W matce siła.

16322 Odczytano 15 komentarzy

Sobota, godzina 3:30 w nocy. Miarowy oddech 68- centymetrowego człowieka za szczeblami białego łóżeczka przestaje wybijać rytm snu. Niewidzialna dłoń naciska na klatkę piersiową, nie pozwala złapać tchu, napełnić piersi życiodajnym powietrzem.

Nie wiem jak szybko się obudziłam, podobno matki nie śpią. Nie wiem jak szybko zareagowałam. Po piętnastu minutach totalnego paraliżu funkcji oddychania, która zawinęła tobół na rzecz logicznego myślenia, siedziałam w samochodzie z lejącym się przez ręce 5-miesięczniakiem. Jak na złość Ford wyzionął dzień wcześniej ducha i stoi gdzieś pomiędzy czerwoną Skodą do kasacji a czarnym Audi bez silnika na podwórku u mechanika. Kury zdążyły udziobać grzędę na masce a stary owczarek, ciemną strużką oznaczył jedną z opon. To z pewnością jedyne, do czego Ford się aktualnie nadaje. Siedzę w Grześkowym dostawczaku, chucham w skostniałe dłonie i cisnę pedał gazu.

Zimno wgryza się w kości, październikowe powietrze świdruje nozdrza i bezlitośnie drażni gardło. Łzy zalewają oczy, w połączeniu z deszczem malują drogę długimi smugami. Przecieram powieki, na szczęście makijaż spłynął poprzedniego wieczoru na płatku w toalecie. Spoglądam na całe moje życie zapięte w niemowlęcym foteliku, łypiące czarnymi oczami nad pluszowym kocem. Krzyczę w myślach, cisnę soczyście na złośliwość losu, na niesprawiedliwość. Wrzeszczę, że to dziecko, do cholery, że dopiero zameldowało się na ziemskim padole i to wcale nie tak łatwo, a tu kolejna kłoda i kolejny zakręt. Szeptem koję Jej strach, mówię że pojedziemy na wycieczkę. Jadę na autopilocie, kierunek pogotowie. Miasto śpi, przykryte białą mgłą. Nieludzka godzina. Jedziemy na wycieczkę.

Czwarta nad ranem, melduję się pod drzwiami przychodni. Dzwonię dzwonkiem, napierdalam pięścią bo za szybą ciemno i głucho. Wszyscy śpią. Badanie i milczenie, jakieś trzy sekundy za długie. Pytam czy możemy wrócić do domu. Możemy. Po torbę.
Kierunek szpital, podejrzenie pneumo-czegoś tam*, nie potrafię rozczytać hieroglifów pani doktor. Cudownie.

W planie, na następne godziny, przyjęcie urodzinowe Hanki. Trzeba odwołać. Bo szpital, bo choroba, bo to ważniejsze niż trzy świeczki na torcie i brudne szklanki po imprezie. Bo logistycznie się nie da i roboty dużo. Bo przecież to nie pierwsze ani osiemnaste. Trzydzieste też nie i nie pięćdziesiąte. Zwykła trójka, nic szczególnego. Kawałek tortu, różowa świeczka i parówki w cieście francuskim. W końcu od trzeciej w nocy jestem na nogach, od trzeciej w nocy nie wypuszczam z ramion dziecka chorego na pneumo-coś tam*. Goście zrozumieją, Hania też.

A chuja tam.

Jak się nie da, jak się da? Co z trzydziestoma balonami, których szukałam po całym mieście i które od wczoraj lawirują pod sufitem w gabinecie? Co z tortem, schłodzonym w lodówce, robionym na zamówienie? Co z obietnicą, nadzieją i radością Hanki na wieść o tabunie dzieciaków roznoszących domowy porządek w pył?
Ja nie dam rady? Ja?

Potem wszystko działo się w tempie ostrego zapierdolu. Sprzątanie-gotowanie-sprzątanie-przystrajanie-sprzątanie. Tylko wysikać się zapomniałam. I zjeść. W trzy godziny, kiedy PT w szpitalu tańczył z #2 na rękach, przy metalowej kracie łóżeczka, dokonałam rzeczy jeszcze rano dla mnie niemożliwej. Nie zawiodłam najważniejszej osoby tego dnia. Przecież jakiś tam szpital mnie nie pokona. Nie mnie.

I pomimo, że na imprezę wpadłam kiedy wszyscy goście stali już w butach przy wyjściu, pomimo, że pierwszym i ostatnim posiłkiem tego dnia był tort, a na tyłku usiadłam dopiero po powrocie na noc do szpitala, dałam radę.

Przeszkody są tylko w naszej głowie a my matki mamy jednak petardy w tyłkach…

*pneumo- coś tam okazało się być „jedynie” zapaleniem oskrzeli.

15 Komentarzy/e
  • Magda

    Odpowiedz

    Tak jak napisałaś: w Matce siła!

  • Monika

    Odpowiedz

    Dalas rade!! Jestes wielka 😉 a tak na marginesie, szczepiliscie sie na pneumokoki?

    • matka-nie-idealna

      Nie zdążyliśmy 🙁

    • Gaba

      Kobieto doczytać co to są te pneumokoki i ze nie ma sensu na nie szczepić

  • Ewela

    Odpowiedz

    Czytam ten spis i łzy cisną się same do oczu- z jednej strony Cierpienie #2, a z drugiej mega mądrość i kopniak w dupe!!!! Super…

  • Ewelina

    Odpowiedz

    Bo my matki wiemy, że nie możemy zawieść najważniejszych 🙂 nic bardziej nie rozrywa serca na kawałki niż zawód w oczach dzieci.
    I cieszę się, że wszystko się udało 🙂 jesteś niesamowita 🙂

  • Aga

    Odpowiedz

    Jesteś wspaniała. ..
    Zdrowia dla malutkiej kruszynki …
    I najlepsze życzenia dla Hani 🙂

  • Martyna

    Odpowiedz

    Pozostaje tylko życzyć Wam zdrowia ! Nic więcej…

  • Kasia

    Odpowiedz

    Przypomniałaś mi tym wpisem moją historię, kiedy w lutym tego roku przeżyłam podobny dramat. Mój synek, wtedy 1 rok i 3 miesiące, chory na zapalenie płuc zaczął dusić się w nocy. Karetka na sygnale, pobyt w szpitalu który przyjęłam ze spokojem bo byłam szczęśliwa, że najgorsze już za mną. Szybko doszedł do siebie, ale to były najgorsze chwile w moim życiu…

  • malaerka

    Odpowiedz

    Bo kto jak nie my?????????
    zdrowiej już malutka i wracajcie do domu

  • ela

    Odpowiedz

    Jesteś Wielka :*

  • Pati

    Odpowiedz

    Szacun przez duże S!!!

  • Agnieszka BB

    Odpowiedz

    W dupie petarda ? to prawda… Wiem, że ciężko ale najważniejsze, że się udało. Z jednej strony chore malusie dziecko z drugiej małe jeszcze dziecko również czekające na Ciebie i nie rozumiejące dlaczego urodzin miałoby nie być. Super że się jakimś cudem udało to pogodzić. Ale matka uważaj też na siebie, jedz i sikaj w czas ☺ musisz mieć siły dla tych małych pociech.

  • Marta

    Odpowiedz

    Poryczalam sie czytając ten wpis i powiem tylko tyle dziękuje Ci za uświadomienie mi ze my matki musimy zawsze dawać radę dla naszych dzieci ?. Jesteś mega dzielna Pozdrawiam.

  • Gaba

    Odpowiedz

    Jak nie Szczepilog na pneumokoki to nie rób tego. Szwagierka jest pielęgniarka na oiom’ie dziecięcym i mówi, że dużo dzieci trafia do niherbaty z powikłaniami po tej szczepionce. U nich lekarz zalecił tylko dzieciom z wrodzonymi problemami odporności. A tak na marginesie to teraz taka modna nazwa pneumokoki to nic innego jak dwoinka zapalenia płuc, czyli coś co już było i jest łatwo wyleczalne.

Skomentuj