Uwaga! Dziecko na nartach!

664 Odczytano 2 komentarze

Zima powinna zostać zdelegalizowana.

Jest zimno, szaro, buro, ziemno, mokro, wietrznie i ogólnie ujowo. Dzisiejsza zima nie ma nic wspólnego z czerwonym nosem i przymarzniętymi do siebie palcami u rąk i stóp dwadzieścia lat temu, kiedy meldowaliśmy się na ośnieżonych górkach za blokiem.

Jedyny plus zimy dla mnie to narty, które są dla mnie zajawką od siedmiu lat. A teraz tą miłością próbujemy zarazić nasze dzieci. I wino. Grzane wino. W sensie wino jest plusem zimy, nie rzeczą, którą próbujemy zarazić dzieci.

Wczoraj zaczęliśmy kolejny sezon z Hanką, co pokazałam szerszemu światu, a Wy na IG zasypaliście mnie pytaniami odnośnie dziecka na nartach. Jako, że dzisiaj cierpię na przykurcz wszystkich części ruchomych ludzkiego ciała poza palcami, uraczę Was postem o nauce jazdy dziecka na nartach, opierając się na pytaniach, które zadaliście na IG. Tak w razie gdybyście chcieli wrócić do wpisu a moja pogadanka zniknie z Instagrama jeszcze dzisiaj.

Na wstępie podkreślam jednak, że wszystko co nastąpi poniżej jest oparte na moim doświadczeniu i obserwacjach a ja do specjalistów raczej się nie zaliczam. Jeśli macie jakieś pytania i uwagi, rzucajcie je w komentarzach. Chętnie posługam Waszego zdania.

Kiedy zacząć naukę jazdy na nartach?

Cóż… Ja zaczęłam w wieku 23 lat i dziś całkiem dobrze śmigam 😀

Jeśli chodzi o dziecko, wydaje mi się, że tutaj nie ma reguły. Wszystko zależy od dziecka, jego motoryki, umiejętności, podejścia i zapału. Hanka zaczęła jeździć w zeszłym roku, w wieku 4 lat. Nadia zacznie za rok, kiedy będzie miała trochę ponad 3. Widziałam na stoku 3 latki, widziałam dzieci starsze ale widziałam też około dwuletnie dzieciaczki, zaczynające szusować na nartach. Najbardziej optymalny wiek to 4-5 lat, kiedy dziecko jeszcze „nie zna” uczucia strachu a raczej nie myśli o konsekwencjach upadku. Maluchy mają inny środek ciężkości niż dorosły i naprawdę szybko ogarniają narty. I mają blisko do ziemi, tak więc potencjalna śruba na stoku zaboli mniej niż dorosłego.

Czy warto inwestować w instruktora?

I tak i nie. Wszystko zależy od Waszych umiejętności na stoku.

Ja zainwestowałam w pierwsze godziny jazdy na nartach ale wiem, że dzisiaj postąpiłabym inaczej. Pozwoliłabym oswoić się dziecku przez godzinę na stoku z nartami i dopiero wtedy uderzyłabym do instruktora.

Niech dziecko porusza się w nartach, pochodzi, niech mu się poplączą nogi, rozjadą, niech się potknie. Ogarnie „zasady” działania nóg, kiedy narty są przymocowane do butów, zakumpluje się ze sztywnymi butami. Inaczej zapłacicie kilkadziesiąt złotych obcemu człowiekowi za wszystko co napisałam powyżej. Nie łudźcie się, że po pierwszej lekcji dziecko będzie zjeżdżało. Pierwsza, czasami druga i trzecia lekcja polegają na poznaniu swojego ciała i zachowań na nartach.

Ja popełniłam błąd i wzięłam jednego instruktora dla dwójki dzieci, co skończyło się tym, że musiałam wjeżdżać z Hanią orczykiem. Hanią, która nigdy w życiu nie stała na nartach. Nie popełniajcie tego błędu i na początek dla kilku dzieciaczków zainwestujcie w instruktora 1:1.

Pomimo iż Hanka ogarnia już jazdę i razem z Grześkiem jeździmy z nią naprzemiennie, nadal mam zamiar wynająć czasami instruktora by nauczył ją poprawnej postawy, zachowań na stoku, technik jazdy. Przede wszystkim dlatego, że dziecko często słucha uwag obcych ludzi a nie własnych rodziców. Hanka woli pruć w dół na własnych zasadach, niż ćwiczyć skręty z mamą.

Jeśli chcecie uczyć dziecko sami, pamiętajcie, że nauka najlepiej wychodzi przez zabawę i naśladowanie. Odpuśćcie sobie teorię, opowiadanie o przenoszeniu ciężaru itp. Pokażcie, bawcie się. Nigdy nie krytykujcie i nie krzyczcie. Nawet jeśli dziecku nie wychodzi, chwalcie, mobilizujcie, dopingujcie i mówcie, że jest bardzo dzielne i świetnie mu idzie.

Kiedy Hanka wystraszyła się stoku, powiedziałam jej, że ja też bardzo bałam się zjechać po stromym nachyleniu, a przecież ona jest dużo mniejsza niż ja i dała radę, przez co jestem z niej bardzo dumna. Później pokazywałam jej inne dzieci i to, że jazda może być świetną zabawą. Kiedy chciała skończyć – kończyłyśmy. Nie zmuszałam jej do dalszej jazdy i mówiłam, że wrócimy na stok kiedy będzie gotowa, a jeśli nie będzie, nie wrócimy w ogóle. Przecież nie musi lubić jazdy na nartach i podzielać pasji rodziców.

Jaki jest koszt instruktora?

To zależy od stoku. 70-100 złotych.

Jaki stok na początek?

Łatwy. Nie bójcie się oślych łączek i mini stoków. Dla dziecka to nie ma znaczenia a i tak na początku nie będzie jeździło szybko. Ja wybrałam właśnie taki delikatny stoczek ze szkołą narciarstwa obok normalnego stoku. Stopniowo przenosiliśmy się na większe stoki.

Nie uderzajcie od razu na duży, stromy stok. My popełniliśmy ten błąd wczoraj, kiedy po roku przerwy pojechaliśmy z Hanią do Harrachova, który to jest stokiem trudnym, o dosyć stromym nachyleniu. Hanka na początku bardzo się wystraszyła i zraziła do jazdy, co poskutkowało niemalże dwugodzinnym siedzeniem z nią w knajpie i stwierdzeniem, że już nigdy nie chce jeździć na nartach. Dopiero pod koniec, kiedy trochę się rozluźniła a ja zaczęłam się z nią bawić jazdą, załapała haczyk i nie chciała kończyć szusowania.

Nie łudźcie się, że jeśli dziecko nauczy się jeździć w jeden sezon, za rok stanie na nartach i pojedzie. Wszystko zaczyna się od nowa i oczywiście nauka idzie dużo szybciej ale dziecko musi sobie wszystko przypomnieć. Dorosły z resztą też. Dwa – trzy zjazdy i powinno być lepiej. W drugim sezonie albo zacznijcie od łatwego stoku, albo od instruktora.

Jaki sprzęt na początek?

Używany.

Nie warto kupować nart i butów bo nie wiecie, czy jazda spodoba się dziecku. Kurtkę, buty i rękawice warto mieć zawsze, nawet na sanki. Podobnie kask i gogle.

My narty i buty kupiliśmy dopiero w drugim sezonie i to też nie nowe. Za rok Hanka wyrośnie z butów, być może z nart też. Za cały sprzęt daliśmy nie więcej jak 200 złotych.

Jaka odzież na początek?

Firmy tworzą aktualnie bardzo konkurencyjny zarówno sprzęt jak i odzież. Kurtka narciarska, którą kupiłam chwilę temu w sieciówce za 129zł niczym nie odstaje od Salomona, który służył mi przez siedem lat, a za którego sprzedałam prawą nerkę i kawałek wątroby.

Jeśli chodzi o dzieci, świetnie spisuje się odzież z Lidla. Jest niedroga, ładna i spełnia swoje funkcje. Na początek wystarczy. Kask i gogle mamy z Decathlona, rękawice to bodajże H&M.

Unikajcie proszę białej odzieży bo poza tym, że jest piękna, jest niepraktyczna. Wczoraj skasowałabym babeczkę ubraną całą na biało. Na szczęście w ostatniej chwili zobaczyłam białą plamę na białym śniegu w pełnym słońcu.

O konieczności kasku, zarówno dla dorosłych jak i dzieci chyba nie muszę przypominać?

Jak dopasować odpowiedni sprzęt dla dziecka?

Jeśli już chcecie kupić sprzęt (to też dotyczy wypożyczenia), wszystko zależy od umiejętności, techniki jazdy, stoków po których będziecie szusować i oczekiwań. Dla dziecka 4-6 lat na początek warto wybrać narty krótkie 60-80 cm. W wypożyczalni oprócz wzrostu i wagi dziecka zapytają Was o to, czy dziecko już jeździło, w jakim stopniu zaawansowania jeździ etc. A jeśli nie zapytają, sami o tym poinformujcie. To ważne i pomoże uniknąć zniechęceniu dziecka do jazdy.

My dla Hani, która ma już sezon za sobą, przy wzroście 117cm wybraliśmy narty 100cm. Generalnie zasada jest taka, że dla bardziej „zaawansowanego dziecka” w tym wieku narty powinny mieć długość wzrost – 20/30cm. U Hanki są dłuższe tylko dlatego, że jestem sknerą i mam nadzieję, że pojeździ na nich w przyszłym sezonie, chociaż na początku chciałam jej kupić 90cm. Im dłuższe narty, tym dziecko będzie musiało włożyć więcej wysiłku w naukę manewrów.

Dla dzieci początkujących lub radzących sobie gorzej z manewrami warto wybrać nartę mocniej taliowaną, dla bardziej zaawansowanych trochę mniej.

Dużo ważniejsze od nart jest odpowiednie dobranie butów. Buty muszą być WYGODNE i dobrze trzymać nogę. Nie mogą być zbyt ciężkie. Czasami ten sam numer buta zupełnie inaczej leży na nodze niż model obok.

Ile czasu spędzić na początku na stoku?

Godzinę – dwie. Nie warto kupować karnetów 4 i więcej – godzinnych bo wierzcie mi, dziecko już po godzinie będzie wykończone.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania lub uwagi, piszcie w komentarzach.

2 Komentarzy/e
  • Queridoo Sportex

    Odpowiedz

    Super sprawa, warto uczyć dzieci jeździć od małego 🙂 Narciarstwo to piękny sport.

  • Karuina

    Odpowiedz

    W te ferie Adam pierwszy raz jeździł na nartach (na początek z grupą z instruktorem z przedszkola Dimbo). Zero presji i pozytywne nastawienie! Dzieciaki wzajemnie się motywowały 😀 Pamiętam swoje początki i bardzo mi zależało, żeby Adamowi oszczędzić takich stresów. Bardzo długo narty traktowałem jako przymus – tata jeździł ze mną od najmłodszych lat, strofował, pouczał i kompletnie nie miałam

Skomentuj

Facebook