Niepłodność – niestety wciąż jest tematem tabu, a kobiety nie chcą mówić o swoim złamanym sercu.

0 Komentarzy

Ostatnio zadałam Wam pytanie, czy mierzyliście się kiedykolwiek z problemem niepłodności lub czy ktoś z Waszych bliskich z tym walczył.

Ku mojemu zdziwieniu, sporo ludzi tutaj na Instagramie, jak i fejsbukowej grupie znalazło się sporo osób, które borykały się problemem zajścia w ciążę lub nadal walczą o dziecko. Czytałam Wasze historie, rozmawiałam z Wami i razem płakałyśmy. Dzisiaj też płaczę, pisząc ten post. 

Ja z mojej perspektywy mogę powiedzieć tylko, że o Nadię staraliśmy się 8 miesięcy. Dla mnie okropnie długich i dołujących miesięcy. Bo jak to? W pierwszą ciążę zaszłam bez problemu, a tutaj co miesiąc pojawiała się jedna kreska na teście. Warto tutaj wspomnieć, że moja mama przez 8 lat starała się o ciążę, a myśl, że ja również mogę mieć problem z poczęciem drugiego dziecka była dla mnie bardzo dołująca. Każde pytanie, kiedy rodzeństwo dla Hani, było dla mnie mocnym przeżyciem. Uśmiechałam się ale w środku rozpadałam się na kawałki. Każda ciąża koleżanki była dla mnie sygnałem, że coś ze mną jest nie tak. Nie cieszyłam się. Moje poczucie własnej wartości malało i w pewnym momencie po prostu się poddaliśmy. Grzesiek stwierdził, że on już nie chce drugiego dziecka, ja wtórowałam mu w tym postanowieniu. Ale w środku wszystko buzowało. Byłam wściekła, miałam ogromny żal do siebie i do niego, że nie dajemy rady. W momencie kiedy zdecydowałam się iść do lekarza, zrobiłam ostatni test. Kiedy zobaczyłam na nim dwie kreski, z jednej strony poczułam ulgę, z drugiej byłam wściekła, że jak to – teraz? Kiedy już się poddaliśmy? Grzesiek był nie mniej zaskoczony. Trochę czasu zajęło mu przyswojenie tej informacji. Mieliśmy szczęście.

Problem niepłodności wśród kobiet i mężczyzn jest tematem niezwykle trudnym, skomplikowanym, a jednocześnie delikatnym i kruchym. Niestety, nadal jest tematem tabu. 

Kobiety, które zdecydowały się opowiedzieć mi o swojej drodze do upragnionego dziecka, jako najczęstszy problem wymieniały nieodpowiednie wsparcie bliskich. Zaczynając od pytań „Kiedy dziecko?”, „Już tyle lat po ślubie, a wy nadal nie macie dzieci?”, a kończąc na „złotych” radach typu: : „Jak odpuścicie to na pewno się uda”, „Zacznij lepiej się odżywiać”, „Przestań o tym myśleć”. Zarzucały sobie beznadziejność, fakt, że nie nadają się do tego by począć dziecko lub utrzymać ciążę. Rozchodziły się z partnerami, bo jak twierdziły, powinien sobie znaleźć kogoś, kto da mu upragnione dziecko. Czasami zdarzały się historie, że to w partnerze był problem, inni panowie nie godzili się na podjęcie leczenia mówiąc, że oni nie mają żadnego problemu i to na pewno wina kobiety. Niektóre mówiły o nieodpowiednim leczeniu i niekompetencji lekarzy. Bardzo często pojawiał się temat stanów depresyjnych i załamania nerwowego. Wiele z kobiet wspomniało, że nie chciało z nikim dzielić się swoim problemem, ukrywały go, a każde zetknięcie z dzieckiem łamało im serce.

Wszystkie natomiast łączyło jedno – marzenie.

Tutaj chciałabym wspomnieć, że podziwiam wszystkie kobiety, które nawet latami dążą do tego, aby zajść w ciążę. Jesteście niezwykle silne i nie wyobrażam sobie, jak trudną drogę musiałyście przejść, lub nadal nią kroczycie. Jesteście bohaterkami. Wasi partnerzy, którzy trwają przy Was i przechodzą wszystko ramię w ramię z Wami również.

Nie będę poruszała aspektów medycznych, ponieważ nie czuję się kompetentna w tym temacie. Jedyne na co chciałabym zwrócić uwagę – przede wszystkim otoczenia to, że pytanie: „Kiedy dziecko?”, „Kiedy rodzeństwo dla Stasia?”, może złamać serce. Dla nas pytanie nic nie znaczące, niejednokrotnie rzucone bezmyślnie, niekoniecznie w złej wierze – dla kobiet może być druzgocące. Nigdy przecież nie wiemy, jaką drogę przeszła druga osoba.

Jeśli jednak mogę zasiać w Was ziarenko nadziei, lub właśnie stoicie przed wyborem miejsca, w które możecie udać się po pomoc, chciałam wspomnieć o klinice, która jest gotowa przyjąć Was z otwartymi ramionami i walczyć razem z Wami o wspólny cel.

Zapewne część osób wie, jak ważna jest odpowiednia konsultacja i podjęcie diagnostyki, która wychodzi poza zakres standardowej wizyty u ginekologa. Niestety zdarza się, że jest to temat wstydliwy i wiele par czeka z jego podjęciem. Przyjmuje się, że pierwsza czerwona lampka powinna zapalić się w okresie od 6 do 12 miesięcy, kiedy para współżyje bez zabezpieczenia i nie zachodzi w ciążę.

Problem niepłodności dotyka w równym stopniu zarówno kobiety jak i mężczyzn, a na jej wpływ ma wiele czynników środowiskowych. 

Na pierwszą wizytę warto wybrać się z partnerem i to bynajmniej nie tylko w celach towarzyskich. Lekarz przeprowadza na niej bardzo dokładny wywiad, wykonuje badanie USG pod kątem oceny stanu narządów rodnych i zleca serię badań hormonalnych. Podczas tej samej wizyty mężczyzna może wykonać badanie nasienia.

Styl życia, przebyć choroby a także przyjmowane leki mogą znacząco wpłynąć na jakość nasienia. 

Kliniki Bocian to 6 placówek położonych w 5 miastach Polski: Białymstoku, Katowicach, Poznaniu, Szczecinie i Warszawie. 

Zespół Kliniki Bocian to wybitni specjaliści w obszarze wspomaganego rozrodu – lekarze z ogromną wiedzą i wieloletnim doświadczeniem, profesjonalni embriolodzy, diagności laboratoryjni i zaangażowane położne.

Placówki Kliniki Bocian są wyposażone w nowoczesne laboratoria i wszystkie badania wykonuje się na miejscu, dzięki czemu wyniki są dostępne już po kilku godzinach.

Klinika bierze również udział w realizacji samorządowych dofinansowań in vitro.

Na hasło NIEIDEALNA20 macie 20% zniżki na pierwszą wizytę lub na badanie nasienia, a ja serdecznie zachęcam Was, żeby udać się do takiego miejsca, po profesjonalną pomoc.

Trzymam kciuki i przesyłam mnóstwo ciepła.

Wpis powstał we współpracy z Kliniką BOCIAN. Link do kliniki znajdziecie (tutaj).

0 Komentarzy/e

Skomentuj

error: Content is protected !!