Nie mów mi, że nic się nie stało.

4245 Odczytano 1 Komentarz

Wyobraź sobie taką sytuację.

Szef zwolnił Was z pracy. Nie będę się rozpisywała na temat zarobków, dostępności pracy w Twoim mieście czy tego, że właśnie zostałaś z ręką w nocniku. Po prostu jebnął Ci kwitem i pustym kartonem na biurko. Jaka jest Twoja reakcja? Znając życie, ja bym się rozpłakała a później powiedziała mu kilka jakże przyjemnych słów.

Albo o!

Właśnie przywaliłaś małym palcem u stopy w kant szafki. Standardowa reakcja? „Nosz kurrrr…”.

Albo właśnie zgubiłaś cenną pamiątkę. Łańcuszek, kolczyk z zestawu, który dostałaś na Pierwszą Komunię od babci, której już nie ma. To normalne, że jesteś przybita.

Sytuacje, które nas dołują, wprawiają w smutek, piszą na naszych ustach inwektywy jest w życiu mnóstwo. Zakładam, że jest kilka takich zdarzeń dziennie.

My dorośli uważamy się za lepszych, mądrzejszych i silniejszych od dzieci. I jest w tym sporo prawdy.

Teraz podzielmy powyższe sytuacje przez wzrost, wagę i wiek naszych dzieci.

Standardowa reakcja na sytuację, w której dziecko upadnie, uderzy się czy skaleczy? „Nie płacz, no przecież nic się nie stało”.

Sama tak reagowałam kiedy Hanka była malutka. Któregoś dnia, kiedy przydzwoniła w coś po raz kolejny głową i zanosiła się płaczem i kiedy miałam rzucić „No już, nie płacz”, zdałam sobie sprawę, że wcale „nic się nie stało”. Przecież, kiedy ja wyrżnęłabym głową w cokolwiek, rzuciłabym soczystą kurwąmać. Jedyną reakcję, jaką znała Hania, był płacz. Tak sygnalizowała, że boli, prawdopodobnie się wystraszyła i potrzebuje pocieszenia.

To, że dla nas nic się nie stało, nie oznacza wcale, że jest tak dla dziecka. Dziecko poprzez płacz sygnalizuje nam, że wydarzyło się dla niego coś trudnego. Po części rozumiem siebie, używającej tego zwrotu w stosunku do dziewczynek. Założenie jest takie, że nie chcę wychować mazgajów, które będą płakały z byle powodu. Chciałabym, żeby moje dzieci były twarde w tym bezlitosnym i sukowatym świecie. Niestety, takie postępowanie może obrócić się przeciwko mnie i nim. Dlaczego? Nie chciałabym, żeby moje córki w przyszłości pomyślały, że nie przyjdą do mnie z jakimś problemem, ponieważ i tak go zbagatelizuję. Człowiek nabiera pewnych nawyków i możecie mi wierzyć, że im dziecko jest starsze, tym częściej używamy wobec niego zwrotów typu: „nie przesadzaj”, „daj mi spokój”, „przecież nic się nie stało”. Po drugie, takie postępowanie może prowadzić po czasie do zamykania się w sobie, tłumienia swoich uczuć czy też braku empatii. Człowiek uważa, że musi sobie poradzić sobie ze wszystkim sam, musi być twardy. A guzik. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Dobrze gdy ma drugiego człowieka.

Jak możemy reagować?

To proste. Reagujmy tak samo, jak oczekujemy tego od drugiego człowieka w stosunku do nas. Czasami wystarczy samo przytulenie. Czasami można zapytać dziecko „Boli cię?”, „Jest ci smutno?”, „Chciałabyś się do mnie przytulić?”. Czasami wystarczy wytłumaczyć dziecku, że rozumiesz, iż czegoś bardzo chce ale nie możesz mu w tej chwili tego kupić i pomyślicie o tym następnym razem. Albo, że nie może bawić się nożem bo to grozi amputacją którejś części ciała, w najlepszym przypadku nie swojego.

A w przypadku niemowlaków? U Nadii na razie wystarczy „nie”, czasami w towarzystwie „bo będzie ała” albo czegoś z gatunku „zaraz pieprzniesz z tej kanapy”. Na tłumaczenie i rozwijanie filozoficznych myśli mamy jeszcze czas. Później będzie tylko gorzej 😉

Podstawą rozwiązywania problemów, nie tylko wśród dorosłych ale także w relacjach z dzieckiem jest rozmowa. Nie toleruję i bardzo nie lubię zwrotu „Nie bo nie”. Zawsze staram się tłumaczyć ewentualny skutek zachowań i wyjaśnić dziecku, co zrobiło źle.

Kiedy wydarzy się w naszym życiu coś złego, ostatnią reakcją, jakiej oczekujemy od przyjaciół jest „nic się nie stało”.  Nikt z nas nie lubi być bagatelizowany. Nie nadużywajmy więc tego wobec naszych dzieci. Ich problemy są tak samo ważne jak nasze. Tylko proporcjonalne do dziecięcych umysłów.

 

1 Komentarzy/e
  • Asia

    Odpowiedz

    Bardzo potrzebny post.Dziękuję;)

Skomentuj