Straciłam dziecko- moja historia.

19004 Odczytano 27 komentarzy

Poznałam ją jeszcze w ciąży. Była w podobnej sytuacji jak ja, razem przeleżałyśmy cztery miesiące ciąży, nadając przez Internet niemalże 24 na dobę. Do tej pory mamy ze sobą rewelacyjny kontakt. To była jej trzecia ciąża i trzecie dziecko. Pierwsze, mając zaledwie 19 lat pochowała. Na moją prośbę, spisała dla Was swoją historię.

Kilka lat temu 1 listopada trafiłam na oddział położniczy. Zapowiadał się piękny słoneczny dzień, jednak w tym dniu umarł dla mnie cały świat.

Pierwsza ciąża, nic nie wskazywało na to, co się miało wydarzyć. Co prawda byłam ciągle zmęczona, bolał mnie dołem brzuch… Lekarz twierdził jednak, że to są normalne objawy ciąży. Pod koniec października byłam na wizycie i badaniu USG, gdzie zapewniono mnie, że ciąża rozwija się prawidłowo, a dziecko zdrowo rośnie. Skąd wówczas młoda, 19 letnia dziewczyna, miała wiedzieć jak się czuje kobieta w ciąży? Nie chuchałam na siebie specjalnie, kończyłam szkołę, spacerowałam, sprzątałam.

To był 24 tydzień ciąży. 1 listopada od rana bolał mnie brzuch, dlatego zrezygnowałam z wyprawy na cmentarz. Mąż pojechał sam a ja połknęłam Nospę (z zalecenia lekarza, gdyby bolało) i poszłam spać. Obudził mnie silny ból brzucha. Zadzwoniłam po męża, jednak zanim się przedostał przez miasto mnie już bardzo bolało. Wizyta w toalecie i krew. Wiedziałam, że jest źle. Dojechaliśmy do szpitala w 3 minuty, nie patrzyłam nawet na licznik. Co raz więcej krwi. Zanim mnie przyjęli konałam z bólu. Podali mi coś w kroplówce, podejrzewam rozkurczowo. Następnie niemiły ordynator wykonał badanie USG i skomentował tylko tyle, że dziecko nie przeżyje. Odklejało się łożysko, jednak badanie histopatologiczne nic nie wykazało.

Dostałam serię kroplówek wywołujących poród. Niestety mój organizm chyba zgłupiał w końcu i nie wiedział co ma robić. Pamiętam tylko straszny ból, łzy i to, że nagle popsuła się pogoda i zaczął padać straszny deszcz. Lekarz strasznie uciskał na brzuch, kolejne badania ginekologiczne były co raz bardziej bolesne. Krzyczałam z bólu, kopałam, gdy on robił wszystko żebym urodziła. Wszystko łącznie z ciągnięciem dziecka, które się zaklinowało w kanale rodnym. Wszędzie coraz więcej krwi. To wszystko to był jakiś horror. Zdecydowali się wykonać cesarkę, gdy ja już opadłam z sił i zaczęłam odpływać. Straciłam bardzo dużo krwi.

Pamiętam jak przez mgłę pielęgniarkę, która zapytała jak chcę nazwać synka, że ona go ochrzci. Wyszeptałam imię i odleciałam. Obudziłam się po operacji i zapytałam tylko czy to był naprawdę chłopczyk. Widziałam po minie pielęgniarki, że dziecko nie żyje. Ważył 600 gram. Nikt nie spieszył się z ratunkiem i wykonaniem cesarki wcześniej, mam wrażenie, że od razu skazali mojego synka na śmierć. Nawet gdyby się urodził, nie przeżyłby w maleńkim szpitaliku, w którym nie ma odpowiedniego sprzętu dla wcześniaków. Moja mała kruszynka. Nikt nie dał mi Go nawet zobaczyć, pożegnać się.

Pamiętam oczy męża pełne łez, gdy wpuścili go do mnie na salę. On miał szansę zobaczyć nasze dziecko, jednak nie miał odwagi by to zrobić. Nie potępiłam go nigdy za to, bo wiem, że jeszcze nie otrząsnął się po śmierci swojego brata. Ja pragnęłam Go zobaczyć i przytulić ale mi nie pozwolili. Leżałam tam i nic już nie czułam. W sercu i w brzuchu miałam pustkę. Po 3 dniach na wizycie usłyszałam tekst od ordynatora, że mam się cieszyć, ze nie usunęli mi wszystkiego i że jak wrócę za rok w ciąży to wszystko mi wytną.

Wpadłam w depresję. Mąż pochował synka na cmentarzu. Po tygodniu, gdy wyszłam do domu pierwsze co zrobiłam to pojechałam właśnie tam. To było moje miejsce na wypłakanie się. Jeździłam tam po każdej kłótni z mężem, lub gdy po prostu było mi źle. Bywały dni, że nie miałam ochoty jeść i z nikim rozmawiać. Pomimo wsparcia ze strony męża, długo dochodziłam do siebie. Po 2 latach pragnęłam znowu mieć dziecko. Pragnęłam wypełnić pustkę w moim sercu. I choć cholernie się bałam, całą ciążę leżałam a każda wizyta w toalecie przypominała mi tamte chwile, to udało się urodzić zdrowego chłopczyka- wcześniaka, który urodził się w 32/33 tc. Kilka lat później urodziła się jeszcze córeczka. Teraz już wiem, że diagnozą była niewydolność szyjki, na którą cierpiałam w każdej ciąży. Niestety nikt przy pierwszej ciąży tego nie zauważył.

Dziś kupuję białe kwiaty, znicz i wiozę mojemu małemu Aniołkowi. Nigdy nie zapomnę tego, co przeszłam i nie potrafię zrozumieć ani pogodzić się z bezdusznością personelu tego szpitala.

27 Komentarzy/e
  • Beata

    Odpowiedz

    :(((

  • Anjanka

    Odpowiedz

    Kurwa, po prostu trzęsie mnie, jak słyszę, że takie historie się dzieją.

    Przepraszam, ale bez tej k** się nie da.

  • Natalia

    Odpowiedz

    Świetny tekst bardzo refleksyjny i idealny na dzisiejszy dzień. Daje do myślenia! Dzięki!

  • Agnieszka

    Odpowiedz

    Przezylam podobna historie. W 9 mcu ciazy.
    Bardzo wspolczuje. Wiem jak to boli.. 🙁

  • Madzik

    Odpowiedz

    [‚][‚][‚] dla małego Aniołka…. A skurwysyna bym gołymi rękami zatlukla… Chcą decydować za nas co jest dla nas DOBRE a w takich sytuacjach nie dają szansy….a gdzie ETYKA LEKARSKA i poszanowanie życia!!! Nosz kurwa mac!

  • Nari

    Odpowiedz

    Straszne. Moja córeczka urodziła się martwa alr zmarła w brzuszku nie podczas porodu w 37 tc. Czytając to mam ochotę wybić wszystkich którzy brali udział w tym wszystkim. Podejście do pierworodek że przecież wszystko ok. Właśnie dlatego mojej córeczki nie ma dzisiaj z nami. Miałaby 2latka i 3 miesiące. Póki co piękny stroik i znicze czekają aż jutro jej zawieziemy. Tylko tyle dla niej mogę zrobić

  • Ania

    Odpowiedz

    Ta historia bardzo przypomina mi moja… Tylko ze ja przeszłam to dwa razy? pierwszy w wieku 17 lat owszem byłam bardzo mloda ale to wcale nie znaczy ze lekarze i pielegniarki mogli mnie traktować jak smiecia… A drugi gdy miałam 19 lat… Wcale nie było lepiej… Ciągle mi powtarzali ze jestem za mloda ze jeszcze przyjdzie na to czas… Moi chlopcy nie byli przypadkiem byli dla mnie wszystkim

  • Ania

    Odpowiedz

    Wiem dobrze co ta dziewczyna czuje i jestem z nią calym sercem… Tez mam teraz dwie sliczne i zdrowie coreczki ale tylko dla tego ze znalazłam odpowiedniego lekarza i jemu to zawdzieczam

  • Ewelina

    Odpowiedz

    To kurwy, nie lekarze.

  • agata

    Odpowiedz

    Straszne.. Jednak takich historii o nieudolności personelu szpitalnego jest wiecej ,jak np. Historia Lilki z Bonifratrów ..sama rodzilam jak miałam 19 lat przez CC i podczas mojej operacji lekarz pozwolilstazystce wziąć skalpel do ręki co spodowowalo prawie mojasmierc bo najechała na tętnice :0 brak slow…

    Kaja 12.02.2016 – moje najwieksze szczescie

  • Sylwia

    Odpowiedz

    Banda bezdusznych skur … . Tak mi przykro? Jako matka jedynie mogę sobie tylko wyobrazić co wtedy przeżywałaś?

  • Ania

    Odpowiedz

    Pierwszą ciążę straciłam w zeszłym roku w styczniu. Po 9 miesiącach od straty dowiedziałam się, że będę mamą bliźniaków. W maju CC -miesiąc przed terminem, ratowanie życia chłopców, obaj urodzeni w zamartwicy, jak sobie pomyślę, że jeszcze kilka dni zwłoki z wywołaniem porodu a znowu straciłabym dzieci, że ominęłoby mnie to wszystko co dzięki nim doświadczam…straszne ;(

  • Zareklamowana Paula

    Odpowiedz

    Nasze nienarodzone dzieci nie umierają nigdy. One tylko zmieniają datę swoich narodzin…

  • Lilo

    Odpowiedz

    Przeszłam to dwa razy. Gdybym sama nie zaczęła szukać i czytać pewnie byłby też trzeci raz. Moja córeczka urodziła się w 38tyg przez CC w zamartwicy, ale już jest dobrze. Moje szczęście ma 4miesiące i starszego brata i siostrę w niebie.

  • Karolina

    Odpowiedz

    Znam autorkę tego wyznania… W tamtym czasie utrzymywałyśmy ze sobą kontakt, który nagle się urwał. Ja miałam wówczas 18 lat. Wiedziałam o ciąży i o ślubie, jednak kontakt między Nami urwał się na ponad miesiąc. Po tym czasie dostalam od Niej smsa,że straciła dziecko. Do dzisiaj nie wiedziałam, że wydarzyło sie to w tak tragicznych okolicznościach. Boże… A. pękło mi serce. Współczuje ipodziwiam

  • Ola

    Odpowiedz

    Straciłam dwie ciąże. Trafiłam do szpitala w Berlinie. Jestem Polką, jednak byłam tam traktowana jak królowa… A może normalnie, jak zrozpaczona kobieta? Lekarz siedział przez pół godziny przy mym łóżku, głaskał moją rękę i słuchał moich żali. Pielęgniarka pełna współczucia powiedziała, że 30% ciąż usuwa się samych, bo dziecko wyraźnie byłoby chore i nie przeżyło. Dzięki nim łatwiej mi

  • Ewa

    Odpowiedz

    Ja swojego Synka straciłam.. Jutro będzie miesiąc. Podobnie jak autorka tekstu.. Odklejenie łożyska, tyle że mój Synek był odnoszony, a ja przyjechałam rano rodzić, bo odeszły wody. O 18:45 Olus nie żył.. A łożysko odkleiło się w trakcie ktg przy skurczu.. To wszystko tak strasznie boli..

    • matka-nie-idealna

      Nawet nie masz pojęcia, jak mi przykro 🙁

  • Marta

    Odpowiedz

    My tez stracilismy Olusia ponad 3 tygodnie temu…w 35tc,serce peka…i nie przestaje bolec:(Mimo cudownej opieki w UK,cudownej poloznej ktora odbierala porod zamiast z dzieckiem,wrocilismy do domu z pudelkiem pelnym pamiatek po NIm-kosmykiem wloskow,odciskami stopek i raczek,spioszkami w ktore byl ubrany zaraz po porodzie…najgorszemu wrogowi nie zycze by jego swiatwygladal tak jak nasz teraz..

  • Ula

    Odpowiedz

    Ja straciłam swoich chłopców w 19 tygodniu, poronienie septyczne. Dziś mija 4 tygodnie i serce mi pęka ze smutku. Niemożność zobaczenia czy dotknięcia maluchów aby sie z nimi pożegnać jest okropna. Zazdroszcze kobietom które mogły doznać chociażby tego.

    • Marta

      Wiem co czujesz,minely wlasnie dwa miesiace odkad pozegnalismy Olinka…a serce nadal peka.Czas nie goi ran niestety ale jakos trzeba zyc,Twoi chlopcy nie chcielby pewnie patrzec na placzaca Mame,ja wlasnie sobie to tak tlumacze..czasem pomaga,czasem nie…Kochaj ich ponad wszystko,badz dzielna i przede wszystkim badz z siebie dumna…to pomaga!Sciskam Cie mocno.

  • Marta

    Odpowiedz

    Ja tez straciłam synka w 32 tyg ciąży przez odklejenie łożyska Leoś ważył 1850 ból jest okropny jak dalej żyć

  • ania

    Odpowiedz

    Przeżyłam to samo prawie 3 miesiące temu. w 23tyg straciłam moją kochaną córeczkę. Tak bardzo się cieszyłam jak dowiedziałam się że to dziewczynka (mam już dwóch chłopców). Czułam że wygrałam w totolotka. I nagle wszystko się skończyło.Nagły ból, szpital, zabieg. Kiedy się obudziłam nie mogłam uwierzyć w to co się stało. żal złość wściekłość na zmianę kołatały się w moim sercu. czas nie goi ran.

  • Karolina

    Odpowiedz

    Ja tydzień temu również straciłam synka w 24tc. Prawdopodobnie niewydolność szyjki była przyczyną wczesnego porodu, którego lekarze nie potrafili już zatrzymać. Krzyś żył ponad 2 godziny. Jestem załamana. 4 lata temu w 40tc obumarła moja córeczka Zuzia. Straciłam dwoje dzieci..

    • matka-nie-idealna

      Strasznie, naprawdę strasznie mi przykro. Jesteś niezwykle silną kobietą. Ściskam mocno.

Skomentuj