Porodu historia prawdziwa.

3119 Odczytano 21 komentarzy

Szukając inspiracji do nowego posta, postanowiłam sięgnąć pamięcią aż do dnia porodu. Z racji tego, że zazwyczaj wypieram z głowy ciężkie przeżycia, to wyjątkowo postanowiłam zapisać, w razie gdyby przypadkiem znowu zachciało mi się rodzić. Odpalę sobie wtedy bloga, zaparzę kawkę (chyba, że będę mogła już piwko) i przeczytam wspomnienia z dnia porodu. Gdyby nie poskutkowało, a mi się chciało kolejnych potomków, przeczytam jeszcze raz. W razie gdyby ponownie nie poskutkowało, drogi Małżu masz prawo sprzedać mi mukę. W razie gdyby i to nie podziałało, call 112, niech przyjadą panowie z kaftanikiem.

Jako, że sięgnięcie w pamięci do szufladki „Najbardziej pojechane wspomnienia- zdecydowanie do niszczarki” wymaga totalnego skupienia, przenoszę się z laptopem do sypialni Hanisławo-rodziców, bo Pan Tata jak zwykle na skupienie nie pozwala wpieprzając grejpfruta. Swoją drogą, PT to jedyna osoba, która je grejpfruty tak, że mnie szlag najjaśniejszy trafia i scyzoryk się w kieszeni majtek otwiera. Wygląda to mniej więcej tak:
Pan Tata siada z grejpfrutem, nożem i tacką przy stole. Podciąga rękawy niczym Indianin przygotowujący się do oskalpowania przerażonej ofiary. Ogląda niczego nieświadomą ofiarę z każdej strony, zagląda w każdy zakamarek cellulitu na skórce. Nożem nacina owoca i delikatnie, aczkolwiek zdecydowanie zrywa niejadalną jego część, zwaną potocznie „skórką”. Najlepsze jest jednak potem. PT podnosi do góry palce wskazujące obu rąk, przykuwając tym samym uwagę przypadkowego widza tego rytuału i ze skupieniem wkłada je w powstały w owocu otwór rozrywając konającą już ofiarę na pół. I najbardziej wkurzająca część, czyli jedzenie. Wydaje przy tym takie dźwięki, jak Hanisława próbująca ogarnąć wszechwypływającą jej ślinę. Generalnie jest to jeden wielki siorb, po którym zostaje tylko wyschnięta albedo. W związku z powyższym, staram się unikać sytuacji jedzenia grejpfrutów przez Małża, jak tylko się da.

Ale do sedna. 15.10.2013r., 3 tygodnie przed planowanym terminem udaliśmy się do znajomych mieszkających 2 ulice dalej na mecz Polska- Ukraina. Mecz, jak to mecz naszych reprezentantów, z góry przerąbany. Jedyną jego atrakcją były odchodzące mi wody. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to wody płodowe. Jakoś mokro, ciepło i przyjemnie zaczęło mi się w ciągu tego meczu robić, jednak nauczona amerykańskimi filmami, czekałam na wielkie „chlust”. Chlustu nie było a ja do końca meczu nogi dzielnie zaciskałam, coby znajomym kanapy nie poplamić. Wróciliśmy do domu, Jeszcze Nie Pan Tata zapadł w sen, uspokojony moimi obietnicami „W razie wu, na pewno cię obudzę”. Kładąc się do łóżka nie zmywałam makijażu, żeby na porodówce ładnie wyglądać. Miałam przy okazji nadzieję, że będę miała czas na odpalenie prostownicy, ale nieee… Bo się zaczęło. Gdzieś w granicach godziny duchów, obtukłam swój łokieć i żebra Małża, przy okazji wspominając, że to chyba już, ale pewna nie jestem, ale może jednak… Boże, bo nieludzka godzina i panie położne pewnie śpią, a my tak po chamsku budzić je będziemy. Albo jednak jedźmy bo skurcze co 10 minut. Albo jednak nie, bo teraz co 20. Cholera, znowu co 10, nawet co 7. Albo może poczekajmy do rana? Albo nie, bo ducha wyzionę a jego zagryzę. Małż się skaturlał z łoża przecierając w tempie Polskich Kolei Państwowych zaspane oczy, szukając listy „rzeczy do dopakowania”, którą przez miesiąc dzielnie tworzyłam. Zakładał skarpetki i takie tam pierdoły, które normalnie się robi piętnaście razy szybciej. On miał czas !
Do tej pory widzę ślady na jezdni powstałe przy skręcaniu na ręcznym w drodze na izbę przyjęć. Dojechaliśmy na izbę. Pffff… Dojechaliśmy to do szpitala. Na izbę przyjęć sami musieliśmy dojść. Nie żeby jakiś wózek, łóżko, nosze czy coś.. Nic z tych rzeczy. Czołgając się korytarzem w stronę windy, prawie urodziłam pomiędzy automatem z M&M’sami a tym z foliowymi butami.
Kiedy w końcu przyjęli mnie na oddział, Małż został odesłany do domu, niech przyjedzie rano, bo impreza dopiero się rozkręca. Hola, hola jak to rozkręca? Ja tu prawie ducha wyzionę, skurcze jak cholera a ona się DOPIERO rozkręca? Ano rozkręca bo będzie jeszcze gorzej. Teraz to przecież nie boli, w ogóle haj lajf i orzeszki. Zgodnie z zaleceniem położnej, poskręcana jak sprężyna, wrzuciłam się pod prysznic, coby zmniejszyć ból. Jeśli akustyka w łazience była taka, jak w mojej domowej, serdecznie współczuję współpacjentkom. Bynajmniej nie śpiewałam tam „Like a virgin”, bo położna kilka razy zaglądała, czy żyję. W sumie to qwa nie, ja rodzę!

Pomiędzy kolejnymi KTG a sprawdzaniem rozwarcia nadarzyła się okazja do rozmów z innymi pacjentami. Jako, że sala przedporodowa była również salą do badań KTG, o 6 rano zaczęły schodzić się inne dziewczyny na badania. Praktycznie same cesarki wokoło mnie, ja na środku sali dzielnie pieszczę piłkę do skakania. Turlam się na niej (albo raczej ona pode mną), staję na głowie, tnę piruety, wydając przy tym jęki, piski i inne częstotliwości o których siebie nigdy nie posądzałam. Patrzą dziewczyny na mnie jak na małpkę w zoo i ubaw mają po pachy.
– A bo chyba to nie tak się siedzi na piłce?
– Tak mi pomaga. – Wdech, wydech, wdeeeech- Auaaaa
– Niech pani usiądzie normalnie.
– Kiedy tak mi pomaga…
– Naprawdę tak boli? – Nie, udaję. Mój morderczy wzrok nie odstraszył dziewoi.- Jezu, to ja się cieszę, że załatwiłam sobie cesarkę- No kuźwa, gdybym wiedziała co to za impreza, też bym sobie załatwiła. Wzrok morderczy nr 2, scyzorykowi w kieszeni sprężynka skacze z nerwów. W tym momencie się wyłączyłam, bo mnie krew (dosłownie i w przenośni) zalewała. Zdążyłam tylko wysyczeć: ”Jezu, zamknij się już kobieto…” Po czym w końcu zabrali mnie na salę porodową.

Po serii moich pytań o znieczulenie, narkotyki czy gumowy młotek i telefonie do Małża: ” Przyjeeeee-auuuuaaaaa-żdżaaaaaaj” zaczęło się rodzenie właściwe. Pan Przyszły Tata zmaterializował się w szpitalu w ciągu 2 minut, zaliczając przy okazji ROSSMANNA i kupując mi zmywacz do paznokci. Nie żebym chciała mieć ładny manicure podczas rodzenia, ale w razie cesarki. Z resztą jak się później okazało, położne zakładały się między sobą, czy urodzę naturalnie, czy jednak operacja. Było mi wszystko jedno byle tylko to, zdecydowanie zbyt wielkie jak na moje możliwości dziecko, wyjęli jak najprędzej. Małż starał się żartować, rozweselić mnie, ale po słowach: „PT, wiem że chcesz dobrze, ale nie jest mi qwa do śmiechu i po porodzie trafię do kryminału za zaciupanie cię na porodówce, jeśli nie przestaniesz” skupił się na moim oddechu. Pewnie użyłam wtedy mniej cenzuralnych słów, ale w danej chwili miałam wszystkich głęboko w poważaniu i byłam w stanie ugryźć każdego, kto by się podłożył. Po niespełna 30 minutach, kilku parciach pojawiła się ona. Mała, biała i rozwrzeszczana Hanisława. Kiedyś na filmie widziałam, że kobiety w takich sytuacjach pytają „Płacze?”. No to zapytałam. Do tej pory nie wiem po co, bo słychać ją było na całym korytarzu. Byłam tylko ja i ona. Ona i ja. Leżała u mnie na brzuchu mała, brudna, bezbronna ona. Moja córka. Hanisława. Hanna. Hanusia. Haniutek..
Młodą zabrali na badanie, Pan ‚Już’ Tata dzielnie szedł za dziecięciem, coby krzywdy jej nie zrobili, prosto opaskę na rączkę zapięli i kilogramów za dużo nie dopisali. Później było szycie. Jak to ja, w takich sytuacjach zawsze miewam durne teksty. No to sobie zażartowałam: „Na dziewicę panie doktorze poproszę”. No i później mi do śmiechu już nie było. Mianowicie przy wypisie i ostatnim badaniu położna z przerażeniem wykrzyknęła: „Boże, kto panią tak ciasno zaszył?”. Chciałam na dziewicę to mam, durna baba.
Pamiętajcie, że jeśli ojciec dziecka chce uczestniczyć w porodzie, powinno się mu pozwolić. Choćby po to, by go powyzywać lub pogryźć. Lub spojrzeć na łezkę twardziela, gdy rodzi się jego dziecko. PT akurat bardzo pomógł przy oddychaniu. Bless you!

Serdecznie przepraszam położną Basię za grożenie prokuraturą. Co złego, to nie ja !

www.facebook.com/nieidealnamatka

21 Komentarzy/e
  • ~lubinianin

    Odpowiedz

    „Na dziewicę panie doktorze” hahahaha najlepszy tekst 😀

  • ~Fashion-Crown

    Odpowiedz

    to może następnym razem przyniosę Grejpfruta?? 😀

    • ~Nati

      Twój grejpfrut wywołał kłótnię małżeńską. A kysz zołzo!

  • ~Magda

    Odpowiedz

    Chyba ktg a nie ekg? 😉
    poza tym spodziewałam sie hardcoru, a tu luzik jakiś hehe. No boli, wiadomo, poród to nie spacerek po plazy, ale ten bol jest do czegoś potrzebny, prawda?;)
    nie tylko Ty rodzisz, ale i Twoje Dziecko wykonuje prace, by znaleźć sie po drugiej stronie brzucha:)
    wiec nie mów nigdy, ja mam drugie po czterech latach i teraz to Love w najczystszej postaci:)

    • Matka-Nie-Idealna

      Dziecko wykonuje większą pracę niż my. Kiedyś porównano wysiłek kobiety podczas porodu z maratonem. Coś w tym jest! Błąd sprawdzam i poprawiam 🙂

  • ~mama

    Odpowiedz

    Ja skopałam trochę kolanem położną, ale mi wybaczyła, potem ją bardzo przepraszałam 😉 A decybele… nikt chyba się o takie nie posądza wcześniej. i też żartowałam przy szyciu 🙂 człowiek jak już ‚wypluje’ maleństwo, to myśli, że szycie choć nieprzyjemne, to idzie przeżyć.. 🙂
    Mój narzeczony nawet nie starał się mnie rozweselać- uprzedzałam go wcześniej, żeby nawet nie próbował. Ale masaż pleców robił dobry. Położna też masowała, raz na stojąco, to myślałam, że wyjęła ciepłe kamienie jak te od masażu i mi leci nimi po plecach.. To uczucie pamiętam do teraz i było mega przyjemnie, mimo mega bólu..

  • ~Anonim

    Odpowiedz

    ale wy jestescie nierosadne, na dziewice to akurat jest zalosne a nie smieszne jest potem wasi ,,meżulkowie” maja wyegminowane wyamgania zeby bylo ciasno i maja w dupie ze was to boli najwazniejsze zeby bylo ciasno.A TY kobieto cierp. Ja na szczescie mam troche wiecej wyobrazni i nie dam sie pociac jakiemus rzeznikowi, w polsce ciemnogrod panuje skoro nadal nacinaja krocze, ale jak maja nie nacinac?? skoro drogie panie sie na to zgadzaja.

    • Matka-Nie-Idealna

      Akurat będziesz miała guzik do powiedzenia jak trzeba będzie ciąć. Bo masz wtedy wybór, albo cię tną albo sama pękasz i zamiast dwóch dziur masz jedną 🙂

      • Nowa w wielkim mieście

        Oj racja Matko! Ja napisałam w moim planie porodu, że nie chcę mieć nacinania, chyba że w razie konieczności. Ale i tak mnie nacinali, ale nawet o tym nie wiedziałam, bo byłam skupiona na czymś innym 🙂

      • anna

        W moim przypadku polozna powiedziala ze oni maja taka zasade ze chronia krocze ale jesli jest koniecznosc to lepiej naciac niz peknac

  • ~Anonim

    Odpowiedz

    Akurat zanim cokolwiek podejme to sie zawsze sama zapoznam, radze poczytac rzetelne wypowiedzi, artykuły medyczne, naciecie krocza robi wiecej szkody niz pozytku. No jak na lezaco sie rodzi to jest duze ryzyko. Pekniecia szybciej sie goja i zazwyczaj peka tylko sluzowka, a nie nozyczkami tna miesnie itd. Jak sie rodzi prawdziwie naturalnie nie pozwala sie na jakies chore procedury typu przebijanie pecherza, podawanie litrow oksytocyny masazu szyjki itp, to porod nie jest trauma. No ja przynajmniej nie dalam sie oszpecic, ale krew mnie zalewa,ze kobietki nie walcza o swoje i nie dowiaduja sie tylko wierza we wszystko co mowia lekarze.

  • tutut

    Odpowiedz

    Wielka szkoda, że niektóre kobiety krzyczą na porodówce. Ba! Wydzierają się. Po co? Żeby zrobić sobie większą krzywdę i zamanifestować swoją unikalną, niepowtarzalną w przypadku innych kobiet, sytuację: rodzenie. Z doświadczenia wiem, że jak się nie krzyczy, to ból jest o wiele znośniejszy. Nie trzeba być mędrcem, żeby się domyślić, że te wszystkie porady dotyczące oddychania mają sens. Trzeba oddychać i słuchać położnej, zamiast drzeć się wniebogłosy, jakby było się jedyną rodzącą na ziemi. Wszystkie przez to przechodzimy i wszystkie odczuwamy ból. Nie, nie, wcale nie słabszy. Zaciśnij zęby i skup się, zamiast stawiać na nogi szpital i okolicę. Znoś cierpliwie to, co musisz zrobić sama, bo mąż nie wyręczy, i – z całym szacunkiem – nie bądź egocentryczką z pretensją do bycia pępkiem świata, bo nie Ty jedna rodzisz, więc nie ma co robić z siebie męczennicy. Ot, cała filozofia.

  • Nowa w wielkim mieście

    Odpowiedz

    Mój poród zaczął się w nocy z czwartku na piątek, a urodziłam w sobotę popołudniu. W nocy były skurcze, ale też nie wiedziałam czy odeszły mi wody, bo nie było tego CHLUP (chyba nie trzeba tak wierzyć tym amerykańskim filmom!:) . Dwie nocki nieprzespane, jedna w domu, druga w szpitalu, a w sobotę oksytocyna i sprawdzanie rozwarcia, i czekanie i czekanie… No i ten ból… Ja miałam przynajmniej gaz do wdychania i wdychałam jak głupia. A mąż masował mi plecy. No poród to niezbyt łatwa rzecz i niezbyt przyjemna. Ale każda matka musi to przejść 🙂 I przynajmniej w jednej sprawie się zgadzam z amerykańskimi filmami – że jak się weźmie w ramiona te swoje dzieciątko, to cały ból mija i zapomina się szybko o porodzie.

  • Nowa w wielkim mieście

    Odpowiedz

    „Gdyby nie poskutkowało, a mi się chciało kolejnych potomków, przeczytam jeszcze raz” – to chyba nie czytałaś tego kilka mcy temu? 😉

  • Justyna

    Odpowiedz

    Ja po pierwszym (wyrodna matka ) CC , wogóle po przejściach macierzyństwa z pierwszym synem powiedziałam „never again” …do czasu aż pierworodny nie chciał całusów mamusi i wręcz wymuszał „włącz mi konsolę bo mi się nudzi” , I like it 😉 , i wtedy mi się „zachciało” drugiego….głupia żem …..ale jest mój drugi cud…. I teraz nie żałuję..choć sama jestem jedynaczką…teraz zamykam drzwi od pokoju małych terrorystów i mówię jak ich przywódca „bawić się razem i matce nie przeszkadzać” hehe .Reasumując :lepiej jak jest więcej ,napewno weselej, niezawsze 😉

  • Karolina

    Odpowiedz

    U nas tez mój mąż miał na wszystko czas..haha, wyszłam spod prysznica, bo jeszcze zdążyłam się wykąpać:p patrzę a on dalej spi skubany mówię..ale ok to było 3.30 więc później mu wybaczylam:) i tez wszystkim przyszłym mamom zawsze radzę, by tatuś był przy niej na porodowce. Popatrzy jak cierpisz, to później jest więcej wyreczania w domu (i to wcale bez mówienia) :):)

  • anna

    Odpowiedz

    Ja tez rodzilam.naturalnie. nie dostalam znieczulenia bo jak jednal stwoerdzilam ze dluzej nie wytrzymam i przestalam zgrywac bohayera to mi.oznajmiono e na znieczulenie juz za pozno. Mialam przy porodzie cudownego lekarza i polozna. Naprawde mialam farta. Nie krzyczalam, co najwyzej troche jeczalam ale to jest tak ze w pewnym momencie czlowiek nie panuje nad swoimi odruchami i nawet polozna mowila ze jak.chce sie.krzyczec to prosze bardzo. Ja mialam tak ze w momencie tych najgorszych skurczy mnie doslownie zatykalo nie bylam w stanie wydobyc dziwieku po czym wymiotowalam i robilo mi sie ciemno przed oczami a moj dzielny malzonek trzymal mi miske pod brodam. Pomimo tego wszystkiego wspominam dobrze swoj porod. Tak troche z lezka w oku bo to jednak magiczne bylo jak mintego szkraba polozyli

    • anna

      Aha dodam jeszcze ze w pewnym momencie bylo niebezpiecznie bo dziecku nagle zaczelo spadac tentno pod koniec porodu. Zrobilo sie nerwowo i widzialam po minie poloznej ze jest zle. Lekarz mnie wtedyzapytal czy zgadzam sie na porod z uzyciem vacum czyli proznociagu bo musza szybko dziecko wydostac bo cos sie dzieje. Musialam wspolpracowac i przec tak mocno jak tylko dam rade a lekaz taka przyssawka ciagnal mlodego za glowke. W takiej sytuacji caly bol schodzi na drugi plan bo czlowiek sie modli w myslach zeby dziecko zylo, zeby nic mu sie nie stalo. Potem lekarz bardzo mnie chwalil ze super sie spisalam i ze chcialby miec wszystkie takie pacjentki jak ja.

  • joanna

    Odpowiedz

    Dawno nie miałam takiego ataku śmiechu zwłaszcza po tekście „na dziewicę poproszę” 🙂 długo czytam juz Twojego bloga, czesto tez na glos mojemu męzczyznie, poczuciem humoru trafiasz w punkt 😉 Chyba jestem Twoją fanką ;)) Trzymaj sie, zdrowia i siły Wam zyczę

  • matkaporazdrugi

    Odpowiedz

    Popłakałam się ze smiechu przy tym tekscie. rodziłam dwa raz – pierwsza cesarka, drugi poród naturalny. O pierwszym nie ma co pisac. Drugi pamiętam jak przez mgłę, nagle poczułam jakby ktoś w środku pociągnął za spłuczke i woda poczeła się saczyć na podłoge. Upewniłam się telefonicznie u położenj „czy to już…?” pojechaliśmy w nocy samochodem na spiaca porodówkę, gdzie babki mi powiedziały, że to dopiero początek (zaledwie 1 cm) (hmm według mojej skali bólu było co najmniej 50cm rozwarcie). Poprosiłam oczywiscie o zznieczulenie i wszystkie mozliwe dragi, ale w koncu ich nie dostałam (polozna tak kreciła ze juz nie pamietam dlaczego nie dostałam). Krocze chronione przez doswiadczona polozna i tak peklo (podobno odrobine) – nie pamietam ale jak probowałam sie potem umyc czułam ze jestem solidnie zadrutowana. Ech…

Skomentuj