Twoje dziecko lubi głaskać słodkie szczeniaczki na spacerze? Musisz to przeczytać.

1061 Odczytano 1 Komentarz

Piętnaście lat temu dorosłość kojarzyła mi się z nielimitowanym przyzwoleniem na picie piwa i podejmowaniem decyzji, jak mi się wtedy wydawało – priorytetowych. Lata zajęło mi pojęcie, o co w tej dorosłości faktycznie chodzi, i że nie tylko o późne powroty do domu czy nielimitowane picie piwa.

W tym wszystkim doszła istotna rola, jaką gram już od sześciu lat, a która wymaga od mojej dorosłości podejmowania racjonalnych decyzji, oscylujących na granicy sposobu na przetrwanie. Od sześciu lat bowiem, plemię wojowniczych kobiet przyjęło mnie w ramiona swojej macierzyńskiej społeczności.

Nie bez powodu natura dała nam macice i nakazała rodzić dzieci. Nie bez powodu, w momencie gdy na piersi kładą nam coś, co przez ostatnie miesiące dyndało nam na pęcherzu, rodzi się w naszych głowach instynkt macierzyński. Kobiety bowiem, mają taką cechę, którą ja nieraz przeklinam w duchu, kiedy o trzeciej w nocy zamiast spać, rozmyślam nad sensem istnienia i analizuję w myślach skład parówek. Kobiety analizują, deklasując tym samym facetów o kilka pozycji.

Tym przydługim wstępem, który miał zająć jeden akapit, a nie trzy, co może się wiązać z moją nadanalitycznością, chciałam Wam opowiedzieć pewną historię, może nawet dwie. Wnioski wyciągnijcie sami.

Rzecz się działa ze dwadzieścia lat temu. Lubińskie osiedle bloków ocieplanych panelem, pod którym aktualnie można rozpocząć hodowlę stu gatunków grzybów, z główną atrakcją dla dzieci w postaci trzepaka, huśtawki i zjeżdżalni, które z roku na rok zmieniały swoje kolory, tworząc w swojej strukturze floresy z pięciu warstw obdrapanej farby. Jak co (powiedzmy, że to był wtorek) wtorek, wybrałam się na zajęcia pozalekcyjne do pobliskiego Domu Kultury. Naciągnęłam na chudy zad nowiuteńkie sztruksy, w kolorze ciemnej zieleni, za które mama sprzedała nerkę na lokalnym bazarze. Wyszłam z domu i chwilę później podbiegł do mnie szczeniak, wielkości małego słonia, radośnie merdając trąbą ogonem. Jako, że moja postura bardziej przypomina żeberka w sosie własnym i golenie serwowane w masarniach, jako przekąska dla psów, szczeniak się ową przekąską poczęstował, upierdalając mnie boleśnie w nogę. Udało mi się uciec na zjeżdżalnię, jednak miałam pogryzioną nogę i podarte spodnie.

Historia druga wydarzyła się całkiem niedawno, kiedy byłam w ciąży z Nadią. Wieczorem odwiedziłam koleżankę i poszłyśmy na spacer. W pewnym momencie zza rogu ogrodzenia wybiegł owczarek niemiecki, który po dogłębnej analizie zawartości tłuszczu w moim ciele stwierdził, że kością też się zadowoli. Pies nigdy wcześniej nie zaatakował człowieka, był bardzo przyjazny dla ludzi i wychowywał się z dziećmi, które podobno mogły robić z nim wszystko. Zostawił na moim udzie krwiaka o średnicy dziecięciu centymetrów.

I sytuacja sprzed kilku dni. Poszłam z psem na spacer. Ajka to cudowny rozczochraniec, rasy sznaucer, grzeczny i zakochany w ludziach. Uwielbia dzieci, dzieci uwielbiają ją. Nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy, jej wytrzymałość jest na miarę Transformersów. Jednak to pies.

Przyczepiłam psa do ławki i przyjęłam stanowisko huśtacza dzieci. Podbiega do ławki ledwo oderwane od powierzchni ziemi dziewczę, w wieku mocno zaokrąglonych trzech lat i rzuca się mojemu psu na szyję. Aja na początku zareagowała entuzjastycznie, machnęła ogonem, wylizała resztkę lodów z twarzy małoletniej Jolanty (ksywka operacyjna) i po chwili straciła zainteresowanie obiektem słodkości. Jolanta nie dawała za wygraną, chodząc krok w krok za psem i starając się ją głaskać. W ruch poszły małoletnie rączki, które ciągnęły Aję za uszy i ogon. Wtem, podszedł do Jolanty tatuś i z uśmiechem komplementował, jak to malutka ładnie bawi się z pieskiem. Podeszłam do ławki, odczepiłam psa i rzuciłam do kulącego ogon, pod ostrzałem trzyletnich rączek sznupka „Co tam Ajeczka? Już chyba wyczerpałaś limit pogryzień na ten sezon?”.

Mili Państwo, drodzy Goście.

Ajka to najsympatyczniejszy pies, jakiego znam. Przyjaciel rodziny. Zostawała wychowywana w duchu domu pełnego dzieci i zwierząt. Została wychowana w szacunku do swojej psiej osoby. Nigdy nikogo nie ugryzła, nie pokazała nawet krzty agresji w stosunku do drugiego człowieka. I tutaj koniec tłumaczenia.

Aja to pies. Zwierzę, które posiada instynkty odpowiednie dla swojego gatunku. Zwierzę, które może mieć gorszy dzień, słaby humor lub może coś ją boleć. Aja to pies, który może się wystraszyć gwałtowną reakcją człowieka, który może wyczuć jego złe emocje. Aja to pies, który może ugryźć.

I chociaż chciałabym ręczyć za nią każdym palcem dłoni, nie potrafię. Moje dzieci znają granice. Kategorycznie zabraniamy im zabaw, które mogą sprawić psu ból. Nie pozwalamy jej przeszkadzać, kiedy śpi lub je. Jej posłanie jest azylem i nikt z domowników nie ma prawa w nie ingerować. Kiedyś Aja spała w łóżku z Hanią, dziś wolę mieć ją „na oku” w nocy.

Hanka i Nadia wiedzą, jak powinny zachować się przy obcym psie. Pod żadnym pozorem nie mogą głaskać nieznajomych zwierząt, nawet tych najmniejszych. Zanim wyciągną rękę do powąchania, pytają właściciela, czy mogą to zrobić. Wiedzą, że nie powinny dotykać okolic pyska, oraz szarpać uszu i ogona, bo to sprawia zwierzęciu ból. Ja sama boję się obcych psów i nigdy dobrowolnie nie wchodzę z nimi w żadne interakcje.

Dlatego też zwracajcie uwagę na sytuacje, kiedy Wasze dziecko chce pogłaskać obcego psa. Uczulajcie, że bez zgody właściciela, dziecko nie powinno wyciągać pierwsze ręki, jako że psy mają różne temperamenty i nawet najsłodszy maltańczyk może okazać się małym zabójcą. Powinniśmy mieć również na uwadze komfort zwierzęcia. Tak samo jak wiele z nas nie spodobałby się fakt, kiedy rzuca się na nas 35 – kilogramowy labrador i zmywa nam jęzorem cały makijaż a łapami brudzi ubranie, tak samo obcy pies niekoniecznie musi mieć ochotę w tej chwili na czułości.

1 Komentarzy/e
  • Wiola

    Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą!!! I też tego uczę moje dziecko, tyle, że za każdym razem słyszę od właścicieli psów „niech się pani nie boi, on nie gryzie. On tak lubi dzieci!”. I na nic moje tłumaczenia, że ja tak uczę dziecko, że ma pytać, że nie może samemu rzucać się na psa..

Skomentuj