej nadzianymi, niż są w rzeczywistości, życzę im takiego szmalu, jak im domalowano. Zapewne niejeden z nas mając takie możliwości i głowę nadzianą pomysłami zachowałby się identycznie lub co najmniej podobnie w ich sytuacji. Jak sama twórczyni bloga wspomniała, przedstawia zaledwie ułamek swojego życia. Nikt nie wie, jacy są na co dzień, co im w duszy gra. Ja tam lubię popatrzeć na ich rodzinkę, gdyby nie fakt, że wiekiem pewnie jestem bliska Marlenie, mogłaby mnie zaadoptować, dzieciaki mogą być dumne z tego, że mają taką rodzicielkę. Jeden komentator bardziej cwany od drugiego, nic tylko blogi zakładać i zarabiać, zamiast suszyć dupy na kanapie i narzekać jaki świat okrutny i jak to możliwe, że inni mają lepiej. Widzimy mięcho rzucane u krystyno-nie-denerwuj-matki (och, ach i law ju Mamo Rysiowa i twoje mięcho też) i biadolimy, jakie to dziecko będzie miało przyszłość, skoro matka tak tnie językiem. Ludzie wyciągają wnioski na podstawie kilku zdań i wrzucają później petardę w komentarze. Kto był u nich w domu? Dla mnie mała Rysia to jedno z najbardziej uśmiechniętych dzieci na świecie a Mama Rysiowa jest tak zakochana w Krystynie, że to podchodzi pod paragraf. Na szczęście ta kobieta ma więcej dystansu do niezorientowanych w sytuacji buraków niż cała blogosfera razem wzięta.

Oceniamy, bo to proste. Usadowimy szanowną śmierdzącą na kanapie, odpalimy internety i bawimy się w Sędzię Annę Marię Wesołowską. Bo możemy. Szanujmy się i skoro autor bloga/ artykułu/ konwersacji podpisuje się imieniem i nazwiskiem, wbijmy i swoje dane. Wiele osób rozdziawia pyski anonimowo, trysną jadzikiem i po kilku minutach zapominają. A nas autorów/ uczestników sytuacji/ blogerów to klaszcze solidnie po mordzie i na długo zostaje w głowie.

Pani Jadzia zapewne wie, jak wygląda i zapewne też jej się to nie podoba. Ludzie nie potrzebują uświadamiania ich w problemach, z którymi spotykają się na co dzień a nasz niepotrzebny komentarz może tylko rozdrapać to, co świeżo zagojone.

Nikt nie jest święty, każdy popełnia błędy. Błąd popełniłam i ja, za co kajam się po kostki ale życie uczy. Czasami, żeby zrozumieć, trzeba dotknąć, powąchać, wcielić się w skórę innej osoby.

3 Komentarzy/e
  • ~Ania

    Odpowiedz

    święta prawda…. i tyle w temacie! PS. gratuluje swobody w pisaniu! i nie ukrywam, że zazdroszczę 😉 oczywiście to zdrowa zazdrość 😉

  • ~Aga

    Odpowiedz

    Świetny temat. U mnie na tapecie =) po ciąży wiadomo zostało mi tu i tam za dużo małego co nieco. Ludzie pamiętający mnie z czasów świetności nagle stwierdzili „zaniedbałaś się”. Moja odpowiedź na to była prosta zajdź w ciąże miej cukrzyce ciążową, miej brzuch który najpierw wchodzi a później Ty. Po porodzie nie wiesz gdzie masz pozostałą skórę chować po gaciach. Teraz niestety cukrzyca się nawróciła więc po całym dniu biegania za młodym moje ciało odmawia już posłuszeństwa i ni wołami nie chce się wyciągnąć na chociaż pół godzinny trening na siłowni. Puki co poświęcona jestem szkrabowi przyjdzie i czas kiedy będzie łatwiej ukraść jakąś dłuższą chwile dla siebie.
    Nie oceniajmy jeśli sami nie chcemy być oceniani.

  • A.

    Odpowiedz

    Ja dopiero niedawno zaczelam przygode z blogowaniem. Wczoraj moj wpis po raz pierwszy ukazal sie na stronie glownej Onetu (w sumie to nie ma sie czym chwalic biorac pod uwage co oni tam czasami publikuja…) i niby spodziewalam sie negatywnych i glupich komentarzy ale rzeczywistosc przerosla moje oczekiwania… Latwo jest kogos ocenic i zmieszac z blotem po przeczytaniu kilku zdan, trudniej zastanowic sie chwile nad tym co sie przeczytalo. Na szczescie jest tez mnostwo inteligentnych „blogo-czytaczy” i komentatorow, ktorzy nawet potrafia podniesc blogera na duchu i wywolac usmiech na jego twarzy. I takich „czytaczy” Ci zycze!

    Swietny wpis, i caly blog zreszta tez. Podoba mi sie Twoj sposob pisania i na pewno bede wpadac czesciej.
    Pozdrawiam
    Aga

Skomentuj