Urodzinowy vlog Hanki Chuliganki. Inspiracje prezentowe!

611 Odczytano 0 Komentarzy

Słowem wstępu, bardzo krótkim – chciałam wyjaśnić kwestię poruszoną w pewnym mailu. Mail nie był z gatunku troskliwych, a jego autorka wycelowała w moją pierś zimną lufę, chcąc ugodzić mnie jak najboleśniej.

Długo zastanawiałam się, czy wprowadzić Hankę do tego świata. Świata nieco zepsutego i groźnego – jeśli wyrwie się spod kontroli. Długo zastanawiałam się, czy tej dziewczynce, która od sześciu lat stoi za moimi plecami i przypatruje się mojej pracy, pozwolić liznąć mojej codzienności z nieco innej strony. I wbrew pozorom ta dziewczynka nowicjuszką nie jest. Co jakiś czas startuje ze mną w kampaniach, bierze udział w castingach, sesjach zdjęciowych i testach produktów. I ma to wynagradzane nie tylko w macierzyńskiej postaci – wspólnie spędzanego czasu, ale też zarabia w najczystszej postaci kasę. Swoją własną, przeznaczaną zazwyczaj na chińskie badziewie, lub przeżeraną na lody.

I ta dziewczynka, która od lat sześciu jest moją inspiracją i muzą, raz za razem ciągnęła za nogawkę maminych spodni prosząc, żebym uchyliła jej drzwi jeszcze bardziej. Żebym złapała za rękę i wciągnęła ją tutaj gdzie ja jestem. Na co patrzyła od lat z fascynacją.

Założyłam jej kanał na You Tube (klik), trochę z duszą na ramieniu. W końcu nie narzekam na brak zajęć, a wygospodarowanie trzech dni na nakręcenie i zmontowanie każdego vloga wydłużało moją roboczo – dobę do późnych godzin nocnych.

I wtedy zobaczyłam iskrę w jej oku. Spojrzenie pełne zachwytu, kiedy patrzyła na siebie, pod logiem popularnej aplikacji, na ekranie smartfona. You Tube dodał jej skrzydeł.

Powstanie Hanki Chuliganki było składową wielu wydarzeń w naszym życiu i w zasadzie było tylko kwestią czasu. Powstanie Hanki Chuliganki nie oznacza, że wrzuciłam dziecko do głębokiej wody i otworzyłam jej świat blogerów na oścież. Nadal mam kontrolę nad tym co robi. Jej konto na IG jest prywatne i to ja decyduję kto może pozostać na jej profilu. To ja czytam wszystkie komentarze i wiadomości, zanim dam jej telefon do ręki. Ona odpisuje sama, własnymi słowami. Bez znaków interpunkcyjnych i totalnie na bakier z ortografią. Ale sama. To ja dałam jej ograniczenie na tableta i komórkę, co było warunkiem rozpoczęcia nagrywania. Hanka od kilku tygodni nie miała w rękach tabletu.

Więc proszę, jeśli nie chcecie dzielić radości razem z nią – przynajmniej jej nie odbierajcie. Widzę jak cennym doświadczeniem jest dla niej zabawa we vlogowanie, bo w żaden inny sposób nie mogę tego nazwać. My się bawimy, spędzamy razem czas. Śmiejemy się, prześcigamy w pomysłach. Wystawiamy twarze do słońca, jemy w nagrodę lody, a wieczorem mówimy „To był dobry dzień”. To zabawa, która może się za chwilę jej znudzić – jak każda inna. A wtedy złożymy wszystkie zabawki do skrzyni i pójdziemy robić coś innego.

Poniżej trzeci odcinek Hankowego vloga. Zajrzyjcie, jeśli macie ochotę. Będzie nam niezmiernie miło, jeśli docenicie ciężką pracę Hanki, na którą składały się dziesiątki powtórzeń, kilka westchnień (jej), gdy nie wychodziło i słowa, które dziecko wypowiada zazwyczaj dopiero w wieku lat dwudziestu „Ty masz naprawdę ciężką pracę. Teraz wiem, jak się czujesz każdego wieczora”. Tylko, że ja wieczorem te vlogi składam 😉



Spodobał Ci się ten wpis?

*Pamiętaj, że najlepszą zapłatą dla autora jest Twoja reakcja, która bez wątpienia da mi kopa do dalszej pracy <3
*Będę wdzięczna, jeśli dasz mi o tym znać tutaj na blogu lub na Facebooku (
klik), łapką w górę, komentarzem lub udostępnieniem postu.
*Możesz odwiedzić nasz profil na Instagramie
(klik).

Zapraszam Cię również do przeczytania moich poprzednich wpisów na blogu, które znajdziesz poniżej.

0 Komentarzy/e

Skomentuj