Zmuszanie dziecka do jedzenia to przemoc.

3753 Odczytano 15 komentarzy

 Jako dziecko byłam niejadkiem z gatunku chomikujących. Posiłki mieliłam pół dnia, szynkę z kanapek bunkrowałam w kieszeniach a jedzenie, które było ponad granicą wytrzymałości mojego żołądka, chomikowałam w policzkach, po czym żegnałam w toalecie. Generalnie mogłam się odżywiać tylko żółtym serem, co kończyło się groźbami, że w końcu zrobię się żółta. Słodyczy jak wtedy, tak nadal nie lubię. Chyba, że PMS albo ciąża. Ale wtedy lubię nawet tynk ze ściany.

Jak widać bycie „niejadkiem” nie wyszło mi na złe.  Ani nie zdechłam z głodu, żółta też nie jestem. Co więcej, trzymam tą samą wagę gdzieś od czasów gimnazjum. Mojej figury nie zmieniła ani pierwsza ani kolejna ciąża, co więcej, do swojej wagi i figury sprzed ciąży doszłam już po tygodniu od porodu. Nigdy się nie odchudzałam, mogę jeść ile i co chcę. Moje gusta kulinarne rozwinęły się do poziomu gastro fazy i obecnie jem prawie wszystko. To tyle z chwalenia.

Już wtedy obiecałam sobie, że nigdy nie będę zmuszała swojego dziecka do jedzenia. Później pojawił się modny ruch BLW, który spłynął błogosławieństwem na matki niejadków.

Dlaczego dziecko nie chce jeść?

Prawdopodobnie dlatego, że jest najedzone.
Pamiętacie początki waszego rodzicielstwa? Żołądek noworodka w pierwszych dniach życia był w stanie pomieścić ilość mleka równą łyżeczce herbaty. Z czasem zapotrzebowanie na pokarm się zwiększało. Nakładając posiłek dla dziecka, rodzice kierują się głównie swoimi preferencjami smakowymi i ilościowymi. Nie dziwmy się więc jeśli nasze dziecko nie chce jeść. Tak, jak ja nie przepadam za żołądkami czy innymi podrobami, tak moja córka może nie lubić ryżu, brukselki czy piersi z kurczaka i ma do tego pełne prawo. Jeśli martwi nas fakt, że dziecko czegoś nie lubi a „przecież to jest zdrowe”, spróbujmy posiłek urozmaicić.

W szpitalu spotkałam się z wieloma dziećmi, które nie chciały jeść szpitalnego jedzenia, podczas gdy Hanka zajadała się nim ze smakiem. Po części się nie dziwię. Szpitalne jedzenie jest bez smaku, jałowe i niedoprawione. Ostatnio wybuchła też afera cukrowa i solna w szkołach, gdzie te przyprawy zostały wycofane ze stołówek. Nagle okazało się, że dzieci noszą swoje solniczki i cukier w słoiczku. Od początku wprowadzania nowych potraw dla Hanisławy bardzo walczyłam o to, by nie dosalać i nie dosładzać jedzenia. Gotowałam dla niej obiady w osobnym garnuszku, gdy chodziliśmy na obiad do dziadków, miałam pojemniczek z wcześniej przygotowanym jedzeniem dla Hani. Dziwactwo? Nie. W tym momencie moje dziecko nie ma problemu by jeść nieposolone ziemniaki czy wypić kwaśny kompot. Obecnie nie zawsze gotuję osobne obiady i albo doprawiamy wspólne potrawy mniej, albo dziecko je to, co my. Przy tym wszystkim, Hanka nie ma w ogóle problemu z brakiem soli czy cukru. Moim zdaniem nawyki żywieniowe maluchów zależą tylko i wyłącznie od nas. Twoje dziecko musi mieć posolony posiłek? Według mnie to wina lenistwa rodziców. Pamiętajmy, że maluchy nie znają smaku przypraw, dopóki sami im ich nie pokażemy.

Dużą rolę w posiłkach odgrywa też nuda. PT najchętniej żywiłby się tylko piersią z kurczaka, schabowymi i ziemniakami. Dzień w dzień. Warto trochę „pokolorować” dziecku posiłki, zachęcić do próbowania nowych rzeczy. Przy czym zachęcić nie oznacza zmuszać. Hania często odmawia spróbowania nieznanego, boi się. Czasami proszę ją by chociaż polizała nowość albo biorę podstępem, na przykład gdy się czymś bawi. Zazwyczaj eksperyment kończy się słowami „Mmm… Dobre!”. Tak jak w przypadku oliwek, które może teraz pochłaniać garściami.

Drugą kwestią jest ilość pokarmu. Dziecku dwu i pół letniemu najprawdopodobniej wystarczy tyle, ile pomieści jego dłoń. Jeśli nie wystarczy, z pewnością nas o tym poinformuje. A teraz porównajmy dłoń dziecka do ilości nałożonego obiadu i odejmijmy od tego zostawioną część. Kiedy zauważam przy obiedzie, że moje dziecko zaczyna się kręcić, chce się bawić albo biegać, pytam czy jest już najedzona. Jeśli odpowiedź brzmi twierdząco, pozwalam odejść od stołu. Jeśli chce jeszcze jeść ale pomimo wszystko większą uwagę zwraca na coś innego, również kończę posiłek. Jeśli jest głodna to je, na zabawę będzie czas później. Pamiętajmy, że zmuszanie dziecka do jedzenia, wyrabia w nim złe nawyki, które w przyszłości mogą poskutkować otyłością i problemami zdrowotnymi.

Bardzo mnie denerwują groźby w stylu „Jedz bo zaraz przyjdzie dziadek i ci zje.” czy też „Jak nie zjesz to nie dostaniesz zabawki”. Bardzo tępię takie zachowania. Jedzenie nie powinno się kojarzyć ze strachem,  z nagrodą ani z karą. Jedzenie to jedzenie, służy zaspokajaniu głodu i tak też powinno być postrzegane. Gdy jest czas obiadu, zostawiamy zabawki, siadamy do stołu, wyłączamy bajki. Oglądanie telewizji przy posiłku często działa jak jedzenie chipsów na meczu. Sięgamy po kolejną przekąskę zupełnie nie kontrolując swojego zachowania. To błąd, który może w przyszłości doprowadzić do otyłości. Sprawdzone z autopsji przy bajkach. Hanka zjadała cały obiad, bezwiednie biorąc do ust kolejne kęsy. A przecież w jedzeniu nie chodzi o to, by zjeść wszystko tylko by zjeść tyle, żeby się najeść, prawda?

Kiedy powinniśmy się martwić?

Jeśli nasze dziecko żywi się tylko energią słoneczną albo jego gusta kulinarne ograniczają się jedynie do frytek z McDonald’s czy Milki Oreo. Podstawą do każdej diagnozy są badania. Martwi cię, że dziecko nie chce jeść? Najprościej i najszybciej jest zrobić wyniki krwi. Jeśli odbiegają one od normy, warto poradzić się opinii lekarza.

15 Komentarzy/e
  • Lenabc

    Odpowiedz

    True story! Chyba podesle linka tesciowej…

  • Lenabc

    Odpowiedz

    True story! Chyba podesle linka tesciowej!

  • anna

    Odpowiedz

    Zgadzam sie w 100% . moja siostra byla strasznym niejadkiem. Mama zapytala kiedys nasza pediatre co ma zrobic ze moja siostra tak malo je a lekarka stwierdzila ze nie bylomjeszcze pdzypadku zeby sie dziecko zaglodzilo na smierc. I tyle w temacie. Moja siostra jest obecnie dorosla kobieta i wyglada normalnie. Rozwinela sie normalnie i nic sie z nia nie dzialo z powodu jedzenia malych ilosci. Ja za to pochlanialam prawie wszystko ale mialam tez swoje potrawy ktorych nienawidzilam i nienawidze do dzis. I tez nie mam problemu z nadwaga. Mysle ze problem zaczyna sie wtedy kiedy dziecko zapycha sobie zoladek slodyczami albo slodkimi sokami i potem niechce jesc ale to juz jest wina rodzicow.
    Ja mojemu synowi tez nie solilam ani nie slodzilam posilkow. Teraz jak ma 2 lata czesto gotuje mu osobno i delikatnie doprawiam albo je to co my. Ale tez nie ma problemu ze zjedzeniem czegos bez soli i bez cukru.

  • anna

    Odpowiedz

    Mnie zawsze niesamowicie wkurzalo jak ciocie dobre rady podpowoadaly zeby mojemu synowi cos posolic albo poslodzic. No i mialam tez wymiane zdan w tym.temacie z moja mama i sie nie dalam? . co innego dac raz na jakis czas dziecku kawalek czekolady a co innego walic mu cukier codziennie pod roznymi postaciami

  • BeeMammy

    Odpowiedz

    Moje dziecko od momentu wprowadzania czegokolwiek poza cycem stalo sie tym niejedzacym. Ale padlam kiedy tesciowa zasugerowala mi zebym mu slodzila marchewke

  • Marta

    Odpowiedz

    O to to! też byłam takim niejadkiem, najlepsze menu to ser żółty na zmianę z zupą pomidorową. Nie raz płakałam podczas obiadu, kiedy musiałam zjeść znienawidzony krupnik, i chociaż stawał mi w gardle musiałam zjeść wszystko, kończyło się najczęściej wizytą w łazience i wymiotami… Dlatego powiedziałam, że nie zrobię z posiłków mojej córki horroru i je tyle ile chce i kiedy potrzebuje. Bywa, że zasypia nie jedząc kolacji, ale wtedy jej pierwsze słowa rano to „mami am” i nie ma zmiłuj, konkretną porcję wciągnie 🙂

  • Magda / Dwa plus dwa

    Odpowiedz

    Ja zawsze wychodzę z założenia, że zdrowe dziecko się nie zagłodzi i w przypadku mojej dwójki to się sprawdza. Jedzą tyle ile chcą, ale tylko wtedy kiedy są posiłki albo pora przekąski. Dzieci nie zmuszane do jedzenia mają wciąż ten wewnętrzny sygnał, kiedy są już pełne. Nawet jeśli to coś co uwielbiają potrafią stwierdzić, że już nie chcą. I ja to szanuję. Na szczęście moje dzieci na brak apetytu tylko narzekają, gdy bierze je jakaś choroba.

  • Monika

    Odpowiedz

    moje dziecko nigdy nie bylo karmione, zawsze jadlo samo i na dobrze jej to wychodzi. Nie ma zmuszania, nie chcesz jesc to nie, chcesz jesc prosze bardzo. Sami prawie nie solimy i nie slodzimy wiec je to co my. Chyba ze bardzo ostre np curry, wtedy dostaje wiecej ryzu, albo jogurt do zlagodzenia smaku.

  • Aga

    Odpowiedz

    obecnie mając 30lat dalej słyszę od mamy: „no jedz… nie myśl tyle nad jedzeniem… jedz… jeszcze nic nie zjadłaś… dokończ kotleta zostaw ziemniaki… nic nie zjadłaś tylko rozgrzebałaś ziemniaki” ja chyba będę już skazana na takie teksty;) od zawsze byłam szczupła z niedowagą i wyniki miałam dobre:) ale niestety do dziś pamiętam obiad jedzony przez godzinę, chowanie kanapek do szafki albo oddawanie mięsa psu, wyrzucanie jedzenia za okno, odlewanie zupy do gara… ech to jednak była przemoc 🙂

    • matka-nie-idealna

      Ja będąc u mojej babci z Hanką, co 10 minut słyszę „Haniu może naleśnika?”. Za chwilę „Haniu, może kanapeczkę?”, „No zjedz coś! „.

  • ita88

    Odpowiedz

    Większość wpisu jakbym czytała o sobie. Gimnazjalne spodnie jedne dalej mam i czasem noszę. Trauma z dzieciństwa żeby więcej jeść. Jeżdżenie do dziadków z własnym jedzeniem, albo walka żeby nie solić i nie słodzić. Od początku jesteśmy na cycku i BLW. Jako niejadek i kobieta o figurze wieszaka na ubrania wiem, że moje dziecko będzie jeść tyle ile potrzebuje. Teraz jest na 3 centylu wagowo i jakoś mi to nie przeszkadza póki wyniki są ok. Codziennie jemy jakąś nowość. Jeśli Zo chce to fajnie, jeśli nie to następnym razem. Wolę żeby mówiła, że nie ma ochoty na jedzenie niż jak ja bunkrowała kanapki z drugiego śniadania w biurku, ewentualnie opylała je koleżankom. Nawyki żywieniowe kształtujemy od początku, ale bez nadmiernej spiny.

  • Sylwia W-K

    Odpowiedz

    Jestem mamą byłego niejadka, ale takiego prawdziwego niejadka. Ponad dwa lata walczyłam o każdy kęs i jak słyszę, że ktoś mówi, że dziecko się nie zagłodzi, to nie wiem czy się śmiać czy płakać. To nieprawda! Są dzieci, które mogą nie jeść wcale i głodu nie czują. Wiem to po swoim synku, którego wyniki krwi były w pewnym momencie tragiczne, bo lekarz twierdził, że zmuszać nie można.Trafiliśmy później do innego specjalisty, który kazał dawać dziecku COKOLWIEK byle tylko żołądek rozepchnąć. Nigdy nie zmuszalam dziecka na siłę, ale podtykałam jedzenie co chwilę, by tylko zrobił kęs.Karmiłam w aucie, na podwórku,spacerze, w trakcie bajek i zabawy. Dziś syn ma 5,5 roku, jest zdrowym,szczupłym chłopcem. Lubi bardzo wiele różnych potraw, chętnie próbuje nowych.

  • Agii

    Odpowiedz

    Ja za przedszkolaka byłam chudzielcem i niejadkiem.. nie zapomnę tych opowieści dziadka, który chwalił się jak to siedział ze mną na wakacjach na stołówce dotąd aż zjadłam całe śniadanie, cały obiad, całą kolację. W tamte wakacje nad morzem, większość czasu spędziłam na stołówce, bo musiałam zjeść „za mamusię”, „za tatusia”. Potem szczerze niecierpiałam wakacyjnych wyjazdów z dziadkami (a co roku zabierali mnie i siostrę na urlop ze sobą) czy też obowiązkowych niedzielnych obiadów. Zawsze musiałam wszystko zjeść do końca, zawsze to co zrobił dziadek, zawsze musiałam chwalić jak to on dobrze gotuje. Rodzice byli wtedy młodymi ludźmi, zdominowanymi przez dziadków – którzy przecież mieli doświadczenie w wychowywaniu dzieci i wiedzy co dla dzieci najlepsze. Wiadomo że nie mam co zganiać wszystkiego na dziadków.. ale mam czasem takie wrażenie że, przez to wmuszanie jedzenia przez dziadków przeszłam na drugą stronę – zaczęłam się rzucać na jedzenie, było mi ciągle mało. No cóż.. w podstawówce niestety z chudzielca stałam się grubaską. Każda próba odchudzania kończyła się krytykowaniem jak to się w anoreksję wpędzam. Obecnie, 30 lat później borykam się z wahaniami wagi, raz tyję, raz chudnę. Jednak najczęściej po okresie chudszym dopada mnie efekt jojo, bo zaczynam się znów rzucac na jedzenie.
    Takie posty jak Twoje pokazują jak inne, bardzo świadome jest teraz podejście do karmienia dzieci. I jak ważne jest aby pilnować tego co i ile należy dawać dziecku.

  • minkMink

    Odpowiedz

    Całe szczęście moje maluchy jedzą ładnie, jak na 4 i 2,5 latka 🙂 czasem mobilizuję ich do tego aby dokończyli to co mają na talerzu, bo dostają najczęściej zawsze taką samą porcję i wiem, że zwykle tyle zjadają, więc kiedy zaczynają się wygłupiać przy stole, to czasem muszę ich ciut zdyscyplinować 🙂 czasem krzyknąć. Bo takie niezjedzenie do końca, albo wcale, najczęściej kończy się tym, że za 15 minut, przychodzą do mnie po przekąskę bo są głodni…córka próbuje wymusić jakieś mniej zdrowe rzeczy, albo zapychacze, a syn już stoi w kolejce po mleko! Tych mało zdrowych nawet niewiele mam w domu, bo nie kupuję słodyczy, chipsów itp. Moje dzieci nie jedzą tego typu „smakowitości”, jedyne na co pozwalam od czasu do czasu córce do guma mamba, chociaż pełna jest sztucznych barwników, typu koszenila (no akurat pochodzenia naturalnego, ale szkodliwy), ale nie chcę być jędzą i zakazywać wszystkiego, bo to dopiero poskutkuje w przyszłości obżeraniem się „pokryjomu” niezdrowymi rzeczami…każdy przypadek jest inny. Ja moje dzieciaki muszę trochę „przypilnować” do tego aby zjadły wtedy kiedy jest na to czas. Bo nie mam też ochoty odgrzewać obiadu kilka razy na dzień:) Jestem złą mamą?:) No i też nie jestem do końca za tym, aby ciągle tylko dmuchać i chuchać na dzieci….nie chodzi mi o to by je terroryzować jedzeniem i innymi zasadami, ale chciałabym żeby dzieci wiedziały, że to mama i tata decydują w najważniejszych sprawach i jeśli czasem nakrzyczę, że mają spokojnie siedzieć przy jedzeniu i jeść, to chyba nie krzywdzę dzieci aż tak ?

Skomentuj

Facebook