Osiem rzeczy, które denerwuje nas w macierzyństwie, a o których nie mówimy na głos.

1860 Odczytano 14 komentarzy

Nikt nie powie, że macierzyństwo jest łatwe i nie jest pracochłonne. Powiedzmy sobie wprost: macierzyństwo wymaga permanentnego zapieprzania na pełnych obrotach. Jest piękne, to oczywiste, ale dzisiaj nie o tym. Macierzyństwo jest ciężkie zwłaszcza wtedy gdy wracasz z Mordoru i padasz na ryj. Jedyne o czym marzysz to ciepła zupa i kawałek kanapy pod dupą. Głównie dlatego, że w nocy zamiast regenerować się przed kolejnym pasjonującym dniem w pracy, ty obrabiasz Facebooka i piszesz bloga, zakupujesz na Alledrogo i generalnie robisz wszystko, czego będziesz żałowała w momencie porannej próby otworzenia oczu. Czyli sama sobie jesteś winna. No ale nie ukrywajmy, kiedy jak nie wieczorem?

W każdym razie, po pracy robisz drugi, trzeci i siódmy etat. W końcu dzień zbliża się ku końcowi. Odpalasz czajnik, odmierzasz miarki, wlewasz wodę do wanny i odliczasz minuty do pełnego unicestwienia części zespołu pracowniczego. Z reguły wypada na to najmłodsze.

Po raz drugi, nikt mi nie powie, że nie lubi tego momentu w ciągu dnia, kiedy odkłada dziecko do łóżeczka i ma ochotę zaklaskać w powietrzu nogami. No nikt.

Wszystko pięknie: pluskacie się w wannie, humory dopisują (bo już przeczuwasz, że już za chwilę, już za moment tralala…), szorujesz pachy, kremik, piżamka, buteleczka i kulturalnie ewakuujesz się z pola widzenia małolata. Zamykasz drzwi z tej bardziej pożądanej strony i nagle słyszysz: „Mmaammooo!”. Kurwa.

I to jest pierwsza z tych rzeczy, których my rodzice nie lubimy.

1. Problem z zasypianiem.

Cały dzień planujesz, że wieczorem:

  • pomalujesz szafkę,
  • zrobisz obiad na jutro,
  • obejrzysz film,
  • przeczytasz książkę,
  • będziesz uprawiać seks,
  • pobiegasz

I właśnie wtedy, w ten jeden zaplanowany wieczór, pacholę stwierdza, że nie będzie spało. Bo nie. I bujaj się człowieku pół nocy. Odpalasz sekretne zasoby Duracella i lekko wspomagana łokciem dziecka, cobyś przypadkiem nie zapomniała się i nie zasnęła, czytasz trzydziestą drugą bajkę.

2. Posiłki.

Sterczysz nad garami, starając się wyczarować chochlą coś idealnego dla dziecka. Obiad ląduje na stole i nagle dziecko stwierdza, że wszystkie witaminki możesz sobie włożyć w poważanie. Bo ono chce cholernego frytka z twojego talerza. Z cholernym keczupem.

3. Seks.

Znaaacie to co? W sensie nie seks, bo umówmy się- jakoś tutaj trafiliście i bynajmniej nie jest to blog o literaturze angielskiej. Znacie ten moment kiedy już mąż wybłagał u was wstąpienie do sypialni, już jest miło, już jesteście w ogródku i witacie się z gąską… „Mmaaammooo!”. Wyjęliście mi to z ust. Kurwa.

4. Porządki.

Ten porządek po sesji z mopem i ścierą <3. Pięć minut później wszystko wraca do normy.

5. Praca w domu przy dziecku.

Wróć. Próba pracy w domu z dzieckiem uwieszonym na nodze/szyi/twoim telefonie/komputerze. Bierzesz telefon do ręki żeby odczytać e-maile i naczelny strażnik leci żeby odpalić mu You Tube. Otwierasz laptopa a z klawiatury wylewa się sok pomarańczowy. Gdy pracujesz w domu, zawsze na propsie są urządzenia, które zawsze masz w rękach i zawsze dziecko właśnie wtedy chce się bawić, gdy zajebiście ważny raport dla władcy Mordoru spędza ci sen z powiek.

6. Pobudki.

Przez cały tydzień żłobkowy zrywasz dziecię z łóżka. Gdy przychodzi weekend, mózg dziecka przestawia się na tryb wolnego, co oznacza nie mniej nie więcej jak to, że jest więcej czasu do zabawy. Z reguły od 5-6 rano. Drugi przykład? Bywa i tak, że dziecko budzi się godzinę przed budzikiem. Robisz butlę, wciskasz malutkie ciałko między siebie a małżona i zawisasz pośladkami poza obrzeżem łoża (nie)małżeńskiego. Zamykasz oczy o 5.17 i po pięciu minutach okazuje się, że jest 6.20. Swoją drogą jak to jest, że w pracy zamykasz oczy „na pięć minut” o 11.12 a gdy otwierasz jest 11.14?

7. Day off.

Planujesz to kilka tygodni. W końcu przychodzi upragniony dzień, czyli weekendowy wyjazd z przyjaciółką do SPA. Zamykasz drzwi mieszkania i w tym samym momencie dziecko aktywuje w tobie funkcję potwornej tęsknoty. To tak na wypadek gdybyś miała się zbyt dobrze bawić. W rezultacie wasz wyjazd to miliony smsów i telefonów do domu połączonych z wieczorną sesją oglądania pierdyliarda zdjęć na komórce.

8. …

Ósmy punkt należy do was. Wpisujcie, komentujcie i żalcie się co was wnerwia w macierzyństwie. Pomimo wszystkich minusów, które tak na dobrą sprawę minusami nie do końca są, macierzyństwo jest najcudowniejszym etatem jaki mogłam sobie wymarzyć.

14 Komentarzy/e
  • Agnieszka

    Odpowiedz

    Znam wszystko. Od 10 miesięcy z kawałkiem. Co prawda u mnie „day off” jak do tej pory trwał max. 4 godziny, ale taaak… Tęsknota, czy aby na pewno małżon da radę, Ona będzie tęsknić, będzie chciała cyca, przytulić- bo przecież nikt nie przytula jak mama… Jako punkt 8 od siebie dodałabym ten paniczny lęk, niepewność czy aby na pewno robię dobrze? Począwszy od tego czy sam bodziak do spania to za mało czy za dużo? Czy nie za wcześnie wprowadziłam do diety truskawki ( 7 miesięcy, a wszędzie „pozwalają” od 10-12 miesiaca i to po mikrokwałaku a ja dałam CAŁĄ o zgrozo. Ale dzieć żyje po tych truskawkach, no ale jednak… Czy nie mówię do niej za dużo/za mało? Nie czytam Jej póki co- próby skończyły się wydarciem kartki z książeczki i przekrzykiwaniem mnie. Kto mi powie czy to i inne rzeczy robię dobrze?? I to jest właśnie mój punkt 8- ta niewiedza 🙂 Ale masz rację, na nic bym tego nie zamieniła.

  • Anik

    Odpowiedz

    A ja nielubie sikow mojego dziecka na swoim ubraniu. Moj synek chocby mial ogromna napompowana pieluche niczym potezny baniak ze szczynami zawsze ma zachowane jakies rezerwy na wypadek gdybym chciala go przewinac. Bardzo czesto z usmiechem na twarzy uwalnia te rezerwy w najmniej odpowiednim momencie tzn jak zabieram brudna pieluche i niezdaze podlozyc czystej. W tym wlasnie ulamku sekundy dostaje fontanna sikow a moj lobuz smieje sie w najlepsze. Przewijam go na reczniku, zaslaniam strefe wyrzutu pieluszka, sciereczka, recznikiem i jakos sobie radze ale wystarczy chwila nieuwagi i …

    • ania

      Moj tez tak robil, az do dnia kiedy zostal na sekunde sam,bez pieluchy i nasikal sobie na buzie:) od tego dnia sika tylko w pampersy 🙂

  • Felia

    Odpowiedz

    Moje jeszcze malutkie więc na razie obce mi są Twoje punkty. Widać, jeszcze wszystko przed nami, więc nic tylko korzystać póki czas 🙂

  • wymarzona-rodzinka

    Odpowiedz

    Jakie to wszystko prawdziwe…kurwa. 🙂

  • Magda / Dwa plus dwa

    Odpowiedz

    A ja nie cierpię tych wiecznie klejących i brudnych odcisków łapek na moich ubraniach 😉

  • Youka

    Odpowiedz

    Córko musimy iść bo się spóźnimy i wtedy: jeść ,pić, kupę, siku, chcę zabrać misia, ale nie wiem którego,chcę inne buty,spodnie,czapkę… A na koniec dostaję niespieralnym czymś po wyjściowym ubraniu.

  • Ani

    Odpowiedz

    Każda czynność jaką chcę szybko wykonać i mieć już z głowy jest 1000 razy przerywana. Ciasto które mogę zrobić w 30 min robię 2-3 godz. itp

  • kinga

    Odpowiedz

    A mnie kupa w pieluszce 😐 kiedy to chce zmienić pieluchę a moja 14-sto miesięczna córa ma to w nosie i zaczyna sie wiercić i uciekać…zmiana na stojąc tez nie zawsze wychodzi bo akurat nie chce jej sie stać i z tym tyłkiem osrakanym bęc na podłogę…masakiera 😉

  • Ania

    Odpowiedz

    Zima. Idziemy na spacer. Przed wyjsciem z domu – chcesz kupke? Nie. Przychodzimy na plac zabaw, mija 5 minut. Mamo kupe. Biegiem do sklepu. Rozbieranie z kombinezonow, czapek, rajstop. Pot cieknie mi po plecach. W koncu maly na kiblu. Juz mi sie nie chce mamo…

    • matka-nie-idealna

      Albo wsiadasz do auta, kierunek – wczasy. Po 10 minutach kupa 😀

  • Karo

    Odpowiedz

    Noc. Słyszysz jęk. Wstajesz podać smoczek. Kładziesz się. Kolejny jęk. Okrywasz kołderką. Już prawie zasypiasz. Płacz. Mleko. Odkładasz butelkę z nadzieją ze jeszcze pośpisz. Cisza,jest szansa ze ze jeszcze odpłyniesz. Wtedy słyszysz „mama” Jest 4:30 Dziecko właśnie rozpoczęło dzień.

  • malaerka

    Odpowiedz

    mnie wnerwiają momenty kiedy nie radzę sobie z małą-zdarzają się takie z racji jej buntu dwulatki ostatnio coraz częściej, a w domu wszyscy komentują jak mam zrobić to czy tamto.
    To nawet nie są dobre rady, tylko wkurzające komentarze powinnaś to ….. powinnaś tamto. Nie dość,że mała daje w kość to jeszcze docinki rodzinki.
    Porażka……….

Skomentuj

Facebook