Zła żona.

9577 Odczytano 33 komentarze

24 godziny na dobę.

Leżę.

W głowie Kilimandżaro. Spadam w otchłań depresji po to, by chwilę później wznieść się na wyżyny stanu macierzyńskiego upojenia. Po czym znowu spadam z trzaskiem na ryj, rysując kolejną bliznę na czole i wznoszę się wysoko malując uśmiech na twarzy. I latam jak schizofreniczka raz w górę, raz w dół. Częściej w dole szuram dupskiem po asfalcie niż patrzę z góry. Ale bywam ostatnio w górze. Im bliżej tym dalej. Im bliżej końca, tym dalej od dna.

I uderzam głową, napieprzam wręcz o ścianę bezradności i rozgoryczenia. I żal mam do tych, do których nie powinnam mieć bo wszyscy chcą dobrze. A ja chcę żeby było jeszcze lepiej, wymagam niemożliwego.

I odbijam się, macham uparcie nogami, łapczywie łykam powietrze. I łapię promienie słońca, których nigdy dość, których wiecznie mi mało. I liczę dzień po dniu, żyję z dnia na dzień. Nie planuję nic na jutro bo jutro będzie to samo co dziś. A pomimo wszystko czekam jutra bo jutro nie będzie już dziś. Jutro dziś będzie wczoraj. I będzie bliżej niż dziś.

I On wtedy pyta czy chcę lody. A ja drę ryja, że jakie lody, że cukrzyca. Po czym płaczę, dlaczego mi tych lodów nie nałożył. A On, że cukrzyca. A ja, że moja cukrzyca, moja sprawa.

A później pyta czy obiad. No i po co pyta? Przecież muszę jeść. Tylko ma nie rozgotować ziemniaków bo cukrzyca. I rozgotował ziemniaki bo w tym czasie dziecko łbem trzepnęło o to, o co trzepnąć nie powinno, bo naczynia umył i odkurzył to, co wymagało odkurzenia. A ja przez te ziemniaki wznoszę się na wyżyny i ciskam piorunem w skulonego Onego. A On chciał dobrze bo nie chciał źle.

I powtarzam trzy razy, później jeszcze trzy żeby zabrał te kapcie, jakby co najmniej były wielkości wagonu. A on nie może teraz bo podłogę umył. I pracuje w międzyczasie i dziecku tyłek podciera. A ja leżę na kanapie i znowu drę ryja. Przez pieprzone kapcie, jakby wielkości wagonu.

I grilla zrobił, żeby mi smutno nie było, że ludzie, że towarzystwo, że to przecież dla mnie. A mi jest smutno bo on zrobił tego grilla. Bo ludzie, bo towarzystwo. Bo przyszli dla mnie a pójdą dla siebie. A ja znowu sama tutaj a nie tam. Tutaj w tych moich wyżynach i w tych moich dołkach. I z tym, na którego ciągle drę ryja. A przecież On nie chce źle bo chce dobrze. A mi ciągle źle a nie dobrze. Ciągle nie tak, chociaż za chwilę jest już tak.

I zdobywam Kilimandżaro hormonów, frustracji i irytacji. I spadam w otchłanie niezinterpretowane.

I wiem, że to moja wina. I chcę się wyprowadzić do czasu porodu by niszczyć kogoś innego niż Jego.

Bo wiem, że On nie zasługuje. Bo On by mi serce, by mi wątrobę i by zdrowie psychiczne. I nawet ukochaną piłkę, niegdyś kilka razy w tygodniu. A ja z tym ryjem wciąż i wciąż. A On bez tej piłki wciąż i wciąż.

I on mówi, że się nie zgadza. Że beze mnie nie chce a mi bez Niego nie pozwala. I On będzie obok. A w zasadzie krok przede mną żeby otworzyć drzwi, założyć buta. I zaciśnie zęby.

Tylko, że ja widzę, że tych zębów już prawie nie ma. I język krwawi bo by chciał a nie może. Drzeć ryja nie może. I zaciska pięści i niemo boksuje w powietrzu.

I inne pytają skąd takiego męża można wziąć. A ja mam szczęście bo sam przyszedł. Przypałętał się, pokochał i pozwoliłam zostać. I kocham Go tak, że chcę pójść a On nie pozwala. I idzie za mną.

I jest cudowny. Najlepszy, lepszego już nie można. A ja drę ryja i czepiam się jak schizofreniczka. A powodem są jedynie hormony. I On nie wierzy jak mówię bo mówię też dużo złego. On nie wierzy jak mówię więc piszę. Żeby uwierzył. Że kocham, że nie przestałam. I że wiem. Że już niedługo.

Dzielny jest On. Najdzielniejszy, najbardziej cierpliwy. Chociaż język dalej krwawi i zębów prawie brak.

Brawo dla Niego. Owacje na stojąco.

Bo zasłużył.

PS. I pamiętajcie. Nigdy ale to przenigdy nie mówcie do ciężarnej, leżącej od trzech miesięcy 24h/dobę słów: „Ale ci dobrze”, łamane przez „Odpoczywaj”. Każdy sąd ją uniewinni.

ELA_6864

33 Komentarzy/e
  • MLM

    Odpowiedz

    Piękne to ?dużo zdrówka i cierpliwości dla Was ?

  • MamaFranka

    Odpowiedz

    Znowu sie poryczalam! Ty tez jesteś Najdzielniejsza i Najwspanialsza! Wytrzymaj jeszcze trochę! Trzymamy kciuki, a największe wsparcie juz przy sobie masz!

  • Ewa Z.

    Odpowiedz

    Popłakałam sie 🙁 wspomnienia robią swoje. Przeleżałam w ciąży 7 miesięcy. Zachowywałam sie tak samo. A teksty typu: odpoczywaj teraz bo pózniej nie będziesz miała kiedy!!! Szlak mnie trafiał. Jak mam odpoczywać kiedy modlę sie żeby moje maleństwo było we mnie jak najdłużej ? Drze o każda sekundę naszego życia. Kręgosłup boli, tyłek tez. I już nie wiem jak leżeć. Wizyta u lekarza okazuje sie atrakcja na miarę wycieczki zagranicznej. w pełni Ciebie rozumiem.

    • Ewa Z.

      Teraz tulę moja prawie dwuletnia córeczkę i staram sie nie myślec o tym co było. Wiem ze warto. Pozdrawiamy Wasza czwóreczkę :-*

    • matka-nie-idealna

      7 miesięcy… Rany!
      Dokładnie tak, wizyta u lekarza jest atrakcją. Są ludzie, inne miejsce. Jak wracam, nie chce mi się wysiadać z auta…

      • Ewa Z

        Było baaaardzo ciężko ale przetrwaliśmy i pomimo tego myślimy o następnym bejbe 🙂 chociaż jesteśmy świadomi że będę leżała od początku ciąży to wiemy że warto i że się uda. Trzymaj się dzielnie kochana ❤️

    • Anik

      Dla mnie mega atrakcja bylo wyjscie z domu w celu pobrania krwi. Doczekac sie nie moglam

  • anna

    Odpowiedz

    Skad ja to wszystko znam. Lezalam 3 miesiace. Dostalam takiej nerwicy ze do tej pory sie z tym mecze a juz minely 2 lata. Ale jak patrze na mojego szkraba to wiem ze bylo warto. Mimo ze rozsypalam sie na 100 kawalkow.
    Podziwiam kazda kobiete ktora tak jak my musi walczyc o swojego malucha.
    Od tego lezenia idzie dostac obledu

  • aga

    Odpowiedz

    Jedno z najpiękniejszych wyznań miłości z jakim się spotkałam :)… Łezka w oku sie kreci…Brawo Ty! BRAWO PT!

  • Marlena

    Odpowiedz

    Tak dużo w tym wpisie miłości, że aż sie po płakałam.
    Jesteś cudowna blogerką.
    Codziennie zaglądam do ciebie, sprawdzić czy dodałaś coś nowego.
    Uwielbiam cię

  • BeeMammy

    Odpowiedz

    Ale masz dobrego tego meza

  • Paulina

    Odpowiedz

    Szczere do bólu. Małżon doceni, na pewno i bez tego wie jak „sprawy się mają”, ale na pewno taki post połechta jego męską dumę 🙂 Brawo On! Brawo Ty!

  • Sylwia

    Odpowiedz

    Piękne . Jesteście wbrew pozorom szczęśliwi. Ja nabawilam się depresji , on walczyl i chyba już przestał . Był dzielny ale nie wytrzymał . Chyba już nie kocha . Chyba chce odejść dla niego . Niech pouklada sobie życie lepiej beze mnie . Zabiorę depresję i dwójke malych dzieci ze sobą . W dzień będę żyć z przerwami na płacz a w nocy płacz ale on będzie szczęśliwy .

    • matka-nie-idealna

      Przykro to słyszeć 🙁 nie powinnaś tak myśleć. Walcz przede wszystkim z suką, którą jest depresja. Jeśli wygrasz z nią, wierzę że ułożysz sobie życie.

  • Hahanka

    Odpowiedz

    Jestem myślami z Tobą! Cierpliwości, wiem brzmi to dość komicznie

  • Metis

    Odpowiedz

    Leżałam. A na stwierdzenie: „że super mi się odpoczywa” chciałam zagryźć. Boli dupsko, bolą plecy. Najchętniej byś zawisła w powietrzu. Aha, tylko na lewym boku, pamiętaj! Nawet teraz bym nie wymieniła na przymusowe leżenie T.T

    • matka-nie-idealna

      Ja leżę na każdym możliwym ?

    • Anik

      Oj od tego lezenia to boli doslownie wszystko… Nogi, dupa, kosci biodrowe, zebra….taaaa wez i sie wyspij. A jeszcze moj mlody kolo 1 w nocy zaczynal szalec i do tego siku co godzine

  • M

    Odpowiedz

    też leżałam. zdrówka!

  • asia

    Odpowiedz

    Mówisz, że to prawdziwe oblicze bycia w ciazy hehe?

    Dzielny on dzielny! Ale jak już będzie po, to wynagrodzisz, co? 🙂

  • karolina

    Odpowiedz

    Eh… Ja Ciagle slysze: odpoczywaj sobie i się nie denerwuj. Leżę od 6 tc, obecnie jestem w 20 tc, a ile do końca to łatwo policzyć… Nie wiem skąd biorę siłę, mimo, ze do porodu nie wstane. Chyba to te małe kopniaczki sprawiają, że mimo wszystko uśmiecham się.

  • malaerka

    Odpowiedz

    Trzymajcie się. Ja zaciskam kciuki z całej siły.

  • Ewa

    Odpowiedz

    Też przez to leżenie przechodziłam. Bite 4 miesiące, bolał tyłek, szyja, głowa, do tego kamica żółciowa-bo mąż na wyjazdach, więc jadłam na szybko buły z pasztetem, bo wolno mi było chodzić tylko do WC. Depresji z tego powodu nie miałam, chociaż ryczało się w poduszkę, oj ryczało…I teraz, jak w drugiej ciąży leżeć nie muszę to mam cukrzycę-żeby mi się nie nudziło ;/

  • Paulina

    Odpowiedz

    Mam takiego samego chłopa. Złotego chłopa. Znosi wszystkie moje humorki i nie oddałabym go za nic w świecie!! Od razu pokażę mu tego posta, bo sama lepiej tego nie ujmę.

    PS: wielbię Twojego bloga! Pisz częściej. Pozdrawiam!

  • Emii_llii

    Odpowiedz

    Jesteś najlepsza, nie wiem jak natknęłam sie na blog ale uwielbiam jego czytać. Pokazujesz prawdę a nie ciagle ohy i ahy ?? Życzę zdrowia i dziekuje ?

  • Reni

    Odpowiedz

    O Matko nie idealna. Przypadkiem dziś wpadłam na Twojego bloga, a matką jeszcze nie jestem, ale żoną. Strasznie fajnie piszesz. A wpis ‚zła żona’ wywołał łzy wzruszenia jak i wiele śmiechu:)
    Chcę już być mamą, ale przyznam, że przerażające to co piszesz. Wiem i wiedziałam już wcześniej o urokach, ale jak pomyślę sobie, że np mój PMS miałby trwać kilka miesięcy, to mi słabo;)

  • Reni

    Odpowiedz

    Mam nadzieję jednak wkrótce zobaczyć dwie kreski. Będę śledzić Twojego bloga;) Pozdrawiam

  • Aga

    Odpowiedz

    Zazdroszczę męża :))))

  • MałGosia

    Odpowiedz

    Ja leżałam od 3 miesiąca do końca. Czyli 6. Bolało mnie wszystko. Dosłownie wszystko. Pod koniec najbardziej plecy i rozchodząca się miednica. Każdy, absolutnie każdy mi współczuł i kazał odpoczywać napawając mnie nieodpartą chęcią mordu. Dziś już jestem 2 miesiące pi porodzie i się z tego śmieje, Ty też będziesz 🙂 trzymam kciuki.

    • matka-nie-idealna

      O tak, kręgosłup i miednica to rzeź. Ale jeszcze kilka dni! 🙂

  • Nana

    Odpowiedz

    Jezus Maria Anioł.
    (poważnie z dużej litery). Nieidealna czytam Cię od chwili ale dziś postanowiłam tak sobie dojść do od poczatku. Jestem w szoku jaką jestes twarda babą i jak wielkie szczescie masz w tym twoim Panie tacie. Zgubi sie ten komentarz pewnie bo stary artykuł a ja tu sie po roku produkuje ale masz kobieto szczęście w tym nieszczęściu życia codziennego. Nic tylko życzyć miłośc wiecznej

Skomentuj